http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najsilniejsi zaoszczędzą najmniej

Rozmawiała Renata Grochal
2009-07-31, ostatnia aktualizacja 2009-07-30 19:03

- Jak mówimy o cięciu etatów w administracji, to wyobrażamy sobie gościa w fartuchu z ceraty, który ma ręce zakrwawione do łokci. A nie o to chodzi

Prof. Michał Kulesza
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Prof. Michał Kulesza
Rozmowa z prof. Michałem Kuleszą współautorem reformy administracyjnej z 1999 r.

Renata Grochal: Rząd planuje w kryzysie redukcję etatów w administracji rządowej o 10 proc. Czy można przeprowadzić taką operację bez szkody dla działania urzędów?

- Intuicyjnie odpowiadam, że tak. Z tego punktu widzenia obcięcie 10 proc. etatów wydaje się bezpieczne i jest do ugryzienia, bo dawno nie było redukcji w administracji.

Ale trzeba też wiedzieć, że są departamenty, w których ludzie pracują po dziesięć godzin, i takie, które można by zlikwidować i nikt by tego nie zauważył. Tak naprawdę mało wiemy o własnej administracji.

Według obiegowej opinii mamy za dużo urzędników.

- To zależy od działu i urzędu. Np. wielu urzędników wymagają programy europejskie. Tutaj jest lawinowy przyrost zatrudnienia. Musi być, bo ten proces jest bardzo zbiurokratyzowany.

Ale z drugiej strony we wszystkich resortach są departamenty prawne czy do spraw przetargów. I nie wiadomo, dlaczego w jednym departamencie pracuje pięć osób, a w innym dziesięć.

- Każdy urząd, gdzie pracuje dużo ludzi, musi mieć departament organizacyjny, prawny czy zamówień publicznych. One są niezbędne do obsługi tej maszyny.

Gdy popatrzymy na ministerstwo, mamy tam trzy grupy komórek organizacyjnych. Jedna grupa to departamenty merytoryczne, które załatwiają konkretne sprawy - nadzorują instytucje, zarządzają, wydają decyzje, rozpatrują odwołania etc. Druga - departamenty polityki, czyli strategiczne, np. departament polityki oświatowej czy energetycznej. One nic nie załatwiają. Są nastawione na analizę i na przyszłość. To musi być oddzielnie, bo wymaga innego podejścia, inaczej przygotowanego personelu. Wreszcie trzecia grupa to departamenty obsługi, np. departamenty zamówień publicznych, prawny, budżetowo-gospodarczy, kontroli i nadzoru, kancelaria tajna, jest ich kilkanaście. Te jednostki lub choćby stanowiska pracy są niezbędne w każdym większym urzędzie.

Więc gdzie można ciąć etaty?

- Jesteśmy ślepi jak kret. Polska jest jedynym dużym krajem europejskim, którego rząd nie ma komórki zajmującej się standaryzacją, oceną i modernizacją całej administracji.

W każdej dużej firmie działa departament organizacji i zarządzania. Nie ma firmy, która by sobie pozwoliła na istnienie bez tego, bo tu zawsze kryją się ogromne rezerwy i źródło marnotrawstwa.

A w u nas nie ma nikogo, kto by patrzył na urzędy i mówił: "O, tutaj zmienił się zakres działania urzędu, bo zadania oddano do samorządu. Trzeba zmienić organizację i zmniejszyć zatrudnienie". W administracji robi się oszczędności drobnymi ruchami, patrząc, czy może tu jest o dwa etaty za dużo, a tam o trzy za mało. Do tego właśnie potrzebny jest bieżący, stały monitoring systemu.

Od reformy administracji w 1999 r. chyba nikt w Polsce nie robił przeglądu administracji.

- W 1999 r. był pomysł, by stworzyć taką komórkę, która miała dokonać jednorazowej analizy całej administracji rządowej po reformie. Ponieważ odebrano administracji rządowej na rzecz samorządu dużo zadań, trzeba było zbadać, gdzie należy zmienić strukturę i obciąć etaty.

I to miała być podstawa do systematycznego działania w przyszłości, jak np. w Belgii, gdzie taka "biuroskopia", pozwalająca na bieżąco racjonalizować struktury i zatrudnienie w administracji, prowadzona jest od lat. Wtedy nie ma gwałtownych cięć, często robionych nieefektywnie, bo na pokaz. W wielu krajach europejskich takie systematyczne podejście działa na bieżąco.

Ale u nas ten urząd nigdy nie powstał.

We wrześniu 2001 r. Sejm przyjął taką ustawę. Ale prezydent jej nie podpisał, tłumacząc, że idzie kryzys, dziura Bauca. Była identyczna sytuacja jak dziś. I zamiast wtedy przeprowadzić tę operację i w efekcie oszczędzić naprawdę dużo publicznych pieniędzy, do kosza wyrzucono narzędzie.

Także obecny rząd miał w planach stworzenie takiej komórki. Ale rozumiem, że w kryzysie nie będzie mnożył urzędów, skoro mówi, że chce ciąć etaty. Bo pewnie wystawiłby się na pośmiewisko.

Jednak w przyszłości będzie to niezbędne, bo znowu za parę lat staniemy pod ścianą, bo ktoś będzie wrzeszczał, że jest za dużo urzędników. A rząd popatrzy w sufit i powie: "No tak, zetniemy o 10 proc.". Ale dlaczego zetniemy i dlaczego tu, a nie tam, tego nadal nikt nie będzie wiedział.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':