Idealna produkcja na długie letnie wieczory. Ojos de Brujo od 10 lat
gra coś, co na własny użytek nazywa "jipjop flamenkillo". Przekładając na nasze - "hip-hop z domieszką flamenco". I rzeczywiście - zgodnie z modami panującymi w world music - Ojos de Brujo sprawnie potrafią przemycić w swoich kompozycjach najróżniejsze inspiracje. Oczywiście bazę stanowią wspomniane już flamenco (gitary i śpiew) i hip-hop (rytmy i rap wokalistów), ale zarówno pod względem rytmów, jak i aranżacji oraz instrumentacji usłyszymy tu też całkiem sporo muzyki kubańskiej ("Rumba del adios", "Busca lo bueno") czy cygańskiej, gdzieś zaplącze się coś z klimatu pieśni arabskich, afrykańskich, gdzieś tam zabrzmi nagle jazzująca sekcja rytmiczna, gdzieś tam wyskoczy loop z zapętlonym brzmieniem tradycyjnego instrumentu indyjskiego. Wszystko to składa się na płytę pełną ciepła i pulsu, senną i melancholijną, ale zarazem intrygującą nieco tajemniczym klimatem. W sam raz na tło dla niezobowiązującej rozmowy podczas leniwej sjesty.