Jeden z najsympatyczniejszych fenomenów kultury internetowej to lolcaty. Zjawisko wymyślono kilka lat temu na serwisach Something Awful i 4Chan, od tego czasu rozlało się po najróżniejszych serwisach społecznościowych.
Słowo "lolcat" pochodzi od "lol" ("laughing out loud"), czyli popularnego internetowego skrótu oznaczającego głośny wybuch śmiechu, i "cat", czyli kot. Typowy lolcat to po prostu zdjęcie kota, który robi zabawną minę albo został uchwycony w śmiesznej pozycji. Towarzyszy temu podpis gwarantujący, że odbiorca przynajmniej się uśmiechnie, jeśli już nie wybuchnie głośnym "lolem".
Do najsłynniejszych lolcatów należy zdjęcie kota spaślaka podpisane "I can haz cheeseburger?", czyli mniej więcej "Ja mogę cheeseburgera?". Do kanonu lolcatów należy bowiem specyficzny język, jakim owe kotki się posługują, będący silnie zniekształconym i zinfantylizowanym angielskim internetowym slangiem.
Popularność lolcatów wynika z tego, że jak mało co potrafią przełamywać lody i łagodzić konflikty. W internecie, jak wiadomo, bardzo łatwo się z kimś o coś pokłócić - pozornie niewinna wymiana zdań na zupełnie neutralny temat może się przerodzić w polityczny bój, w którym wszyscy będą sobie wymyślać od najgorszych.
Na przykład niewinna informacja o pojawieniu się nowego modelu Canona na grupie dyskusyjnej o fotografii cyfrowej poprzez ciąg skojarzeń "ile kosztuje i dlaczego tak drogo" -> "bo socjalistyczne państwo dławi nas podatkami" potrafi bardzo szybko zejść na dyskusję o tym, czy Oleksy był agentem.
Lolcaty tymczasem, jeśli w ogóle dzielą ludzkość, to tylko na dwie kategorie - tych, którzy je lubią, i tych, którzy ich nie znają. Jest coś tak uroczego w zdjęciu kotka rozmawiającego z buddyjskim mnichem (mnich: "Zabawa, cheeseburgery i drzemki? Naprawdę na tym polega cały sens życia?"; kotek: "Zaczynasz jarzyć, łysolu"), że jeśli twój internetowy przeciwnik będzie w stanie swoją tezę uzasadnić jakimś lolcatem a propos, wybaczysz mu nawet to, że nie da się nawrócić na twoje poglądy.
Lolcatów pasujących tematycznie do różnych poważnych dyskusji na tematy filozoficzne tymczasem nie brakuje. Do ilustrowania tematyki religijnej najczęściej służy popularne zdjęcie "kota na suficie", czyli "ceiling cat" (przedstawia kota wysuwającego łepek przez dziurę w stropie gipsokartonowym). Oczywiś-cie jest też "kot piwniczny" ("basement cat"), czyli metafora Szatana.
Na język lolcatowy przetłumaczono już całą Biblię (Genesis 1,3: "At start, no has lyte. An Ceiling Cat sayz, i can haz lite? An lite wuz") - można ją znaleźć pod adresem http://www.lolcatbible.com.
Zjawisko lolcatów nie ogranicza się tylko do kotów - one fotografowane są najczęściej, ale bywają też podobne zdjęcia niedźwiedzi, kangurów i sów. Słynna sowa "o rly?" ("czyżby"?), która na zdjęciu zdaje się robić minę pełną sceptycznego niedowierzania, często w internecie bywa przywoływana jako elegancka forma zakwestionowania słów przedmówcy.
Zwierzątka cywilizują dyskusję - może zdjęcie kota Alika mówiącego "I can haz lustration?" okaże się właśnie tym, czego Jarosław Kaczyński potrzebuje do pozyskania polskiej inteligencji?