http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koński los nad Morskim Okiem

Bartłomiej Kuraś
2009-07-28, ostatnia aktualizacja 2009-07-27 19:58

Prokuratura w Zakopanem wszczęła wczoraj dochodzenie w sprawie śmierci konia, który padł na drodze do Morskiego Oka.

Koń, który wiózł turystów, padł tuż po dotarciu na miejsce. Kadr z filmu nakręconego prze turystę
Fot. YouTube
Koń, który wiózł turystów, padł tuż po dotarciu na miejsce. Kadr z filmu...
Zaprzęgnięte do wozu zwierzę padło dwa tygodnie temu - 14 lipca. Ale w weekend cała Polska zobaczyła film z agonii zwierzęcia. Widać na nim, jak zwierzę upada i już się nie podnosi. Woźnica lejcami usiłuje go poderwać do góry. Film nakręcił turysta. Po jego obejrzeniu sprawę do prokuratury zgłosiło Tatrzańskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.

- Wszczęliśmy dochodzenie z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt - mówi Zbigniew Lis, prokurator rejonowy z Zakopanego.

Przepis ten mówi, że kto zabija zwierzę lub znęca się nad nim, podlega karze grzywny bądź pozbawienia wolności do roku.

- Z relacji świadków wiemy, że wóz był przeciążony. Miało nim jechać ponad 20 osób, choć przepisy mówią, że może wiele mniej - mówi Beata Czerska z TOZ w Zakopanem.

Bryczką może jechać maksymalnie 14 osób. Czy tak było 14 lipca - to mają ustalić prokuratorzy. Woźnica, którego koń padł, nie chce podać swoich danych: - Wóz nie był przeciążony, jechało nim 13 osób dorosłych i jedno dziecko. Z ekspertyzy weterynarza wynika, że zwierzę padło, bo cierpiało na kolkę jelitowo-żołądkową. Zdechło po zwiezieniu znad Morskiego Oka. Jestem miłośnikiem koni, dbam o nie, co łatwo można sprawdzić w moim gospodarstwie. Każdego, kto mnie oczernia, że się źle zajmowałem koniem, będę podawał do sądu - zapowiada fiakier.

Pracownicy Tatrzańskiego Parku Narodowego, z którymi rozmawiała "Gazeta", przyznają: - Zmęczone konie ciągnące przeciążone zaprzęgi z turystami, tak nieraz wyglądała podróż wozem nad Morskie Oko.

Dyrekcja Parku Narodowego od lat starała się ukrócić ten proceder. Ostatnio wprowadzono nowy model bryczki - zwanej po góralsku fasiongiem - dla 14 osób.

- Każdy woźnica, który chciał nadal jeździć do Morskiego Oka, musiał przesiąść się na nowy wóz. Inaczej nie otrzymałby od nas zgody - mówi Paweł Skawiński, dyrektor TPN.

Prawo wożenia turystów z Palenicy Białczańskiej nad leżące 10 km dalej Morskie Oko ma 60 fiakrów z Bukowiny Tatrzańskiej. Miesięczną licencję na przewóz - w cenie 900 zł - przyznaje im Tatrzański Park Narodowy. Wydatek zwraca się prawie w całości już po dwóch kursach - za przejażdżkę nad Morskie Oko turysta musi zapłacić przynajmniej 30 zł.

Sprawą zainteresowała się Karina Schwerzler, pełnomocniczka ds. ochrony zwierząt w Kancelarii Prezydenta RP: - Otrzymaliśmy wiele sygnałów o tym wypadku, dlatego postanowiliśmy zająć się sprawą. Konie wożące turystów do Morskiego Oka powinny być pod stałą opieką weterynaryjną, by w przyszłości nie dochodziło do podobnych wypadków.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':