W piątek na oddział zakaźny łódzkiego szpitala im. Biegańskiego trafili turyści, którzy wrócili z Hiszpanii i
USA - to wśród nich wykryto już trzy przypadki świńskiej grypy. Natomiast w nocy z soboty na niedzielę lekarze przebadali 120 kolonistów i ich opiekunów wracających z Półwyspu Iberyjskiego - 19 osób zatrzymano na obserwację.
Nastolatki wracały w sobotę z Costa Brava dwoma autokarami. Już od Zgierza byli eskortowani przez
policyjny radiowóz do szpitala, gdzie czekali lekarze i pielęgniarki w ochronnych maskach. Kolonistom mierzono temperaturę, pobierano krew i wymaz z gardła. O przywiezieniu dzieci bezpośrednio do szpitala zdecydował organizator obozu z łódzkiego biura podróży Jaga, bo dowiedział się, że w Hiszpanii mogły mieć kontakt z zarażonymi świńską grypą.
Przed szpitalną bramą w nocy zaczęli gromadzić się zaniepokojeni rodzice, po godz. 3 naczelna pielęgniarka szpitala poinformowała ich, które dzieci zostają na obserwacji, i pouczyła, aby pozostałym przez najbliższe dni kontrolować temperaturę.
Krew i wymazy z gardła hospitalizowanych kolonistów zostały już wysłane do Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie. Wyniki powinny być w poniedziałek.
Wczoraj o godz. 5.30 do Lloret de Mar miały z Łodzi wyjechać kolejne grupy - w większości nastolatki i kilka rodzin z małymi dziećmi. Rodzice 43 dzieci nie zgodzili się na wyjazd.
- Miały jechać do tej samej miejscowości i hotelu, z którego wrócili ludzie zatrzymani na obserwację na oddziale zakaźnym - denerwowała się Anna Ginalska, farmaceutka i epidemiolog. Nie pozwoliła wyjechać do Hiszpanii dwójce swoich dzieci. - Z
TVN i
radia RMF dowiedzieliśmy się, że w szpitalu są już potwierdzone przypadki zachorowań. Tymczasem organizator wyjazdu przedstawił nam mało wiarygodne pisemne oświadczenia, że nie ma żadnych oficjalnych informacji o zachorowaniach i nie ma podstaw, by wyjazd odwołać - dodała.
- Nasze dzieci miały jechać tym samym niezdezynfekowanym autokarem i z tymi samymi kierowcami - podkreśla dr
Jacek Kaczmarski, chirurg z jednego z łódzkich szpitali. On też zatrzymał w domu swojego syna.
Ginalska: - Byłam z organizatorem wyjazdu w szpitalu, ale niczego się nie dowiedzieliśmy. Przed bramą stali strażnicy miejscy. Nie wpuścili nas do środka.
Jeszcze przed godz. 7 przed autokarami stały dwie grupy. Obie niewesołe. Jedna - tych którzy zrezygnowali. Druga - żegnających się z wyjeżdżającymi. Sławomir Brzemiński, jeden z rodziców: - Nasza 15-letnia córka jedzie. To nie była łatwa decyzja. Podjęliśmy ją całą rodziną.
- Jestem lekarzem, moja córka jedzie, bo tą grypą może zarazić się równie dobrze w Łodzi. Nie można popadać w histerię - powiedziała jedna z matek, która nie chciała podać nazwiska.
Przed godz. 7.30 dwa autokary były już w drodze do Hiszpanii. W Łodzi oprócz 43 dzieci zostały także trzy opiekunki.
Ogólnopolskim organizatorem wyjazdów do Lloret de Mar jest biuro turystyczne Fun Club w Poznaniu. W Łodzi jego ofertę sprzedawał m.in. Andrzej Rapkiewicz, właściciel biura turystycznego Univers. Z rodzicami, którzy nie zdecydowali się wysłać dzieci na obóz, umówił się na spotkanie w poniedziałek. Poznański organizator zastrzega, że tym, którzy zrezygnowali tuż przed wyjazdem, nie zostaną zwrócone pieniądze.
Tymczasem od wtorku w lubelskim szpitalu leży 29-letnia kobieta, u której lekarze podejrzewają świńską grypę. Pacjentka tydzień temu wróciła z Lloret de Mar, gdzie pracowała jako opiekunka kolonijna. Zajmowała się 40 dziećmi z Warszawy, Łodzi, Rzeszowa, Gdańska, Olsztyna, Poznania, Bydgoszczy, Szczecina i Kielc. Służby sanitarne w tych regionach starają się dotrzeć do wszystkich i sprawdzić, czy żadne nie jest zarażone. - Stan tej pacjentki jest obecnie bardzo dobry - poinformował wczoraj dr Dariusz Bielec z oddziału klinicznego chorób zakaźnych szpitala im. Jana Bożego w Lublinie.
Dobiega także końca leczenie czterech chorych na świńską grypę mieszkańców Bełchatowa. To małżeństwo z rocznym dzieckiem, które wróciło z Londynu.
To mieszanka zmutowanych świńskich, ludzkich i ptasich wirusów grypy. Objawy nowej choroby są podobne do tych, jakie towarzyszą normalnej grypie sezonowej: gorączka, osłabienie, brak apetytu, kaszel, a u niektórych osób także katar, ból gardła, nudności, wymioty i biegunka. Grypa typu A/H1N1 zaatakowała ludzi już w 160 krajach. W Polsce odnotowano na razie 47 przypadków zachorowań.