Marcin Kowalski, Piotr Głuchowski: Parlamentarny zespół profesorów, do którego pan należy, domaga się od minister Barbary Kudryckiej, by podjęła „natychmiastowe i radykalne decyzje” w sprawie Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. O jakie konkretnie decyzje chodzi? Stefan Niesiołowski, wicemarszałek Sejmu, profesor z Łodzi: Jestem za natychmiastową likwidacją tej uczelni. Moi koledzy byli mniej radykalni, dlatego nasze wspólne stanowisko nie jest tak ostre jak moje prywatne. Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna to parodia wyższej uczelni, każdy dzień jej działania przynosi szkody studentom i środowisku. Im szybciej zniknie, tym lepiej.
AHE to wrzód, który nabrzmiewał od lat. Czy łódzkie środowisko naukowe nie protestowało? - Wielu profesorów ma zdanie podobne do mojego, czyli jak najgorsze. Są tacy, których ta
szkoła zupełnie nie interesuje. I trzecia grupa - ci, którzy ją firmują i czerpią z tego zyski. To do nich apelujemy w liście otwartym, by natychmiast zaprzestali firmowania tego oszustwa. Jeśli wycofają swe nazwiska z dokumentów uprawniających do prowadzenia studiów, problem zniknie, szkoła nie będzie miała racji bytu. Opinia środowiska naukowego jest w tej sprawie nieistotna. Ważne jest notoryczne łamanie prawa służące wyciąganiu od młodych ludzi ogromnych pieniędzy. To wystarczy, żeby pani minister wkroczyła do akcji i szkołę zamknęła.
Ministerstwo tłumaczy, że postępuje powoli, bo od tej decyzji zależy los 35 tys. studentów. - AHE to kabaret, operetka. Można by się pośmiać z tytułów, jakie tam sobie nadają - mają rektora, kanclerza, prezydenta - gdyby nie fakt, że krzywdzą ludzi. Dla tych studentów lepiej będzie, gdy szkoła zostanie zamknięta. Właściciele też sobie poradzą. Zarobili na niej tyle, że wystarczy do końca życia im i ich dzieciom.