Ojcowie chrzestni post rocka przypominają o sobie w wielkim stylu. Tortoise najwyraźniej nie wystrzelał się jeszcze z najlepszych pomysłów. "Beacons Of Ancestorship" skrzy się dziesiątkami pomysłów. Tym bardziej cenne, że ostatnio zespół z Chicago jakby nieco stracił rozpęd - wydawał kompilacje albo albumy z coverami cudzych piosenek. Tymczasem tutaj, od otwierającego płytę, trwającego ponad 8 minut "High Class Slim Carne Floatin' In" wypełnionego przez oldskulowe, tchnące duchem lat 70. brzmienia instrumentów klawiszowych aż po zamykający album stonowany (w każdym razie przez część utworu) "Charteroak Foundation", Tortoise nie pozostawia chwili na wytchnienie. W jego instrumentalnych kompozycjach elektryczny
funk miesza się z krautrockiem, jazzowe improwizacje z rockowymi riffami,
muzyka klubowa z etniczną. Może chwilami ta porcja muzycznej matematyki i zmian tempa nieco przytłacza, ale nikt przecież nie obiecywał, że będzie lekko. Mamy do czynienia z albumem Tortoise, a to do czegoś zobowiązuje.