Gwałtowne burze, które w czwartek wieczorem przeszły przez Polskę, spowodowały śmierć siedmiu osób. Kilkadziesiąt zostało rannych, a straż pożarna interweniowała ponad 5 tysięcy razy. Większość ofiar zginęła przygnieciona drzewami.
Najbardziej ucierpiała Legnica. Wiatr osiągał tam prędkość do 130 km/h: łamał drzewa, zrywał dachy z domów, niszczył słupy trakcyjne i wysokiego napięcia.
- Tak wiało, że nie mogłam domknąć okna - opowiada Halina Kochańska mieszkająca na czwartym piętrze kamienicy w Legnicy. - Potem nie było widać nic poza latającymi gałęziami, dachówkami i antenami satelitarnymi. Padały drzewa. Zerwało dach nad mieszkaniem sąsiadów z góry i spływająca po ścianach woda zalała nam mieszkanie.
Huragan powalił tysiące drzew, zniszczył dziesiątki samochodów. Zablokowanych zostało kilka linii kolejowych, w tym Wrocław - Poznań w okolicy Żmigrodu.
Front burzowy przeszedł też nad woj. lubuskim, Wielkopolską i ziemią łódzką. Około 22.30 dotarł do Warszawy, jednak tu burza nie była już tak niebezpieczna jak na Dolnym Śląsku.
Dwie osoby zginęły w województwie dolnośląskim, podobnie w woj. wielkopolskim, a trzy w województwie łódzkim.
Czy służby państwowe zrobiły wszystko, żeby zminimalizować straty? W czwartek Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przekazywał wiadomości o nadciągających nawałnicach do sztabów kryzysowych w całej Polsce. Według wicedyrektora IMiGW Romana Skąpskiego to wojewódzkie służby antykryzysowe powinny informować ludzi o zagrożeniu. Ostrzeżenia, które docierały do ośrodków lokalnych, mówiły o zagrożeniu drugiego stopnia (w trzystopniowej skali).
Skąpski dodał, że informacje o zagrożeniu zostały wysłane także do mediów publicznych, m.in. do Polskiego Radia,
TVP i Polskiej Agencji Prasowej. Potem okazało się, że PAP nie otrzymała jednak żadnych ostrzeżeń IMiGW o burzach.
O nawałnicach mówił wczoraj na konferencji prasowej premier. - Służby państwowe, w tym wojewodowie, administracja państwowa, a w szczególności strażacy,
policja, pracowali przez całą noc, tak jak tego wymagała sytuacja - ocenił
Donald Tusk. - Nie formułowałbym pretensji, że ktoś zawiódł i z tego powodu doszło do dramatu. Niestety, kiedy zdarzają się takie nawałnice, żadna prognoza nie wykluczy groźby nieszczęścia - dodał Tusk.
Pytany, czy będzie specjalna pomoc rządowa, odparł: - W tej chwili mamy raczej do czynienia z tragedią, ze śmiercią ludzi niż ze zniszczeniami. Jeśli ktoś bez pomocy państwa nie da rady, to oczywiście będziemy tam obecni i postaramy się pomóc.
Premier ogłosił, że w przyszłym roku wzmocnione zostanie finansowanie instytucji zajmujących się ostrzeganiem przed zagrożeniami.
Front chłodny opuścił już Polskę. Według prognoz Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej dziś w całym kraju mogą występować przelotne opady, możliwe są także miejscowe burze. Najbliższy tydzień będzie pogodny, poza wtorkiem, gdy przez Polskę przejdzie kolejny front chłodny. Jak zapowiadają eksperci IMiGW, opady i burze będą jednak mniej intensywne.