Rajd śladami przywódcy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów organizuje ukraińska Fundacja Dobroczynna Eko-Miłosierdzie. Ma on uczcić setną rocznicę urodzin Bandery. Impreza rozpoczęła się 1 sierpnia. Jej uczestnicy naszą granicę mają przekroczyć w Medyce, 6 sierpnia. Pierwszy nocleg w Polsce zaplanowano w Birczy. Trasa prowadzi przez Sanok, Krosno, Biecz, Wieliczkę i Szczyrk. Dalej wiedzie przez Bratysławę, Wiedeń i Linz. 24 sierpnia uczestnicy rajdu mają dotrzeć do Monachium - miasta, w którym Bandera został zamordowany w 1959 roku. Zakończenie rajdu będzie miało miejsce przy jego mogile w Dzień Niepodległości Ukrainy.
Przeciwko rajdowi zaprotestował ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Zarzucił
MSZ, że z powodu obojętności ministerstwa na działania ukraińskich nacjonalistów mogą oni organizować takie prowokacje.
"Jak to możliwe, że polskie służby konsularne wydały wizy uczestnikom tego rajdu?" - pyta ksiądz.
Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski: - Nasze służby konsularne nie wydały żadnych zezwoleń w odniesieniu do polskiej części trasy rajdu. Ministerstwo podejmie ewentualne działania po zweryfikowaniu u źródła doniesień i uzyskaniu wiarygodnych, potwierdzonych informacji o planowanej imprezie.
List Paszkowskiego zamieszczono na portalu Kresy.pl w odpowiedzi na zarzuty ks. Isakowicza-Zaleskiego.
Przeciwko rajdowi zaprotestował także Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych, ten sam, który oprotestował koncert Madonny w Polsce 15 sierpnia. Jego przedstawiciele domagają się od komendanta Straży Granicznej wstrzymania ukraińskiego rajdu na granicy. Podpisany pod listem Marian Brudzyński przypomina, że Bandera odpowiada za masowe czystki etniczne, śmierć wielu tysięcy Polaków. Według niego rajd, który rozpoczyna się, gdy w Polsce obchodzona jest rocznica Powstania Warszawskiego, urąga pamięci młodzieży polskiej, która na kresach oddała życie za ojczyznę.
Jak nas poinformowała rzeczniczka Straży Granicznej w Przemyślu kpt. Elżbieta Pikor, najprawdopodobniej nie będzie podstaw do zatrzymania ukraińskiej grupy na granicy. Można by to zrobić, gdyby zagrażali bezpieczeństwu Polski.
Zdaniem historyka Grzegorza Motyki, choć sam Bandera bezpośrednio nie odpowiada za rzezie wołyńskie, bo wówczas był uwięziony w niemieckim obozie koncentracyjnym, to niewątpliwie ponosi odpowiedzialność moralną, ponieważ zbrodnie te popełniła stworzona przez niego frakcja OUN, której członkowie od jego nazwiska nazywani byli "banderowcami".