http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ludzie Tatr (3). Filip Zięba: Strzylom do niedźwiydzi, co by inski ik ni ukatrupili

Bartłomiej Kuraś, Zakopane
2009-07-29, ostatnia aktualizacja 2009-07-29 14:39

Filip Zięba, co to w Tatrzańskim Parku Narodowym zno sie na niedźwiydziach jako nik inksy, je strośnie zły na ludzisków. Takowych, co z ik głupości tyn piykny zwierz lezie na zatracenie

Filip Zięba, nadleśniczy w Tatrzańskim Parku Narodowym, specjalista ochrony zwierząt
fot. Marek Podmokły
Filip Zięba, nadleśniczy w Tatrzańskim Parku Narodowym, specjalista ochrony...
Kie Filip poziera, co niedźwiydź łazi do schroniska nad Morskim Okiem, to biere strzylbe i mierzy do zwierza. Nikiedy ni chybia. Nacylowany, trefiony je wystrochany i ucieka. E dyć Filip ładuje do strzylby gumowe kule.

Na co leśnicy to rychtuje? Ni fce coby niedźwiydzie z Tatr zdechnioły w zoo, jako to było z niedźwiydzicom z Łysej Polany, abo były zaciukane kamiyniomi, jako to było z niedźwiydkiem z Doliny Chochołowskiej.

Co by sie ni synantropizowały

Filip Zięba to je specyolista od ochrony zwierza w TPN.

- Kradzież koszyków z jedzeniem jest zabawna tylko dla niedźwiedzi z kreskówek, dla dzikich zwierząt to tragedia - godo Filip.

Leśnicy wi ka i kie niedźwiydź lezie za zarciem ku schroniskom i chałupom.

- Tym niedźwiedziom, które zatracają cechy dzikości i szukają pożywienia u ludzi, zakładamy specjalne obroże z małym nadajnikiem. Dzięki nim wiemy dokładnie, gdzie te niedźwiedzie przebywają. Musimy je chronić, bo w polskiej części Tatr jest zaledwie kilkanaście niedźwiedzi - mondrze prawi Zięba.

Cuł chlyb z kiełbasom

Tako jedno niedźwiydzico, co jom tropił Filip pare roków nazod, to miała płony zywot. Jej niescynście wzieno sie, kie była malućkim niedźwiydkiem i obacyła, co ni trza gonić po górach za zarciem.

- Znalazła pewnie wieczorem gdzieś przy drodze do Morskiego Oka czekoladkę. Tak to się zwykle zaczyna - smutnota bierze Filipa. - Wróciła tam następnego wieczoru i zaczęła penetrować teren wokół szlaku turystycznego.

I tyz cosik trefiła - moze reśtecki jabłka abo chlyba ze syrem. Lazła za zarciem i polazła tamok, ka ludziska siedzom we chałupach, i przestoła sie ich strochać. Pozierała za zarciem w śmieciskach, w schronisku przy Morskim Oku. Wlazowała tyz do ałt, co to je turyści ostawili na placu na Palenicy Białczańskiej. Porodziła trzi malućkie niedźwiydki. Naucyła je, co samiućka potrefiła - wynajdować zarcie u ludzisków. Roz jedyn z młodzićkich zjodł turyście moskoliki z talyrza, a inksy wzion dzieciakowi plecok - cuł, co mo w nim chlyb z kiełbasom.

Piyrsego niedźwiydka ukatrupił stary niedźwiydź, co bił sie takowo o swojom polane. Drugi przelozł stromym górskim ślakiem bez Rysy (2499 m n.p.m.) na słowackom strone Tatrów. Łaził hań przy Chacie pod Rysami, strochał turystów. Słowaki wzieni go do zoo. Ino trzici gonił se po górach jako dziki. Dalse niedźwiydzica mioła jesce dwo młode. Jednego walneło ałto, kie jechało bez Łysom Polane.

Ucapili do zoo

No ba było jesce barz nifajno niedźwiydziom w Tatrach. Jedna niedźwiydzoco zgineła w 1991 r. Kozdego dnia łaziła do schroniska w Dolinie Roztoki, do wopistów na Palenice Białczańskom, hań znajdowała zarcie w śmieciskach. Była wielgom atrakcyjom dlo tyrystów. Fotkorze za niom leźli i zawse cosik ostawili do zarcia. Ni boła sie ludzisków, jako zaden inksy niedźwiydź. Wlazowała do izb z ludziskami, ni straśne jej było hucydło od petard, co je palili leśniccy, ni straśne strzylonie wojaków na wiwat.

- Niestety, fama o niedźwiedzicy sprowadziła na Łysą Polanę rzesze osób, które chciały zobaczyć ją z bliska - godo Filip. - Wielu fotografów amatorów niepokoiło ją z bliska, a ona szarżowała na natrętów.

Łaziła tyz na Hale Gąsienicowom, do Kuźnic i do przysiółka Bory we Zakopanem. Hań wlazowała do chałup.

Parkowi leśnicy strochali sie o niscynście. Uradzili, co ucapiom zwierza i dadzom do zoo we Wrocławiu.

- Zdechła w niewoli, najprawdopodobniej w wyniku stresu - Filip końcy godke o niej.

Syćkich ni da ukatrupić

I zacyno Filip godoć z wielgom smutnotom o malućkim niedźwiydku, co go dwa roki nazod, kie mioł 18 miesionców, ukatrupili kamiyniomi turyści w Dolinie Chochołowskiej. Godoli, co ik fcioł ugryź. Cosik Filipa skrynco we zywocie.

- Gdyby nawet niedźwiadek zaatakował, to spotkanie zakończyłoby się na niewielkich ranach u turystów, bo ważący 46 kg niedźwiadek raczej nie mógł zagrozić życiu ludzi - godo Zięba. - Dali mu bułki, a on mógł stać się nachalny, bo chciał więcej. Więc go zabili. Ludzie powinni wiedzieć, że karmić dzikich zwierząt nie wolno. Bo podając niedźwiedziowi choć kawałek chleba, czekolady lub jabłko, praktycznie skazujemy go na śmierć. Raz nakarmiony już się od ludzi nie odczepi, a jeżeli nie dostanie jedzenia, może stać się groźny. Wtedy z reguły ginie - prawi.

Temu to Filip Zięba wzion sie za niedźwiydzie. Co by syćkie ni polazły na zatracenie. No ba jako ik ni bedzie, to Tatry ni bedom takowe jako drzewiej.

  • 1
  • 2
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':