http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na co gwiżdżą świstaki? (odcinek 2)

Adam Wajrak
2009-07-28, ostatnia aktualizacja 2009-07-28 15:09

Leżę plackiem w trawie z zasmarkaną chusteczką przy nosie. Wstyd przyznać - ja, miłośnik przyrody, mam alergię na kwitnące trawy. A niech to! Każde kichnięcie powoduje, że świstak chowa się do nory na pół godziny

Świstak
Fot. Adam Wajrak
Świstak
Gdzie Wajrak spotkał świstaki
Gdzie Wajrak spotkał świstaki


Nagle nad moją głową coś huknęło. Huk zamienił się w potężny świst. - Lawina - pomyślałem, ale po sekundzie dotarło do mnie, że w miejscu, gdzie jestem, lawina nie za bardzo ma jak zejść.

To był sokół wędrowny goniący gołębia. Pikując, potrafi lecieć z prędkością 360 km na godzinę, co sprawia, że jest najszybszym stworzeniem na naszej planecie.

Ale nie mogłem podziwiać jego wyczynów. Leżałem nieruchomo w trawie z zasmarkaną chusteczką. Przede mną z nory wyglądał świstak. Wysunął tylko głowę i tak od kilkunastu minut gapił się na mnie.

- Kiedy wreszcie wyjdziesz, mały? - pytałem go w myślach.

Świstak zastygł w bezruchu, nawet nie mrugał, jakby chciał mi powiedzieć: - Kiedy w końcu sobie pójdziesz, duży?

Zaplątany w kosówkę

Żeby dojść pod norę tego świstaka, musiałem zejść ze szlaku (za zgodą dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego) i przez godzinę przedzierać się przez kosodrzewinę.

Plask, plask - gałęzie biły mnie po twarzy przy każdej próbie odgięcia. Od żywicy ręce lepiły mi się jak posmarowane klejem. By przejść jeden krok w tej plątaninie, trzeba wysoko unosić nogi, by nadepnąć na gałęzie, które często są kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Gdy próbuje się je nadepnąć, plączemy się w inne gałęzie. Kolejne zaczepiają o plecak ze statywem do aparatu. No i człowiek nic nie widzi poza morzem zielonych igieł.

Najchętniej nie pakowałbym się w kosodrzewinę, lecz podglądałbym świstaki przy czarnym szlaku na Świnicę. Usiadłbym sobie na kamieniu, rozłożył statyw, ustawił aparat, wyciągnął termos i batonika i wyprężył się w kierunku słońca. Czekając na zwierzątka, na pewno bym się trochę opalił.

Co więcej - świstaki znad czarnego szlaku przyzwyczaiły się już do turystów i są mniej płochliwe od tych żyjących z dala od ludzi. Byłoby łatwiej zrobić im zdjęcie. Obyłoby się bez leżenia w trawie i kichania.

Niestety, pod koniec maja, gdy przyjechałem w Tatry, śnieg wciąż jeszcze leżał powyżej Hali Gąsienicowej. A większość kolonii świstaków w Tatrach znajduje się dość wysoko, powyżej 1500 m nad poziomem morza. Łażenie późną wiosną po śniegu mokrym od słońca - takim, w którym człowiek brnie po kolana albo wpada w płynące pod nim strumienie - nie dość, że jest niebezpieczne, to na pewno okropniejsze niż przedzieranie się przez kosodrzewinę.

Zbawieniem była ścieżka wydeptana przez jelenie i niedźwiedzie. Wydawała się szeroka i wygodna jak droga w Dolinie Chochołowskiej. Niestety, radość nie trwała długo - ścieżka nagle skręcała w innym kierunku, niż mi pasowało. I znowu musiałem wejść w kosówkę. Plask, plask.

Jedynym pocieszeniem było to, że raz przed nosem furgnął mi piękny czarny cietrzew z czerwonymi jak korale brwiami.

Emigranci z Ameryki

Żeby wyjaśnić, skąd się wzięły w Tatrach świstaki, musimy się cofnąć o parę milionów lat.

Może mi nie uwierzycie, ale świstak to wiewiórka, a dokładnie należy do rodziny wiewiórkowatych. W przeciwieństwie do górali, którzy z Tatr wyjeżdżali za chlebem do Ameryki Północnej, świstaki, a raczej ich przodkowie przywędrowali tu przed milionami lat z terenów, gdzie dziś są Stany Zjednoczone. Najstarsze szczątki praświstaków z Eurazji liczą ok. 2 mln lat, a te z Ameryki - aż 9 mln.

Świstaczy emigranci przedostali się do nas przez Cieśninę Beringa, wtedy zamarzniętą. Azja i Europa musiały im się wydać ziemią obiecaną - cudowny chłodny klimat, stepy, trawy...

Niektóre z praświstaków zostały w Azji bobakami, inne - które dotarły aż do Europy - naszymi górskimi świstakami.

Niestety, 10 tys. lat temu przyszło ocieplenie, stepy zamieniły się w lasy, wyrosły drzewa. Takie zmiany być może odpowiadały wiewiórkom, ale świstaki uciekły w góry - w Alpy i Tatry. Do dziś mieszkają tam, gdzie jest tak chłodno, że las nie dociera.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':