Ministrowie poprosili wczoraj Komisję Europejską o opinię na temat wniosku Islandii o członkostwo w Unii złożonego w ostatni czwartek. Oznacza to, że skomplikowana procedura przyjmowania do UE kolejnego kraju formalnie się rozpoczęła. Szef
MSZ Litwy Vygaudas Ušackas oświadczył, że islandzki wniosek należy potraktować jako lodołamacz kruszący polityczne lody wobec rozszerzenia.
Bo rozszerzenie Unii o kolejne kraje stało się ofiarą kryzysu gospodarczego. Ze względu na niechęć opinii publicznej do rozszerzenia w ogóle, a do Bałkanów w szczególności, przywódcy największych państw nie chcą się z tym spieszyć.
Islandia, która w 2008 r. omal nie zbankrutowała na skutek kryzysu finansowego, ma szansę wejścia do Unii szybciej niż
Chorwacja, której negocjacje utknęły w miejscu na skutek sporu granicznego ze Słowenią. Zaś rokowania z Macedonią, która ma już status kandydata, nie rozpoczną się, dopóki Skopie nie zakończy kłótni o nazwę kraju z Grecją, za którą zapłaciło już opóźnieniem wejścia do NATO.
Islandzki wniosek został wstępnie rozpatrzony przez ministrów w trybie ekspresowym. Dla porównania albański, wysłany w kwietniu, do dziś nie został przesłany do analizy w Komisji Europejskiej.
Czarnogóra zaś czeka na rozpatrzenie swej aplikacji grudnia ub.r.
Prześwietlenie wniosku przez prawników Komisji trwa zwykle kilkanaście miesięcy. Źródła dyplomatyczne w Brukseli sygnalizują, że w przypadku Islandii może się to skończyć już w grudniu. Zależy na tym przewodzącym Unii Szwedom. Premier Frederik Reinfeldt marzy, by zaprosić na grudniowy szczyt UE do Brukseli islandzką premier Johannę Sigurdardottir i wręczyć jej jednogłośną decyzję o rozpoczęciu formalnym negocjacji.
Zapewne nie potrwałyby one długo. Islandia należy do strefy Schengen, a jako członek Europejskiego Obszaru Gospodarczego jest już od 15 lat jedną nogą w UE. Przyjęła ponad 70 proc. unijnego prawa, w szczególności tego w zakresie swobody przepływu ludzi, kapitału, towarów i usług. W tych obszarach negocjacje nie będą w ogóle potrzebne.
Najtrudniejszym rozdziałem rokowań z Reykjavikiem będzie rybołówstwo i sprawy finansowe. Islandia wyławiająca 2 mln ton ryb rocznie jest rybacką potęgą. Niechęć przed dzieleniem się bogatymi łowiskami z krajami UE i obsesyjny opór przeciw ścisłym regulacjom wspólnej polityki rybackiej był w przeszłości jednym z powodów, dla których Reykjavik nie starał się o członkostwo.
Warunkiem przyjęcia do UE będzie też załatwienie sprawy rekompensat dla brytyjskich i holenderskich klientów upadłych islandzkich banków.
Uchylając drzwi Islandii, szefowie MSZ krajów UE starali się nie pogłębiać frustracji państw bałkańskich. - Islandia nie może liczyć na przyspieszoną procedurę wchodzenia do UE, ale jest jasne, że droga do członkostwa będzie krótsza z tego względu, iż Islandia jest już członkiem wspólnego rynku i strefy Schengen - mówił Carl Bildt, szef szwedzkiej dyplomacji. Jego koledzy z Wielkiej Brytanii i Austrii podkreślali, że wstępne przyjęcie islandzkiego wniosku nie osłabia szans krajów bałkańskich na integrację z UE.