Epidemia miłości szalała dwa miesiące. Pochłonęła ponad 500 osób. Ala poślubiła Bolka wbrew ojcu. Róża wyszła za Jasia, bo zginął Andrzej. Maria i Maciej, bo nie chcieli rozstawać się raz jeszcze. Maciek Piwowarczuk nakręcił film dokumentalny o ich miłości.
archiwa prywatne
Aleksander Małecki "ALEK", Zgrupowanie Chrobry II, w 1939 roku
Archiwum Miasta St. Warszawy
Powstanie warszawskie
archiwa prywatne
HANKA Hanna Pogonowska z koleżankami podczas okupacji
Aleksander Małecki, "Alek", lat 25, wciąż obchodzi rocznicę ślubu
Alek twierdzi, że na nogi się nie zwracało uwagi. Teraz to się zwraca na nogi, na piersi, a kiedyś to nie było w modzie.
Jego żonę nudzą te opowieści. Bo ile można o tym samym słuchać. Na przykład, że ślub przekładali dwa razy, bo za każdym planowano na ten dzień Godzinę W.
Nie, nie z nią ten ślub. Z pierwszą żoną, za którą potem Alek szedł po torach do Niemiec. Na karteczce miał spisany numer transportu. Dróżnicy wskazywali trasę, którą jechała na roboty. I znalazł ją w sylwestra 1944 roku.
Po co tak to opowiadać? Przecież ona nie żyje prawie od czterdziestu lat. A dzieci nie mieli.
O! Jeszcze obrączkę wyjmuje z szuflady! Znowu będzie palił i gadał. Pewnie i o tym, że współpracował z wywiadem Armii Krajowej. I wszystkie się w nim za okupacji kochały.
Ta pierwsza mieszkała w kamienicy obok Alka. Zagadał z kolegą, co był jej sąsiadem, że ładną dziewczynę tam widział i czy nie mógłby ich zapoznać. I chodzili, czy jak to tam było.
Za trzecim razem też powinni ślub przełożyć, ale ona by się już wściekła.
Więc ślub o 11, a o wpół do drugiej na wesele wpadły - tak, wpadły zziajane - dwie dziewczynki z biało-czerwonymi opaskami i rozkazem, że Alek ma być o godz. 15 na ul. Żelaznej. Ksiądz wszystkich chłopaków wziął do kuchni i pobłogosławił. I goście się zaraz rozeszli.
Alek jest zakłopotany, spuszcza wzrok. Bo zostawił żonę w dniu ślubu.
Próbuje tłumaczyć, że zostawił dla ojczyzny. Żona to jeden człowiek, a ojczyzna to cały naród. Ale czy naprawdę tak wciąż uważa po latach? Bo jeśli tak, to czemu głos drży?
Przez ten ślub zresztą to Alka kilkakrotnie za komuny zwalniali z roboty. Bo 1 sierpnia nigdy nie pracował. W południe przychodzili do niego koledzy. Wspominali wesele i tamte dziewczyny na barykadach. Bo wiadomo, jak było. Co tu gadać, prawiczkami nie byli.
A jak już się nawspominali, to potem podchmieleni szli na godz. 17 do innych kolegów. Na Powązki.
Ludzie się garną do siebie, jak nigdy w normalnym życiu
Alek z żoną są jedną z 256 par, które pobrały się w Powstaniu Warszawskim. Nie wiadomo, czy to kompletna liczba, ale tyle małżeństw potwierdziło swój ślub po wojnie w urzędzie stanu cywilnego.
31-letni Maciej Piwowarczuk - reżyser, dokumentalista i popularyzator historii - zabrał się do ich liczenia przed pięciu laty. Wiedział, że zawarte w czasie Powstania małżeństwo Jana Nowaka-Jeziorańskiego nie było wyjątkiem. Chciał dotrzeć do innych. Zaskoczyła go ich liczba. Okazało się, że tamtego sierpnia i września w Warszawie zapanowała epidemia miłości.
I nie była w czasie tej wojny pierwszą. Marek Edelman, który dowodził powstaniem 1943 roku w warszawskim getcie, też jej doświadczył.
Tak wspominał: "Być z kimś to była w getcie jedyna możliwość życia. Człowiek zamykał się z drugim człowiekiem - w łóżku, w piwnicy, gdziekolwiek - i do następnej akcji już nie był sam. Ludzie garnęli się wtedy do siebie jak nigdy przedtem, jak nigdy w normalnym życiu. Podczas ostatniej likwidacyjnej akcji biegli do gminy, szukając jakiegoś rabina czy kogokolwiek, kto im da ślub, i szli na Umschlagplatz już jako małżeństwo".
Maciek Piwowarczuk chciał wiedzieć, jaka była motywacja powstańców, by ślubować komuś miłość w takim momencie. Czy w ich miłości był erotyzm i spełnienie? Czy wiązały się z nią nadzieje i plany na przyszłość, czy może była głównie lekarstwem na świadomość nieuchronnej śmierci?