Piyrwse domalowywoł Nojświyntsej Panience wonsy, za co górale go ni powazowujom, przyprawioł tyz śwarnej modelce "Playboya" skrzidła oreła białego i jeździł se do Italianów rychtować fotografije z gołom babom, co je jego muzom, przed obrozem "Narodziny Wenus" Botticellego.
Adam Rzepecki, cłek awangardowej hordy artystycnej Łódź Kaliska, caluckimi rokami robił se śpasy z Polski i Poloków. E dyć fce tyz zrychtować cosik dlo ich dobra - umyślił se podnieść hyrność Tatrów, naprowde podnieść.
- Dlaczego Rysy mają mieć tylko 2499 m n.p.m.? - pyto Rzepecki. - Przecież wystarczy dodać tylko metr i Polacy będą mieli górski dwuipółtysięcznik!
Mamidło z lekcyji gieografiyi Nowyzsy polski wierch ni daje spokojności Rzepeckiemu od casów podstawówki, kie łaził we Krakowie. W hańtych casach na gieografiyi dowiedzioł sie, co Rysy mierzom hawte 2499 metry nad równość morza.
Rzepecki: - Kurcze, pomyślałem sobie, taką wysokość niełatwo zapamiętać. Jeszcze źle napiszę na klasówce i nie będzie dobrej oceny na świadectwie. Prościej byłoby, gdyby Rysy miały równe 2500 m n.p.m. Wtedy świat geografii byłby prostszy!
Mimo mecyji z miarom "2499" Rzepeckiemu udaje sie jakosik dostać papiyr, co umie gieografiyje, ukońcyć podstawówke, liceum i
studia. Biere sie za fotografie, dostaje robote we archiwum Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Z kamrotami ze studiów zacyna jeździć na górskie wyrypy do Tatrów. We Zakopanem stajom se we chałupie artysty malorza Tadeusza Brzozowskiego - kamrota Tadeusza Kantora - z ftorego synem Wawrzkiem Rzepecki sie kolegowoł.
- I znowu mi się te Rysy objawiły, którym brakuje metra do 2500 m n.p.m. Ach, gdyby były wyższe! Ileż Polska zyskałaby na prestiżu! Nie jesteśmy przecież małym krajem, liczymy się w Europie, więc i na solidne góry zasługujemy.
Rzepecki poprzyisiongał se, co wyniesie na wierch telo kamiyni, co wyobyrta gieografiyje Europy: - Udzielił mi się klimat artystyczny z domu Brzozowskich i postanowiłem z tego przedsięwzięcia uczynić happening mojego życia.
Byrcyn grozi paluseckiem I tako od piknych paru roków w cyrwcu i we wrzesiyniu na ślaku od Morskiego Oka do Rysów mozno uwidzieć chłopa, co mo jakiesik 60 roków, ni je ziajokiem, no ba barz śwarny tyz ni, włosiatego na ciemno, z wonsami, co w plecoku dźwiga kamiynie.
Turyści troske sie dziwujom, kie podaje im fotoaparat i piyknie pyto, co by zrobili mu fotografije z hawtymi kamiyniomi. - Na dowód, że to żadna ściema - pyto.
Kie słychnom, na co te kamiynie nosi na Rysy, prowie za kozdym rozem śmiych ich biere, som i takowi, co to pozierajom na niego spod byka - cóz to za wariot nosi kamiynie po wierchach.
Raz Rzepecki uwidzioł nad Morskim Okiem Wojciecha Gąsienicę-Byrcyna, co to był kiesik dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego. Akuratnie ładowoł kamiynie do plecoka.
- A co ty tu robisz? - godo Byrcyn.
- Jak ułożę te kamienie na szczycie Rysów, zmuszę geografów do dokonania zmian na mapie fizycznej Europy. Dołączę do panteonu dawnych autorów wielkich odkryć geograficznych!
Byrcyn posłuchał, pokiwoł głową i pogroził paluseckiem: - Tylko żebyś na górę wnosił same tatrzańskie granity! Nie zmieniaj mi rodzaju skał na szczycie.
Syzyfowo robota Do tela ani satelity, co to robiom z nieba wysokiego fotografije nasej planecie, ani gieografowie ni dali kryski na mapach, co by uwidzieli skutki rychtowania Rzepeckiego.
- Muszę przyznać - prawi artysta - że w teorii moja praca wydawała się prostsza niż w rzeczywistości. Myślałem sobie, że wystarczy na szczycie ułożyć kupę kamieni wysoką na metr i sprawa załatwiona. Ale wierzchołek nie jest płaski, tylko pełen wyrw. I je też muszę zapełnić kamieniami. A że działam w pojedynkę, roboty mi nie braknie.
Rzepecki ma tyz sekretny pomyślunek, co kie go ni ma na Rysach, to turyści bierom se z wierchu kamiynie na pamiontecke ich wyrypów, w tym hańte co on wniósł zziajony: - Niestety, cała ta moja działalność może okazać się taką syzyfową pracą w polskich realiach.
I godo jesce: - Nawet jeśli się nie uda, to świadomość tworzenia najwyższej góry w kraju daje mi wielką siłę. W Tatrach czuję się wolny.