Sobota. Godzina W. Warszawa stanęła. Harcerze zatrzymali ruch na głównych skrzyżowaniach w mieście. Wyły syreny, rozdzwoniły się kościelne dzwony. Na chwilę zatrzymało się metro, miejskie autobusy, tramwaje.
Główne uroczystości 65. rocznicy Powstania Warszawskiego jak co roku odbyły się pod pomnikiem Gloria Victis na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W zeszłym roku zamieniły się w wiec polityczny. Tłum oklaskiwał delegację
PiS, a buczał i gwizdał na polityków PO oraz uczestnika Powstania prof. Władysława Bartoszewskiego. W tym roku władze stolicy i kombatanci chcieli uniknąć politycznych awantur. O godne zachowanie apelował też metropolita warszawski abp
Kazimierz Nycz.
Krótko przed godz. 17 apel dwukrotnie powtórzono do zebranych na cmentarzu, a samą uroczystość skrócono do zaledwie 15 minut. Nie było przemówień, wymieniania nazwisk polityków składających wieńce. - To było świetne posunięcie. Agresywne grupy, zanim się zorientowały, kto jest przy pomniku, już było po wszystkim - mówi nam wysoki urzędnik ratusza.
- Szedłem tu z duszą na ramieniu. Bardzo się bałem, że znów będzie kompromitacja - przyznał Tadeusz Filipkowski ze Światowego Związku Żołnierzy AK.
Jednak gdy pod pomnikiem Gloria Victis zawyły syreny, zapadła cisza. Z wieńcami podchodzili: prezydent RP
Lech Kaczyński, premier
Donald Tusk, marszałek Sejmu Bronisław Komorowski i prezydent miasta Hanna Gronkiewicz-Waltz. Stawili się też przedstawiciele klubów parlamentarnych.
- Godnie uczciliśmy tę rocznicę - podsumował Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego.
Do incydentu doszło tylko po uroczystości na obrzeżach cmentarza. Grupka starszych ludzi wybuczała opuszczających Powązki polityków PO i towarzyszącego im Władysława Bartoszewskiego.
Cmentarz przez całą sobotę i niedzielę odwiedzały tłumy. Wielu przychodziło na groby bliskich poległych w Powstaniu.
- Tu spoczywają moi dwaj przyjaciele, zawiszacy z "Parasola". Co roku ich odwiedzam - mówi Tadeusz Szczęsny "Pilot". Na rękawie ma naszytą harcerską lilijkę.
Odczytujemy nazwiska na nagrobkach: Stefan Mączyński "Podbipięta", lat 17, Robet Obrębowski "Lew", lat 15. - "Lew" był w moim wieku - mówił z zadumą Szczęsny. - Byliśmy za młodzi, by otrzymać rozkaz stawienia się 1 sierpnia. Do mego komendanta ppor. Tadeusza Chorążyka "Czarnego" przyszliśmy następnego dnia. Rozłożył ręce, powiedział, że nie ma broni, i kazał nam budować barykady i nosić rannych - opowiadał "Pilot", szukając na pomniku nazwiska Chorążyka. Znalazł. Data jego śmierci: 7 sierpnia 1944 r.
Co roku na cmentarz przychodzi rodzina znanego fotografika Chrisa Niedenthala.
- To żona przyprowadziła mnie tu po raz pierwszy, gdy tylko zamieszkałem w Polsce - mówi. - W Powstaniu walczył mój stryj Władysław Niedenthal. Był prawdopodobnie szefem "Antyku", komórki antykomunistycznej w AK. Oficjalnie poległ na ul. Promyka na Żoliborzu. Na cmentarzu odwiedzamy jego symboliczny grób. Ale możliwe, że sfingował swą śmierć. Ponoć ukrywał się przed zemstą komunistów - opowiada Niedenthal.
Hołd powstańcom warszawskim oddawano też w wielu polskich miastach. Przechodnie zatrzymali się m.in. w Krakowie, we Wrocławiu, w Poznaniu, Łodzi i Toruniu. Minutą ciszy pamięć powstańców uczcili pracownicy Muzeum Auschwitz-Birkenau. W Godzinę W hymn Polski odśpiewali uczestnicy festiwalu Woodstock w Kostrzynie nad Odrą. - 65 lat temu ludzie tacy jak wy rozpoczęli walkę o wolność - mówił ze sceny
Jurek Owsiak.
Syreny można było usłyszeć w małym Sasinie na Pomorzu i w Stalowej Woli, choć jej prezydent Andrzej Szlęzak odmówił ich włączenia o godz. 17. Uznał, że Powstanie Warszawskie to bezprzykładna klęska, a klęsk nie warto czcić. Młody radny PiS udostępnił jednak sygnał przez Internet. Każdy mógł więc usłyszeć go na swoim komputerze.
W niedzielę w Parku Wolności przy Muzeum Powstania w Warszawie prezydent Lech Kaczyński wręczał odznaczenia uczestnikom zrywu sprzed 65 lat. Wiele z nich przyznano pośmiertnie, m.in.: poecie lat okupacji Tadeuszowi Gajcemu, gen. Antoniemu Chruścielowi "Monterowi" i aktorowi Zdzisławowi Maklakiewiczowi.
- Powstanie 1944 r. jest dziś mitem. A dlaczego? Bo do roli mitu dorosło. Bo heroizm powstańczy w tym micie znalazł wyraz - przekonywał prezydent. A generał Zbigniew Ścibor Rylski, "Motyl", prezes Związku Powstańców Warszawskich dodał: - Powstanie to symbol wielkiej, żarliwej miłości do ojczyzny. I zaapelował, by pamięć o nim przechowywały kolejne pokolenia