Renata Grochal: Jakie są pani wrażenia po spotkaniach z politykami? Bożena Wawrzewska: To było interesujące doświadczenie dla nas i - mam nadzieję - dla nich. Dla nas ciekawa była reakcja polityków na nasze postulaty - zaskakująca na korzyść, ale czasem i na niekorzyść. Pozytywnym zaskoczeniem był prezydent Lech Kaczyński. Spodziewałyśmy się, że będzie konserwatywny, natomiast okazał się otwarty i pełen zrozumienia. Powiedział, że jest za parytetem, choć wolałby 30-procentowy. Ale jeśli pojawi się ustawa z 50-procentowym parytetem, to też ją podpisze.
Największym zaskoczeniem na niekorzyść było spotkanie w Senacie. Szef komisji ustawodawczej Piotr Zientarski wręcz niechętnie podejmował temat parytetu. Posługiwał się danymi sprzed wielu lat i z trudem przyjmował jakiekolwiek argumenty.
Bardzo miłe było spotkanie z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim, choć zdania mamy rozbieżne. Marszałek - jak sam powiedział - jest konserwatystą. Docenia rolę kobiet i absolutnie zgadza się, że jest ich za mało w polityce. Ale uważa, że powinniśmy dochodzić do większej liczby kobiet w życiu politycznym w sposób ewolucyjny, a nie z pomocą ustawowego parytetu. Natomiast zadeklarował wszelką pomoc w procesie legislacyjnym.
Jak wyglądało spotkanie z premierem? - Też interesujące, choć nie tak ciepłe jak z marszałkiem Komorowskim. Premier powiedział, że zawsze był i jest za jednomandatowymi okręgami wyborczymi, a przy ordynacji większościowej trudno wprowadzić parytet. Ale gdyby to on miał decydować, to byłby za 50- procentowym parytetem. Zaznaczył jednak, że w PO są różne zdania na ten temat. Niestety, wiemy to. Niejasne jest dla nas natomiast, kto w Platformie jest za parytetem, a kto nie. Przewodniczący klubu PO Zbigniew Chlebowski powiedział, że wszystkie posłanki są przeciw. A później dostałyśmy list podpisany przez europosłankę PO Lenę Kolarską-Bobińską, posłankę Joannę Muchę i wicewojewodę lubelską Henrykę Strojnowską, które piszą, że są za. Nie wiem więc, czy tam doszło do zmiany poglądów, czy też są one labilne.
Jednak liczymy, że premier i PO przedyskutują tę sprawę i przynajmniej część polityków uzna nasze racje. Zresztą premier zadeklarował, że w najbliższych wyborach parlamentarnych odda kobietom połowę miejsc na listach PO, a pierwsze sześć miejsc obsadzi naprzemiennie kobietami i mężczyznami. To dobry pomysł, choć wolałybyśmy, żeby parytet nie zależał od woli partyjnych liderów, bo ci mogą mieć inne zdanie w poniedziałek, a inne we wtorek. I nic nie będzie z parytetu.
Co panią najbardziej zaskoczyło podczas tych rozmów? - Chyba to, co powiedział nam premier Tusk. Że w jakimś wstępnym głosowaniu w PO za parytetem był on, szef jego gabinetu Sławomir Nowak, poseł Janusz Palikot i posłanka Iwona Śledzińska-Katarasińska, która następnego dnia napisała w "Dzienniku", że jest przeciw parytetowi.
Zaskoczył nas też przewodniczący klubu PiS
Przemysław Gosiewski. Podszedł do sprawy bardzo poważnie, był przygotowany, po rozmowach z klubowymi koleżankami, mówił, że sprawa jest do dyskusji. Spodziewałyśmy się, że stanowisko PiS będzie bardziej konserwatywne.
Który polityk rozumie problemy kobiet? - Jak się okazuje, prezydent. Poza rozmową w Senacie, która była złą rozmową, klimat tych rozmów był pozytywny. To jest tak, że są politycy, którzy lubią kobiety, i tacy, którzy lubią kobiety mniej. I to się wyczuwa. Myślę, że kobiety lubią marszałek Komorowski, przewodniczący Gosiewski. Specyficzny stosunek, taki pełen szacunku, ma do kobiet prezydent.
A premier? Premier był za bardzo sztywny, żebym mogła ocenić, czy lubi kobiety, czy nie lubi. Ze wszystkich polityków premier był najbardziej spięty. Nie wiem, może miał zły dzień. Wszystkie rozmowy, poza tym nieszczęsnym Senatem, przebiegały w miłej atmosferze. Nie mogę powiedzieć, że w kancelarii premiera nie było miło, ale nie było dobrej chemii.
Po co ten parytet? - My tego nie robimy dla siebie, tylko dla naszych córek, synowych czy dla naszych wnuczek, które - wydaje mi się - zasługują na życie w kraju z wyższą jakością polityki. Z badań, które CBOS zrobił przed Kongresem Kobiet, wynika, że kobiety wnoszą do polityki dobrą jakość, są odpowiedzialne, mniej kłótliwe, uczciwsze. I wydaje mi się, że jakość polityki zmieni się, gdy będzie w parlamencie połowa kobiet.
Projekt ustawy o parytecie już prawie gotowy Inicjatorki Kongresu Kobiet Polskich zakończyły serię spotkań z politykami. W ostatnich tygodniach przekonywały prezydenta, premiera, szefa komisji ustawodawczej Senatu i szefów klubów parlamentarnych do parytetu. Na razie za ustawą wprowadzającą parytet opowiedział się prezydent i szef klubu
SLD Grzegorz Napieralski. Wprowadzenie 50-procentowego parytetu dla kobiet na listach wyborczych do Sejmu, PE i samorządów oraz powołanie niezależnego rzecznika praw kobiet i równości to główne postulaty Kongresu Kobiet Polskich, który w czerwcu odbył się w Warszawie.
Kobiety z Kongresu kończą właśnie projekt ustawy. Chcą do końca sierpnia złożyć go u marszałka Sejmu. Pod obywatelskim projektem ustawy musi się podpisać 100 tys. osób. Podpisy będą zbierane jesienią na zjazdach regionalnych Kongresu. Wtedy Kongres zacznie też ogólnopolską kampanię informacyjną w sprawie parytetu.
W spotkaniach z politykami uczestniczyły: szefowa Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" Henryka Bochniarz, dyr. biura Kongresu Kobiet Bożena Wawrzewska, szefowa Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych Bożena Stelmach, profesorki z UW: Małgorzata Fuszara,
Magdalena Środa, Eleonora Zielińska, szefowa Pomorskiej Strefy Ekonomicznej Teresa Kamińska, działaczka opozycji w PRL Ludwika Wujec, Joanna Piotrowska z Feminoteki i wicedyrektor generalny PKPP Lewiatan Anna Karaszewska.
groh Borusewicz o kobietach Jaka jest pana opinia o projekcie ustawy przyznającej kobietom 50 proc. na listach wyborczych? Bogdan Borusewicz, marszałek Senatu: - Ostrożna. Uważam, że trzeba tworzyć kobietom warunki do kariery, a nie podpierać się sztucznymi rozwiązaniami. Zresztą kobiety, które są w Senacie - a rozmawiałem z naszymi paniami - mają podobne zdanie. Jeżeli pójdziemy w tę stronę, to oczywiście parytety trzeba wprowadzić w innych instytucjach kolegialnych, na poziomie uniwersyteckim, w radach naukowych. Jestem realistą, wiem, że w tym kierunku to pójdzie.
Więc jestem ostrożny. Mamy taki sezon ogórkowy i część kobiet, które chcą się wedrzeć do polityki tylnymi drzwiami, z tego korzysta.
Rozmowa Janiny Paradowskiej w Radiu TOK FM, 31 sierpnia, godz. 7.30.
wyb. aj wyb. aj