Przeczytaj listy w obronie uczelni i listy, które pokazują drugą stronę medalu: Hucpa, bezczelność i żerowanie na państwowych uczelniach; Ta uczelnia jest chora; inne listy A co Ty o tym sądzisz? Może byłeś lub jesteś studentem, wykładowcą tej uczelni? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
AHE nie może już ani w Łodzi, ani nigdzie prowadzić naboru na popularną informatykę. Negatywna opinia Państwowej Komisji Akredytacyjnej jest już prawomocna. Na uprawomocnienie czeka negatywna opinia o zarządzaniu (dotyczy wszystkich ośrodków z Łodzią włącznie) oraz następna - dotycząca kierunku "realizacja obrazu filmowego, telewizyjnego i fotografia". Losy pedagogiki są niepewne - PKA dopuszcza rekrutację jedynie warunkowo.
Akademia rekrutuje jednak, jakby nigdy nic. Wczoraj nasza dziennikarka z Bydgoszczy Emilia Iwanciw zapisała się na informatykę w punkcie informacyjno-rekrutacyjnym przy ul. Wojska Polskiego.
- A te informacje w mediach, że
szkoła jest nielegalna, to nie zaszkodzą jakoś? - upewniła się.
- Niech się pani nie martwi, rektor wdrożył program naprawczy, wszystko skończy się dobrze.
Naukowcy: Wszyscy wiedzieli o przekrętach AHE uruchomiła wczoraj infolinię dla studentów. Dodatkowo władze uczelni zainicjowały akcję pisania e-maili do redakcji "Gazety". Anonimowi autorzy zalewają portal Wyborcza.pl krytycznymi uwagami o "pseudośledztwie" i "rzekomych informacjach".
Piszą jednak także osoby podpisane z nazwiska (choć często proszą o zachowanie do wiadomości redakcji).
Senator PO i były minister edukacji narodowej (2000-01) Edmund Wittbrodt: Jestem ogromnie zdziwiony, a przede wszystkim zbulwersowany funkcjonowaniem AHE, która od wielu lat, a przynajmniej od 2003 roku, jak to wynika z artykułów ukazujących się w prasie, prowadzi działalność nielegalną, i to w sposób rażący. Ta szkoła źle świadczy o całym systemie szkolnictwa wyższego. Dla dobra systemu, a także dla dobra studentów AHE powinna zostać natychmiast zlikwidowana. (...). Osoby odpowiadające za ten stan rzeczy ze strony AHE, w tym rektor i pozostałe władze, a także nauczyciele fikcyjnie realizujący swoje obowiązki, powinny zostać pociągnięte do odpowiedzialności indywidualnej przez komisję dyscyplinarną za działania niezgodne z etyką nauczyciela akademickiego. I to w trybie natychmiastowym!
Pracownik naukowy AHE: Ta uczelnia jest chora we wszystkich płaszczyznach działania. O tym wie doskonale cała kadra zarządzająca. Śledztwa od kilku lat prowadzą prokuratura,
NIK i
CBŚ, o Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego nie wspomnę. Ale kto odkryje prawdę, jeżeli w czasie kontroli pokażą mu 300 grubych, odpowiednio „przygotowanych" segregatorów? Przez wiele lat ludzie AHE czuli się całkowicie bezkarni. Mają pieniądze, kupują za nie znanych profesorów, których nikt nigdy na uczelni nie widział. Ale figurują w listach płac i są od tego, by można było otworzyć kierunek kształcący doktorów, bo takie są wymogi ustawy dla Akademii.
Dziekan jednego z Wydziałów Zamiejscowych AHE: W czeskich filiach uczelni - zarówno w Havirowie, jak i w Eadcy, wykłady (!) często prowadzą osoby z tytułem magistra. W żaden sposób nie zostały przygotowane programy nauczania ani rozkłady zajęć dla studentów. Nie została nawet wyjaśniona kwestia języka, w którym powinna zostać przygotowana praca dyplomowa. Po prostu... czeski film.
Wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego: Przychodzą do nas na
studia magisterskie osoby po AHE, ich poziom wiedzy jest zerowy! Cytat jednego ze „studentów" AHE składających podanie na uzupełniające studia magisterskie: „Czy tu trzeba się uczyć? Bo tamta uczelnia to była taka szkółka niedzielna".
Studentka ze Szczecina: Jestem na drugim roku pedagogiki terapeutycznej z rehabilitacją ruchową. Już rok temu dochodziły do mnie głosy, że uczelnia działa nielegalnie, lecz postanowiłam poczekać do ukończenia 3-letnich studiów i magisterskie zrobić już gdzie indziej. Po przeczytaniu reportażu w „Gazecie” jestem załamana. Chętnie już dzisiaj rozwiązałabym umowę, ale w Szczecinie ani w całym województwie nie ma kierunku, na jakim obecnie jestem. Do tego w wypadku rozwiązania umowy w środku roku akademickiego AHE życzy sobie zapłaty odszkodowania.
Rektor: Nauka w AHE to nie są zajęcia Wczoraj po południu oświadczenie wydał rektor AHE prof. Andrzej Nowakowski. Zaprzeczył, jakoby uczelnia prowadziła zajęcia w punktach informacyjno-rekrutacyjnych, i wezwał nas do zamieszczenia wypowiedzi rzecznika MNiSW Bartosza Loby wyrażonej (jak już sami ustaliliśmy) w telefonicznej rozmowie ze studentem AHE. Oto ona: - Wszczęcie procedury w sprawie cofnięcia pozwolenia na utworzenie AHE w Łodzi nie oznacza likwidacji uczelni. Jeśli władze AHE dostosują się do zaleceń Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego - Akademia będzie mogła pracować i rozwijać się nadal. Chcemy [ministerstwo] zdyscyplinować władze uczelni i przywrócić porządek prawny. Uczelnie muszą spełniać pewne wymogi. Nasze działania służą studentom. Studenci nie mają się czego się obawiać. Dyplomy uczelni są ważne. Nie kwestionujemy ich legalności. Uczelnia może nadal prowadzić rekrutację na studia.
Autorzy śledztwa i naukowcy odpowiadają O tym, że dyplomy są ważne, napisaliśmy we wczorajszym tekście. Rekrutacja - jak wyżej piszemy - jest możliwa, ale nie na informatykę i nie na naukę w 61 punktach informacyjno-rekrutacyjnych w Polsce i Europie - one bowiem nauczają nielegalnie. Rektor umyka, nie nazywając tej nauki "zajęciami". To kursy.
Wybieg obnażają w listach do nas pracownik naukowy AHE i była pracowniczka Szczecińskiego Centrum Edukacyjnego.
Pierwszy list: "W Wielkiej Brytanii poszczególne przedmioty, niby w ramach kursów, wykładali pracownicy instytucji The College of Arts and Technology Ltd. W czasie sesji egzaminacyjnej ci sami ludzie stawali się nagle przedstawicielami uczelni, wpisując do indeksów z nadrukiem AHE oceny i zaliczenia. Studenci zostali oszukani, bo rekrutacja wyraźnie mówiła o możliwości studiowania za granicą po polsku, a nie o jakichś tam kursach".