I tak panująca dotychczas w telewizji publicznej odmiana dżumy o nazwie "Farfał" zostanie lada moment zastąpiona cholerą - sojuszem pisowsko-lewicowym wzmocnionym ludźmi związanymi z Czarzastym, byłym sekretarzem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, słynnym ze skutecznego zawłaszczania mediów publicznych dla lewicy.
Cyniczna zabawa trwa od lat i wszystkie siły polityczne są winne obecnej ruinie telewizji i
radia. Politycy mają zwyczaj przy okazji tej medialnej bandyterki odwoływać się do dobra wspólnego, demokracji, misji, reformy mediów itd.
Ma to tłumaczyć rozmaite sojusze polityczne powstające przy podziale medialnego tortu. Niezrozumiałe dla zwykłego zjadacza chleba, a często nawet dla zorientowanych obserwatorów. Panujący dziś w telewizji publicznej
Piotr Farfał też wydaje się owocem takiego niezdrowego związku. Platforma, przyzwalając na prezesowanie wychowanka Romana Giertycha, nie wpłynęła na uzdrowienie tej instytucji, wręcz odwrotnie.
To, co stało się w czwartek w nocy, jest równie egzotyczne i równie szkodliwe. Ludzie
PiS ręka w rękę z ludźmi Czarzastego rozdadzą prezesury w
TVP i PR i będą tam rządzić przez trzy ważne wyborcze lata. Pamiętamy telewizję postkomunistów pod rządami prezesa Kwiatkowskiego i sekretarza Czarzastego i jeszcze boleśniej rządy PiS z prezesami Wildsteinem i Urbańskim.
Czeka nas ciemna noc w mediach publicznych. Chyba że... politycy przypomną sobie, że posiadanie publicznej telewizji i radia nie gwarantuje sukcesów wyborczych i może warto dogadać się, aby od tych mediów się odczepić. A przynajmniej wspólnie wprowadzić jak największą liczbę filtrów chroniących TVP i PR przed rakotwórczym promieniowaniem politycznym.
Za długo żyję, by wierzyć, że uda się to w stu procentach, ale jeśli choć trochę się uda, to próbować warto.