Prezydent Rosji w wywiadzie, który wyemitowała wczoraj rosyjska
telewizja NTW, wrócił do jednego z najboleśniejszych dla Rosjan tematów polityki zagranicznej, jakim jest rozszerzanie NATO o kraje byłego bloku radzieckiego i obszar poradziecki. - Uważamy, że zaciąganie Ukrainy i Gruzji do bloków wojskowych jest błędne - mówił o polityce Amerykanów. Przypomniał, że większość Ukraińców nie popiera przystąpienia do NATO. - Po co Sojuszowi Północnoatlantyckiemu kraj członkowski z takim mnóstwem problemów, jakie ma
Gruzja? - pytał prezydent Rosji.
Wywiad Miedwiediewa był po części zawoalowaną polemiką z wiceprezydentem
USA Joe Bidenem, który w ub. tygodniu odwiedził Ukrainę i Gruzję. W Tbilisi zadeklarował poparcie dla gruzińskich aspiracji do NATO i obiecał, że Waszyngton nie uzna niepodległości Abchazji oraz Osetii Płd. - dwóch zbuntowanych enklaw w Gruzji, które Rosja uznała za niezależne państwa po wojnie z Gruzją w sierpniu ub.r.
Miedwiediew przekonuje, że stosunki dyplomatyczne Rosji z Gruzją zerwane "w wyniku agresji dokonanej przez reżim Saakaszwilego", zostaną wznowione "z uwzględnieniem nowych realiów", czyli secesji Abchazów i Osetyjczyków. - Reżimy, jak ten Saakaszwilego, przychodzą i odchodzą, a braterskie uczucia między narodami pozostają - mówił Miedwiediew.
Rosjan rozsierdził niedawny wywiad prasowy Bidena, w którym tłumaczył on, że osłabiona kryzysem gospodarczym Rosja będzie bardziej skłonna do kompromisów z USA, a brak pieniędzy na utrzymanie arsenałów nuklearnych przełoży się na jej gotowość do zawierania układów rozbrojeniowych. Choć to tezy bardzo popularne wśród znawców Rosji, doradcy Miedwiediewa nie szczędzą Białemu Domowi złośliwości. Pytają, czy politykę zagraniczną Waszyngtonu prowadzi
Barack Obama zmierzający do odprężenia na linii z Moskwą, czy też Biden, który - jak sugerują - ma przeciwne cele.