Nowy konkurs Szkoły Mistrzów Fotografii "Gazety"
Ofukał Cię cap? Gonił świstak? Wystraszył wilk? Wyślij nam zdjęcia i pokaż swoje dzikie Tatry
We wtorek Wajrak pisze o świstakach, w środę o niedźwiedziach, w czwartek o roślinach epoki lodowej, a w piątek o pluszcze
Stałem gdzieś pomiędzy fukającym capem i schodzącymi z góry zakonnicami, i zupełnie nie wiedziałem, na kogo patrzeć. Zakonnice w welonach na głowach i czarnych habitach pośrodku stromego zbocza pokrytego śniegiem to dość egzotyczny widok, ale co tam siostrzyczki na skalnym pustkowiu. Z widokiem kozicy, dumnej, niedościgłej nic nie wygra. Przynajmniej według moich kryteriów.
To one są symbolem tych gór. Zimą, gdy w doliny schodzą jelenie, a niedźwiedzie i świstaki kładą się spać w gawrach i norach, kozice zostają wysoko w górach. Samotne strażniczki wierchów, górscy twardziele. Ludziom, nawet wyposażonym w najnowocześniejszy sprzęt, daleko do nich.
Ale zacznijmy od początku. W Tatry przyjechałem w połowie maja zbierać materiały do tego cyklu i pokazać tutejszą niesamowitą przyrodę. Wybrałem taki termin, bo wydawało mi się, że spotkam już wiosnę. Myliłem się, i to strasznie (o tym w kolejnych odcinkach).
Ponieważ zamieszkałem na Rysulówce, zwiedzanie postanowiłem rozpocząć od Doliny Kościeliskiej. A w Dolinie Kościeliskiej jak to w Dolinie Kościeliskiej. Tłumy niczym na Marszałkowskiej. Czasami mam wrażenie, że przy takich tłumach, które latem wędrują po Tatrach, spotkanie tu jakiegoś ciekawego zwierzęcia jest absolutnie niemożliwe. Chyba że białego misia na Kalatówkach.
Na pocieszenie łatwo tu o oscypki. Uwielbiam je. Pożywne, dają siły na cały dzień łażenia. Mają dużo białka i tłuszczu, są słone, przez co uzupełniają wypoconą sól. Wygodniej je zjeść od razu. Po co nosić? Te kupowane w bacówce tuż przed pierwszym mostkiem są pyszne i od lat trzymają wysoką jakość. Nie jak te z przydrożnych stoisk, tak zasolone, że człowiek pije niczym smok wawelski, albo co gorsza wzmocnione jakimś detergentami, by wiecznie wyglądać świeżo.
Jako bonus do oscypków pani gaździna na odchodne częstuje klientów ciekawą historią. Na przykład: jak to parę dni temu polanę obok zaszczyciła niedźwiedzica z młodymi. Ale już sobie poszła.
Niedźwiedzie się pasą, dziewczyny opalają Do opuszczenia zatłoczonej Doliny przekonał mnie też Filip Zięba, nadleśniczy z Tatrzańskiego Parku Narodowego. - Chcesz coś zobaczyć, to idź Ścieżką nad Reglami, czarnym szlakiem, koło Zawiesistej Turni. Tam na polanach czasem pasą się niedźwiedzie - tłumaczył. - A jeśli nie będzie niedźwiedzi, to dziewczyny się tam często opalają.
Niestety, pod Zawiesistą Turnią nie było ani dziewczyn, ani tym bardziej niedźwiedzi. I wtedy coś mnie podkusiło, by niebieskim szlakiem ruszyć wyżej, w kierunku Czerwonych Wierchów. Tak doszedłem pod pierwsze skałki. Pod Kobylarz. Zostało parę godzin do zmroku. Dalej nie było już sensu iść. Zawiedziony zadzwoniłem do Filipa z komórki.
- Nie ma niedźwiedzi, dziewczyn też nie.
- A gdzie doszedłeś?
- Pod Kobylarz.
- O, to tam powinny być kozice. Wczoraj widziałem cały kierdel - pocieszał mnie Filip.
Spojrzałem pod nogi i rzeczywiście. Na płacie śniegu leżały kozie bobki. Ale kierdla, czyli stada, ani śladu.
- Może i były, ale teraz ich nie ma.
- Muszą gdzieś być, rozejrzyj się
- Rozglądam się, nic nie maaaa... - i w tym samym momencie dobiegło mnie zza pleców cichutkie fuknięcie. Odwróciłem się i zdębiałem. Naprzeciw mnie stał cap, czyli samiec kozicy. Piękny, o zakręconych rogach i rudawym futrze. Patrzył na mnie jakoś mało przyjaźnie.
Tak właśnie jest z kozicami, są jak duchy. Zupełnie nieprzewidywalne. Nie ma ich tam, gdzie się ich spodziewasz, a potem nagle zastępują drogę na górskiej ścieżce. O tak, znikąd.
Jak to robią? Otóż kozice potrafią przemierzać duże odległości w bardzo krótkim czasie. Dodatkowo w Tatrach jest masa skałek, załamań i grzbietów, za którymi mogą się skryć. Idziemy sobie po szlaku, a kozice albo leżą na półkach skalnych pod nami, albo nad nami, albo kryją się tuż za grzbietem. Kilkanaście, a może nawet kilka metrów od nas. My ich nie zobaczymy, ale idący tuż za nami już tak, bo może zapragnęły akurat skubnąć trawkę. Dlatego zamiast biec ze szczytu na szczyt, w Tatrach warto iść wolno i robić przystanki