http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Każdy chce mieć Miedź

Michał Kokot, Magda Piekarska
2009-07-28, ostatnia aktualizacja 2009-07-26 22:01

Grad w czwartek: prywatyzujemy KGHM. Schetyna w piątek: Nie prywatyzujemy. Schetyna w sobotę rano: No, może jednak sprywatyzujemy. Tusk w sobotę: KGHM nie sprzedamy i kropka. Tak kolejny rząd łamie sobie zęby na miedziowym kombinacie. Państwo ma w nim 42 proc. udziałów i zarząd, ale prawdziwą władzę w KGHM mają związki zawodowe.

Herbert Wirth, prezes KGHM
Herbert Wirth, prezes KGHM
SERWISY
- Tak wysoko chciałem latać, a spadłem kilometr pod ziemię - Dariusz Gorzelnik, niedoszły lotnik, żalił się matce. Bo KGHM jest jak czarna dziura - wciąga wszystkich. Ale odwdzięcza się wysokimi pensjami i przywilejami, więc na pracę w Zagłębiu nie wypada narzekać.

W rodzinie Gorzelników w Miedzi pracuje siedem osób. W tym bracia: Piotr, Dariusz i Paweł. Wcale o tym nie marzyli. Piotr (41 lat) skończył budowlankę. Jednak pracy w mieszkaniówce nie dostał. Dziś muruje, ale w kopalnianych szybach. Dariusz (46 lat) nie dostał się do liceum lotniczego w Dęblinie. Paweł (26 lat) interesował się genetyką, ale też wybrał górnictwo. - To jest powołanie - tłumaczy Jan Gorzelnik, także górnik, ojciec braci.

Piotrowi do emerytury zostały cztery lata, Dariuszowi jeszcze mniej. Ale niewykluczone, że popracuje dłużej. Jak Jan, który w kopalniach spędził 47 lat. I śmieje się, że do 50 dociągnie. - Bo tatuś bez pracy marniał - mówią synowie. I po dwóch latach rozwiązywania krzyżówek w domu wrócił do kopalni - jest dyrektorem w zewnętrznej firmie obsługującej KGHM.

Kiedym jeszcze/ pacholęciem/ życie/ śledził,/ Dziadek wierzył/ święcie/ w Wydobycie/ Miedzi

Hasło z internetowej strony koncernu: "W centrum świata polskiej miedzi znajduje się człowiek. Wśród żywiołów ziemi, z którymi zmaga się i współpracuje, wytwarza miedź i srebro".

A Herbert Wirth, nowy prezes KGHM, dodaje, że w spółce są dwa bogactwa - zasób mineralny i ludzki.

Surowce się kurczą - szacuje się, że na razie miedzi wystarczy w Lubinie jeszcze na 30 lat. Później trzeba będzie ją wydobywać z głębszych złóż. Ale do tego potrzebne są inwestycje, których na razie nie ma. Spółka ma co roku ogromne zyski - w ubiegłym roku zarobiła 2,9 mld zł, rok wcześniej 3,7 mld zł, a w 2006 - 3,3 mld zł - ale co roku zabierają je akcjonariusze. Największym udziałowcem spółki jest skarb państwa, który ma ok. 42 proc. akcji. I co roku decyduje o wypłacie ogromnej dywidendy. Miesiąc temu zapadła decyzja o wypłacie aż 80 proc. z całości zysku. W 2007 r. presja skarbu państwa na wypłatę dywidendy była tak wielka, że jego przedstawiciele na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy domagali się wypłaty większej niż cały zysk wypracowany w 2006 r. Ostatecznie jednak błąd poprawiono i KGHM musiał wypłacić "tylko" 100 proc. zysku.

Pieniędzy mogłoby być więcej, gdyby nie to, że koszty pracy są w Zagłębiu wyższe niż gdziekolwiek indziej. I co roku rosną, bo rosną płace. Średnia pensja w KGHM to dziś ponad 8 tys. zł (średnia krajowa - ok. 3,2 tys. zł). W Miedzi zarabia się więcej, bo jest tu trzynasta i czternasta pensja, nagroda z zysku (w tym roku 2,5-krotność średnich miesięcznych zarobków) oraz liczne dodatki: "kredkowe" na wyposażenie dziecięcych tornistrów (1866 zł), wczasy pod gruszą, dofinansowanie kolonii i deputat węglowy, także dla emerytów, których dziś jest ich więcej niż pracowników.

Piotr Gorzelnik co miesiąc do domu przynosi 4 tys. zł. Więcej zarabia jego brat Dariusz. Dużo mniej - Filip, syn Piotra, który od kilku miesięcy pracuje w firmie prowadzonej przez dziadka jako technik elektronik. Na rękę ma 1360 zł.

- Dawniej było lepiej - mówi Piotr. - Były trzynastki, czternastki, piętnastki, a teraz to wrzucili w miesięczne zarobki i człowiek nie odczuwa, że coś więcej dostaje.

Jego ojciec pamięta czasy, kiedy to, co górnicy wypracowali w soboty, wpadało na książeczkę G, dzięki której bez kolejki można było kupić lodówki, telewizory, odzież, opony i olej napędowy w górniczych sklepach.

- A jeszcze niedawno premie od zysku były wypłacane co kwartał, a nie jak teraz co pół roku - żali się Piotr Gorzelnik. - No i jeszcze Barbórka, płatne ordery, sanatoria, wczasy rodzinne w naszych miedziowych ośrodkach - w Strzesze Górniczej w Szklarskiej Porębie albo Barbarce w Świnoujściu. A teraz co? Jednej osobie w rodzinie zrefundują! A przecież sam nie pojadę.

O przywileje pracownicze dbają w Zagłębiu Miedziowym związki zawodowe. Central jest 15, ale największe dwie to Związek Zawodowy Pracowników Przemysłu Miedziowego Ryszarda Zbrzyznego, posła SLD, oraz "Solidarność" Józefa Czyczerskiego. Do związków należy 87,7 proc. załogi. Chociaż są kopalnie, gdzie ten odsetek sięga 101 proc. - bo pracownicy zapisują się do kilku związków naraz.

Związkowi działacze zarabiają często wielokrotność średniej pensji w KGHM. Leszek Hajdacki, zastępca Zbrzyznego, dostaje co miesiąc ok. 20 tys. zł brutto. - I wcale się tego nie wstydzę - zaznacza. - Moja płaca wiąże się z udziałem w radzie nadzorczej. No i pracuję przecież - walczę o pieniądze ludzi, a przy okazji o swoje.

Zwykł powtarzać/ cięgiem/ (Świadomy Patriota):/ Wiedz, że mieć miedź/ lepiej/ niż wagony złota

Rodzina Gorzelników przyjechała na Dolny Śląsk w 1946 r. spod Rzeszowa. Ojciec Jana fedrował w kopalni Thorez w Wałbrzychu. Potem w Wilkowie pod Złotoryją zaczęła się ich przygoda z górnictwem miedziowym. W 1977 r. Jan zamieszkał z rodziną w Lubinie. Trwał tam właśnie związany z miedzią boom budowlany - mieścina, która w latach 50. miała zaledwie 5 tys. mieszkańców, w dwadzieścia kilka lat rozwinęła się do 80 tys. Rynek, gdzie niedawno dreptały kury i gęsi, zabudowano blokami. Czasy, kiedy - jak przypomina jedna z kronik filmowych - w Lubinie nie było mleka, tylko wódka, bezpowrotnie minęły - półki w sklepach uginały się od towarów. A wszystko dla pracowników Zagłębia.

Gorzelnikowie dostali mieszkanie w bloku, Jan z żoną mieszkają w nim do dziś. W kopalniach KGHM pracują nie tylko synowie Jana, także dwóch wnuków. Dwaj kolejni uczą się w Zespole Szkół nr 1, dawnym Technikum Górniczym. Jeden z nich idzie właśnie na staż do kopalni.

Absolwenci szkoły mają pierwszeństwo przy zatrudnieniu w KGHM. Do niedawna dotyczyło to także dzieci pracowników spółki. - To tylko teoria - macha ręką Hajdacki. - Miałbym problem, żeby wprowadzić tu syna. Potrzebne są wysokie kwalifikacje.

Hajdacki syna mnie ma. Ma za to trzy córki - dwie pracują już w KGHM, trzecia studiuje na Akademii Ekonomicznej. Wiceprzewodniczący twierdzi, że warto inwestować w dzieci z rodzin górniczych, bo one żyją w poszanowaniu pracy.

Sam Hajdacki tak jak Gorzelnikowie przyjechał tu z Wałbrzycha. - Od razu zarabiałem tyle, co mój ojciec po wielu latach pracy - opowiada. W 1980 r., przed strajkami, dostał mieszkanie w Lubinie. Kilkanaście lat później przeniósł się do szeregowca w Polkowicach.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 35 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':