* Największa lipna uczelnia w Polsce - reportaż
* Punkty informacyjno-rekrutacyjne Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Polsce - sprawdź, ile z nich jest nielegalnych
* Czytaj listy za i przeciw
* Co o tym sądzisz? Czekamy na Wasze listy: listydogazety@gazeta.pl
>
Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi kształci 35 tys. studentów w Polsce (od Zakopanego po Sejny) i setki za granicą (m.in. Londyn i Paryż). Większość młodzieży studiuje bezprawnie i nawet o tym nie wie. AHE bez zgody Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego potworzyła sobie miniagendy zwane punktami informacyjno-rekrutacyjnymi. Nie służą one jednak rekrutacji, jak głosi nazwa. Tam się studiuje.
Poważna część zajęć w "punktach" jest fikcją, studenci nie widzą na oczy profesorów, nie korzystają z bibliotek, choć za naukę płacą od 1,8 tys. funtów (Manchester) do mniej więcej 3,6 tys. zł rocznie (w kraju).
Ministerstwo po wielu skargach studentów, rodziców i osób trzecich rozpoczęło już procedurę likwidacji Akademii "za bezprawne prowadzenie zajęć poza siedzibą". Mimo to rekrutacja w kraju i za granicą trwa.
Znikający studenci 21 marca 2009. Kontrolerzy z monitorującej wyższe uczelnie Państwowej Komisji Akredytacyjnej zgodnie z zapowiedzią przyjeżdżają do Wydziału Zamiejscowego AHE przy ul. Wojska Polskiego w Bydgoszczy. Wedle pozwolenia ministra powinno się tu uczyć kilkoro studentów kulturoznawstwa na każdym roku. Potwierdza to dziekan wydziału.
Nielegalne zajęcia Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi prowadzi w 61 miastach i miasteczkach w całej Polsce
Mówi nieprawdę, bo w Bydgoszczy studiuje na AHE przeszło 2 tys. osób (!), a na popularnym zarządzaniu - 800. Ustaliliśmy to łatwo za pomocą kalkulatora i portalu
Nasza-klasa, gdzie studenci AHE przedstawiają kolegów z roku.
Wydział Zamiejscowy AHE w Bydgoszczy nie dostał ministerialnej zgody na naukę zarządzania, pedagogiki, informatyki i filologii. Dlatego studentów tych kierunków nie ma podczas wizytacji PKA. Dziekanat poinformował ich, że 21 i 22 marca "z powodu awarii instalacji kanalizacyjnej zajęcia się nie odbędą". Jedyny ślad po dwóch tysiącach dusz to białe plamy na ścianach, gdzie wisiały tablice z planami zajęć.
28 marca br. W Koninie władze miejscowej filii AHE na czas wizyty kontrolerów przenoszą słuchaczy 11 niezalegalizowanych przez ministerstwo kierunków z potężnej siedziby przy ul. Przemysłowej do wynajętego na dwa dni III LO. Zostają "legalni" z dwóch kierunków. Jeden z kontrolerów dowiaduje się prywatnie od studenta, co jest grane. Wizytatorzy jadą do liceum. Tam słuchacze opowiadają im, że:
• siedzą tu chwilowo, na co dzień uczą się przy Przemysłowej;
• odbywane przez nich zajęcia to tylko połowa ministerialnych standardów kształcenia, resztę uzupełniają przez internet, ale to też fikcja - można nic w sieci nie zrobić i nikt tego nie sprawdza;
• zajęcia u profesorów, na które zgodnie z planem powinni jeździć do Łodzi, ani razu się nie odbyły. Jeżdżą do centrali tylko na wieczorki integracyjne i - wyjątkowo - na poprawki.
Kolejna wizytacja w Wieluniu. Rewizorów PKA obsługa w ogóle nie wpuszcza na zajęcia. Mogą porozmawiać ze studentami na zewnątrz. Dowiadują się, że tutejszy oddział, choć ma tylko zgodę na dawanie licencjatów, organizuje
studia magisterskie.
Akademia w "punktach" Wizytacje PKA, które opisujemy, dotyczą jednego tylko kierunku AHE - zarządzania. Wiemy o podobnych kontrolach - m.in. na informatyce - w samej Łodzi. Wizytatorzy nie mogli wyjść ze zdumienia, jakim cudem Akademia upchnęła 4 tys. studentów w kilku laboratoriach. Rozszyfrowaliśmy tę zagadkę z pomocą Naszej-klasy.
Nielegalna nauka informatyki odbywa się w 30 miejscach - wśród nich Havirov w Czechach i Dublin, a z rodzimych miast: Kozienice, Opoczno, Radomsko, Zamość.
W Havirovie uczy się 500 Czechów (po czesku). Daje się polskie dyplomy ludziom nieznającym polskiego. Najlepszym studentom polskie ministerstwo wypłaca stypendia naukowe jako słuchaczom AHE w Łodzi.
Ale nie to jest najciekawsze.
Odkryliśmy, że w 60 polskich miasteczkach działają nie wydziały zamiejscowe czy zamiejscowe ośrodki dydaktyczne, ale jeszcze mniejsze filie - tzw. punkty informacyjno-rekrutacyjne AHE. Powinny zapisywać na studia i odsyłać kandydatów do Łodzi lub - jeśli to kulturoznawstwo - choćby do Bydgoszczy. Ale naprawdę prowadzą zajęcia na miejscu siłami dostępnych w okolicy magistrów, rzadziej - doktorów. To nielegalne.
W Inowrocławiu magister F. uczy pięciu przedmiotów - od "kierowania zespołem kierowniczym" do "ochrony własności intelektualnej". Rekordzistką (w innym mieście) jest dr Ewa P. nauczająca 14 przedmiotów - to półtora tysiąca godzin zajęć rocznie.