http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Irańczycy walczą dalej

Marta Kazimierczyk
2009-07-31, ostatnia aktualizacja 2009-07-31 07:58

Manifestacja w Teheranie. Jedno z nielicznych wczorajszych zdjęć ze stolicy Iranu to kadr z filmiku zrobionego telefonem
komórkowym i umieszczonego w serwisie YouTube
Manifestacja w Teheranie. Jedno z nielicznych wczorajszych zdjęć ze stolicy Iranu to kadr z filmiku zrobionego telefonem komórkowym i umieszczonego w serwisie YouTube
Fot. HO REUTERS

Śmierć dyktatorom! Uwolnić więźniów politycznych! - krzyczał rozwścieczony kilkutysięczny tłum w Teheranie. Ludzi, którzy przyszli czcić pamięć ofiar krwawych powyborczych zamieszek, znów zaatakowała policja

Interwencja policji
Fot. BRIAN SNYDER REUTERS
Interwencja policji
Plac pod wielkim meczetem Mossala błyskawicznie zaroił się od uzbrojonych po zęby policjantów i okrytych złą sławą po ostatnich zamieszkach ochotników rewolucyjnej milicji basidżi. W ruch poszły pałki, gaz łzawiący i armatki wodne. Rozpędzeni basidżi na motorach wjeżdżali w tłum, ludzie obrzucali ich kamieniami, palili śmieci i opony, samochody i motocykle krążyły po mieście, przeraźliwie trąbiąc.

- Hosejn, Mir Hosejn! - ludzie skandowali imię przegranego w wyborach prezydenckich opozycyjnego kandydata Mir Hosejna Musawiego, które jest też imieniem najważniejszego szyickiego imama.

Wcześniej kilka tysięcy osób przyszło na cmentarz Behesz al-Zahra na południu miasta, by oddać hołd ofiarom zamieszek, jakie wybuchły po wyborach prezydenckich z 12 czerwca i oskarżeniach o ich sfałszowanie na rzecz Mahmuda Ahmadineżada. Tu też czekali na nich uzbrojeni policjanci, którzy szczególnie zajadle bronili dostępu do grobu Nedy Soltan - zabitej w trakcie protestów 20 czerwca młodej Iranki. Jej śmierć zarejestrowaną na filmie zobaczył cały świat, dziewczyna stała się symbolem sprzeciwu Irańczyków.

Już rano w pobliżu jej grobu pokrytego świeczkami i kwiatami pojawiło się kilkadziesiąt osób ubranych na zielono (zielony był kolorem kampanii wyborczej Musawiego). - Neda żyje, Ahmadineżad jest trupem! - wołali. Część od razu aresztowano, w tym znanego reżysera Dżafara Panahiego i jego rodzinę. Do zamknięcia tego wydania "Gazety" nie było wiadomo, ile osób trafiło za kratki ani ile jest rannych. Na miejscu nie było zachodnich mediów.

Wczorajszy termin protestujący wybrali nieprzypadkowo. Właśnie wczoraj minęło 40 dni od wielkich manifestacji z 20 czerwca, w trakcie których zginęła m.in. Neda Soltan. Dla szyitów, którzy w Iranie stanowią zdecydowaną większość, 40 dni to symboliczny okres żałoby po śmierci imama Husajna zamordowanego w VII w. pod Karbalą. - Dzisiaj jest dzień żałoby! Irańczycy opłakują dzisiaj zmarłych! - skandował tłum na cmentarzu i pod meczetem.

To pierwsze od kilku tygodni starcia na irańskich ulicach. W czerwcu setki tysięcy Irańczyków wyszły na ulice, domagając się unieważnienia czerwcowych wyborów, bo ich zdaniem radykał Mahmud Ahmadineżad zapewnił sobie reelekcję fałszerstwem, a prawdziwym zwycięzcą jest Musawi. W czasie zamieszek zginęło co najmniej 30 osób, kilkaset zostało rannych. Tysiące innych trafiły za kratki, gdzie czekał na nich nie mniej ponury los. Byli więźniowie i ich rodziny opowiadają o biciu, torturach, a nawet zabójstwach w więzieniach.

- Musawi, jesteśmy z tobą! - krzyczał wczoraj tłum przyklejony do samochodu polityka pod cmentarzem. Nic to nie dało - po dziesięciu minutach od przyjazdu Musawi został brutalnie wypędzony z cmentarza. Drugi wielki przegrany tych wyborów Mahdi Karubi miał więcej szczęścia - zdołał przeczytać nad grobem Nedy fragment Koranu zwyczajowo recytowany w takich sytuacjach. Policja pobiła kilku jego współpracowników.

- Prosiliśmy ministerstwo o zgodę na ceremonię w Mossali, ale odmówili - tłumaczył później. - Dlatego uznaliśmy, że lepszym miejscem, by pokojowo uczcić ofiary i przeczytać Koran, będzie cmentarz i groby męczenników ostatnich zajść. Nie rozumiem dlaczego wysłali tu policję.

- Nikt w Iranie nie prosi o pozwolenie na ceremonię żałobną od ministerstwa, jeśli nie ma innych niż polityczne zamiarów - szydził Mahmud Abbaszadeh Meszkini z MSW. - Nie żartujemy, stawimy czoła każdemu, kto z nami zadrze - groził gen. Abdullah Aragi, szef Strażników Rewolucji z Teheranu.

W ostatnich dniach naciskane przez opozycję i świat władze zwolniły z więzień część aresztowanych i obiecały, że do piątku wypuszczą kolejnych. Nawet najwyższy przywódca Ali Chamenei, chociaż poparł Ahmadineżada i zdecydowanie potępił protestujących, kazał zamknąć jedno z cieszących się złą sławą więzień.

Według byłego prezydenta Mohammeda Chatamiego, który w wyborach poparł Musawiego, takie gesty to ochłap rzucony coraz bardziej rozgniewanym Irańczykom. - Popełniano tu nielegalne i niemuzułmańskie akty, prawdziwe zbrodnie, ludzie tracili życie, rodziny zostały zniszczone - wyliczał Chatami na swojej stronie internetowej. - Nic nie da samo zamknięcie więzień, kiedy krew została już rozlana.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':