Członek Krajowej Rady, kojarzony z
LPR-em, twierdzi, że Witold Kołodziejski ogłosił w ubiegły czwartek bezterminową przerwę w posiedzeniu rady, po czym o 18.30, gdy Haydukiewicz opuścił budynek, wznowiono obrady. Jego zdaniem, jest to niedopełnienie obowiązków przez przewodniczącego Rady, polegające na uniemożliwieniu mu uczestnictwa w obradach i głosowaniu, zwłaszcza, że chodzi o tak ważny punkt i zwłaszcza, że "tym głosowaniem zawiązał się sojusz pomiędzy tzw, prawicą o postkomunistyczną lewicą, czyli
PiS i SLD".
Członek Krajowej Rady przyznał, że jego obecność nie zmieniła by wyniku głosowania, ale - jak podkreślił - miałby szerokie pole manewru do przekonywania pozostałych członków rady. W opinii Haydukiewicza, rady nadzorcze zostały wybrane z naruszeniem prawa.
Lech Haydukiewicz zaprzeczył informacjom, jakoby specjalnie opuścił posiedzenie rady, bo wynik głosowania i tak był przesądzony, by później podejmować różne kroki prawne.