Andrzej Chronowski, minister skarbu w rządzie Jerzego Buzka, czeka na termin pierwszej rozprawy w sprawie o narażenie skarbu państwa na szkodę wielkich rozmiarów przy prywatyzacji elektrociepłowni Białystok. - Mam czyste sumienie i ważniejsze sprawy na głowie - macha ręką.
Kiedyś miał władzę nad
PZU, PKO BP, KGHM i PKN Orlen, nad całym majątkiem skarbu państwa. Teraz prowadzi kantor wymiany walut w Nowym Sączu. Kantor nazywa się Szach, od pierwszych liter nazwisk wspólników. Niewielka budka w centrum, przy wejściu do budynku poczty głównej. - Jak zacząłem działalność na własny rachunek i poczułem niezależność finansową, życie stało się przyjemniejsze - mówi Chronowski.
Firma, w której razem z nim pracują trzy osoby, najwyraźniej dobrze sobie radzi. Ze względu na wzrost obrotów wspólnicy zmienili formę spółki z cywilnej na jawną, która musi mieć pełną księgowość.
W Nowym Sączu nie brakuje punktów wymiany walut, ale kantorowi - jak mówi Chronowski - reklamę zrobiły media, nawet te, które drwiły, że byłego ministra, senatora i wicemarszałka Senatu można spotkać w okienku, jak zamienia dolary na złotówki. - To żaden wstyd obsługiwać klienta. Zresztą trafiliśmy na dobry moment: Polska weszła do Unii, ludzie zaczęli wyjeżdżać za pracą na Zachód, wracali z euro - mówi.
- Prowadzenie kantoru to działalność jak każda inna, ale raczej nie dla osoby, która miała wpływy i pozycję w państwie. To smutny koniec politycznej kariery - komentuje wywodzący się z Nowego Sącza poseł
PiS Arkadiusz Mularczyk.
Chronowski: - Tu spotkałem wielu fajnych ludzi. Nie mam parcia, by wrócić do polityki. Zresztą byłem politykiem trochę z przypadku.
Ten przypadek zdarzył się w 1993 roku. W wyborach do parlamentu ugrupowania solidarnościowe poniosły klęskę, ale dla Chronowskiego znaczek "S" okazał się szczęśliwy. 32-letni mistrz produkcji z Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Nowym Sączu zdobył mandat senatora. W wyborach 1997 roku triumfował już razem z AWS, przez trzy lata był wicemarszałkiem Senatu. W sierpniu 2000 r. objął Ministerstwo Skarbu w rządzie Buzka. Wielu nie kryło zaskoczenia.
- Nie wiem, czy kiedykolwiek zajmował się w praktyce prywatyzacją, czy też będzie musiał uczyć się "na urzędzie", co jest zawsze kosztowne dla państwa - komentował Leszek Balcerowicz. Wtórował mu
Wiesław Kaczmarek,
SLD-owski minister ds. przekształceń własnościowych. - Jak można być ministrem skarbu bez doświadczenia w zarządzaniu dużymi podmiotami gospodarczymi?
- Największym hobby męża jest księgowość i ekonomia - broniła ministra Barbara Chronowska. On sam podkreślał, że skończył kurs biegłego rewidenta księgowego. - Jestem absolwentem szanowanej uczelni, krakowskiej AGH. Postępowanie kwalifikacyjne na biegłego rewidenta księgowego trwa siedem lat - dwa lata praktyki, dziesięć egzaminów państwowych. Ilu było ministrów w różnych rządach, którzy nie mieli takiego przygotowania? - przekonywał.
Koledzy z AWS podkreślali, że minister jest pracowity i uczciwy, ale nie potrafili powiedzieć, jakie są jego poglądy gospodarcze. Wiedzieli tylko, że bliżej mu do skrzydła narodowo-religijnego, choć jest zwolennikiem wolnego rynku.
Chronowski wdał się w wojnę o unieważnienie prywatyzacji PZU, którego część akcji nabyło konsorcjum Eureko, bo uznawał je za niewiarygodne. Pozew w tej sprawie był jedną z jego pierwszych decyzji (wycofała go następczyni Chronowskiego Aldona Kamela-Sowińska). Głośno było też o konflikcie ministra skarbu z ministrem finansów Jarosławem Baucem o kontrolę nad Totalizatorem Sportowym. Mówiono, że duży wpływ na niego zyskał prezes PZU Życie Grzegorz Wieczerzak. - Żartowano nawet, że Ministerstwo Skarbu przeniosło się do siedziby PZU Życie - zeznał przed sejmową komisją śledczą ds. prywatyzacji PZU w 2005 r. szef AWS Marian Krzaklewski.
Nawet dla uwikłanych we frakcyjne walki liderów AWS było to za dużo. Chronowski tekę ministra utrzymał pięć miesięcy. Pod koniec lutego 2001 złożył rezygnację. Pretekstem była okupacja budynku ministerstwa przez posła Gabriela Janowskiego (protestował przeciwko sprzedaży cukrowni zagranicznym firmom). Rzecznik rządu przyznał jednak, że rozwiązanie problemów wokół m.in. PZU czy Totalizatora Sportowego "wymagało nowych ludzi".
Sprawa PZU długo jeszcze Chronowskiemu odbijała się czkawką. W 2005 ogłosił, że Eureko chciało kupić PZU za pieniądze PZU. Przegrał sprawę w sądzie i publicznie przeprosił holenderskie konsorcjum. Potem media ujawniły nagranie jego rozmowy z Wieczerzakiem, w której mówił, że boi się o swoje życie w związku z tym, co powiedział o prywatyzacji PZU. Chronowski oburzał się najpierw, że ktoś go nagrał. Gdy okazało się, że nagrywał się sam, tłumaczył się, że chciał tylko pomóc CBŚ w śledztwie dotyczącym prywatyzacji.
Jego polityczna gwiazda zgasła po wyborach w 2005 roku, gdy nie zdobył mandatu senatora. Lokalnym gazetom mówił wtedy: - Dobrze się czuję na rynku finansowym, śledzę nie tylko warszawską giełdę, także londyńską i inne. Chyba w tym kierunku pójdę.
Otwierając kantor, zaskoczył wszystkich. - Andrzej zawsze był skryty i małomówny, więc gdy dowiedziałem się, czym się zajął, szok był duży. Dla mnie nie powinien prowadzić kantoru, prędzej firmę konsultingową. Ale jednego jestem pewien: pieniądze na pewno nie uderzyły mu do głowy - mówi Stanisław Kogut, kiedyś szef kolejarskiej "S" , teraz senator PiS z Sądecczyzny.