http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cięcia dosięgną też prezydenta?

Renata Grochal
2009-07-30, ostatnia aktualizacja 2009-07-30 11:45

Zaciskanie pasa czeka w przyszłym roku nie tylko administrację rządową. Dotknąć może też kancelarie Sejmu, Senatu i prezydenta

Prezydent Lech Kaczyński
Fot. S3awomir Kaminski / AG ??????????????
Prezydent Lech Kaczyński
W rządzie rozpoczęły się już przymiarki do przyszłorocznego budżetu. Wczoraj "Gazeta" pisała, że z powodu kryzysu premier chce ograniczyć zatrudnienie w administracji rządowej o 10 proc. Pracę może stracić nawet 12 tys. urzędników - w ministerstwach, agencjach rządowych, służbach skarbowych i urzędach wojewódzkich. Projekt ma być gotowy za miesiąc. - Jeżeli nie podnosimy podatków w 2010 r., a z powodu kryzysu mamy mniejsze dochody do budżetu, to musimy szukać oszczędności w administracji - mówił wczoraj szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Zaznaczył, że cięcia etatów i wydatków w administracji to jeden ze sposobów na łatanie przyszłorocznego budżetu. Rząd będzie próbował też zwiększyć wpływy z prywatyzacji (nad ostateczną listą spółek do sprzedaży pracuje rządowy zespół w składzie - ministrowie finansów, gospodarki, skarbu i szef Komitetu Stałego Rady Ministrów), zwiększyć wykorzystanie środków unijnych i pozyskać 10 mld zł zysku z NBP.

Gdyby rząd zdecydował się na redukcję zatrudnienia w administracji, na samych pensjach państwo zaoszczędziłoby w przyszłym roku ponad pół miliarda złotych. Jednak zdaniem Chlebowskiego oszczędności mogą sięgnąć kilku miliardów, bo cięcia będą dotyczyć nie tylko etatów. - Nie chodzi tylko o pensje. Wydatki na administrację sięgają kilkudziesięciu miliardów rocznie - mówił szef klubu PO. - Na pewno wszyscy ministrowie, wszyscy dysponenci części budżetowych będą musieli przedstawić oszczędności na 2010 r., bo inaczej nie zapniemy budżetu - podkreślił.

To oznacza, że cięcia będą dotyczyć nie tylko administracji rządowej, ale też kancelarii Sejmu, Senatu, prezydenta i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Instytucje te same projektują swoje budżety, później zatwierdza je Sejm.

- Tak się dotąd działo, że cięcia dotyczyły wszystkich instytucji, które dostają pieniądze z budżetu państwa - powiedział nam rzecznik rządu Paweł Graś. Dodał, że wszystkie resorty zostały już zobowiązane do cięć wydatków na przyszły rok.

Rząd ograniczył już w tym roku wydatki państwa na transport, rezerwy celowe, policję, naukę, sądy, pomoc społeczną etc. W sumie oszczędzono ponad 21 mld zł.

Oszczędności w administracji będą jednak w tym roku symboliczne. Według przyjętej przez Sejm nowelizacji budżetu prezydent Lech Kaczyński zaoszczędzi 4,5 mln zł, i to kosztem dotacji na remonty zabytków. Sejm wykroi blisko 10 mln zł na pensjach, Senat - 22 mln zł - na pensjach i zagranicznych podróżach. Premier Tusk wraz ze swoją kancelarią zaoszczędzi 2,4 mln zł.

Przyszłoroczne plany budżetowe tych instytucji są na razie wielką niewiadomą. Dyrektor biura prasowego Sejmu Krzysztof Luft powiedział nam, że na razie nie wiadomo, ile Kancelaria Sejmu będzie chciała wydać w przyszłym roku. - Prace nad przyszłorocznym budżetem dopiero trwają. Jaki budżet posłowie przegłosują, taki będziemy realizowali - zastrzega Luft.

Ale szef klubu PSL Stanisław Żelichowski uważa, że instytucje, które same planują budżety, nie powinny zwiększać wydatków w przyszłym roku. - Nie ma żadnych przesłanek, żeby zwiększać budżety kancelarii prezydenta, premiera czy innych instytucji. Nie powinno być żadnych świętych krów. Mamy kryzys i trzeba zaciskać pasa - mówi Żelichowski.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':