http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dla Polaków bandyta, dla Ukraińców bohater

Marcin Wojciechowski
2009-08-03, ostatnia aktualizacja 2009-08-02 22:53

Ukraińcy nie robią rajdu, by dokopać Polakom - Stepana Banderę czczą za antysowieckość. Ale jeśli jest to bezkrytyczne, może być bardzo niebezpieczne

Weterani UPA z portretem Stepana Bandery, Kijów 2005 r.
Fot. EFREM LUKATSKY ASSOCIATED PRESS
Weterani UPA z portretem Stepana Bandery, Kijów 2005 r.
Część polskich mediów zbulwersowała informacja, że młodzieżowa organizacja ekologiczna z zachodniej Ukrainy chce zorganizować rajd europejskim szlakiem Stepana Bandery biegnący także przez Polskę. - To propaganda faszyzmu - zakrzyknął ks. Isakowicz-Zaleski, nieformalny duszpasterz kresowiaków. Rozesłał listy do MSZ i MSWiA, by zablokowały tę inicjatywę. Temat podjęły "Nasz Dziennik", "Rzeczpospolita", piątkowe "Wiadomości" TVP i media lokalne.

Niedawno ks. Isakowicz-Zaleski oburzał się, że uczestnik festiwalu łemkowskiego na południu Polski przyjechał z Ukrainy w koszulce z wizerunkiem Bandery. Ksiądz apelował, by sprawą zajęła się prokuratura.

Mam ambiwalentny stosunek do tego rajdu. Ukraińcy nie urządzają go, by dokopać Polakom - czczą Banderę za antykomunizm i antysowieckość. Ale bezkrytyczne czczenie Bandery może być bardzo niebezpieczne.

W polskiej pamięci Bandera to terrorysta i skrajny nacjonalista. W latach 30. stanął na czele działającej w Galicji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która twierdziła, że polityczne metody partii reprezentujących mniejszość ukraińską w II RP nie przynoszą skutku. OUN proponowała terror i radykalne metody nie tylko wobec Polaków, ale także Ukraińców apelujących o zgodę między obu narodami.

Bandera zlecił, zaplanował bądź osobiście brał udział w kilku zamachach na polskich polityków, m.in. ówczesnego szefa MSW Bronisława Pierackiego. Został za to skazany na karę śmierci zamienioną na dożywocie. Z więzienia wyszedł we wrześniu 1939 r. po upadku II RP.

OUN w latach 30. blisko współpracował z wywiadem niemieckim w myśl zasady: wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Zarazem banderowcy odrzucali jakiekolwiek alianse z Rosją sowiecką, wiedząc, że w państwie Stalina nie będzie mowy o niepodległej czy choćby autonomicznej Ukrainie.

Bandera łudził się, że okazując lojalność hitlerowcom, stworzy choćby kadłubowe państwo ukraińskie - marzenie każdego ruchu narodowego bez względu na cenę, którą trzeba zapłacić. Po wkroczeniu Niemców do Lwowa w czerwcu 1941 r. ogłosił narodowe państwo ukraińskie, które Niemcy rozpędzili w kilka dni. Pogarda Hitlera dla Słowian sprawiła, że nie widział on sojuszników w ukraińskich nacjonalistach, choć w kręgach przywódczych III Rzeszy byli zwolennicy takiego sojuszu.

Za próbę ogłoszenia państwa Niemcy zesłali Banderę do obozu w Sachsenhausen. Potem do końca wojny siedział w areszcie domowym. Nie było go na Wołyniu ani w Galicji podczas antypolskiej akcji Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach 1943-44.

Co więcej, w listach z obozu przemycanych na Ukrainę pisał, że jest przeciwny powstaniu UPA. Uważał, że to nie lokalna partyzantka może przynieść Ukrainie wolność, ale rewolucja narodowa obejmująca cały kraj łącznie z Ukrainą centralną i zadnieprzańską. Rewolucja, która może wybuchnąć jedynie po upadku ZSRR. Dlatego głównym celem Bandery było zniszczenie komunizmu.

To prawda, że ludzie mordujący Polaków na Wołyniu 66 lat temu nazywali siebie banderowcami i odwoływali się do dziedzictwa OUN. Ale Bandera w sensie dosłownym nie brał w tym udziału, choć z jego pism wynika, że nienawidził Polaków, Żydów i wszystkich stojących na drodze do niepodległej Ukrainy.

Po wojnie, na emigracji, współpracował z wywiadami USA i Wlk. Brytanii, działając przeciw ZSRR. Zginął w Monachium w 1959 r. z rąk agenta KGB, co pogłębia dwuznaczny obraz tej postaci.

To, że od kilku lat szerzy się na Ukrainie - zwłaszcza w Galicji - kult Stepana Bandery, może nas dziwić, a nawet boleć. Ale Ukraińcy czczą go nie za nienawiść do Polaków, lecz za walkę na rzecz Ukrainy. Wysławiają jego jasną legendę i przemilczają czarną, podobnie jak w Polsce czyni się to z niektórymi bohaterami z czasów II wojny.

Podstawą kultu Bandery i UPA nie jest gloryfikacja mordów z lat 1943-44 na Wołyniu, ale opór wobec NKWD pacyfikującego zachodnią Ukrainę po wkroczeniu Armii Czerwonej. Opór ten trwał od 1944 r. do późnych lat 50. Za przynależność do UPA bądź pomoc dla niej tysiące ludzi zesłano do sowieckich łagrów.

Dramat Ukrainy polega na tym, że nie ma ona jednoznacznej tradycji, którą można by czcić jak w Polsce AK. Ukraińcy muszą wybierać między kultem Armii Czerwonej, lojalnej wobec Stalina partyzantki sowieckiej lub UPA. Te dwie pierwsze tradycje nie są ukraińskie, ale narzucone przez komunistów, tak jak w Polsce próbowano narzucić kult AL czy armii Berlinga.

Oczywiście byłoby lepiej, by włączając UPA w obieg narodowych mitów, pamiętano nad Dnieprem o jej czarnej legendzie - skrajnym nacjonalizmie, próbach kolaboracji z Hitlerem, antypolskiej czystce etnicznej na Wołyniu, brutalnym postępowaniu wobec Ukraińców, którzy nie akceptowali linii UPA.

Gdyby organizatorzy rajdu byli w stanie zdobyć się na taką krytyczną refleksję o Stepanie Banderze, nie widziałbym w tym przedsięwzięciu nic złego. Takie przesłanie Polska powinna wysłać na Ukrainę. Reagując gwałtownie, mówiąc o propagowaniu faszyzmu, składając wnioski do prokuratury - wzmacniamy tylko ukraińskich radykałów.

Na Ukrainie są rzecznicy umiaru i pojednania, którzy umieją zrozumieć, że postać Bandery ma u nas inną konotację niż nad Dnieprem. I że nie wynika to ze złej woli czy wrogości, ale innych doświadczeń.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 107 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    34 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':