Dlaczego? Bo mało kto wie, że minister edukacji Katarzyna Hall przygotowała nowe rozporządzenie maturalne.
Wynika z niego, że na maturze w 2010 r. każdy uczeń będzie musiał zdać trzy przedmioty obowiązkowe: język polski i obcy (pisemnie i ustnie) oraz matematykę (pisemnie), na jednakowym poziomie trudności. Zaliczenie ich z wynikiem 30 proc. daje świadectwo maturalne. Ale uczniowie będą mogli również zdawać aż do sześciu nieobowiązkowych przedmiotów, na poziomie albo podstawowym (łatwiejszym), albo rozszerzonym (trudniejszym). To będzie się liczyło tylko w rekrutacji na
studia.
Tylko że ministerstwu nie wolno zmieniać matury później niż na dwa lata przed terminem egzaminu. Tak stanowi prawo. A MEN właśnie łamie tę zasadę, bo zmienia maturę na maj 2010. Jak to tłumaczy?
- Uznaliśmy, że można tak zrobić, skoro nie ograniczamy możliwości uczniów, tylko poszerzamy, i to jedynie dla chętnych - mówi Grzegorz Żurawski, rzecznik MEN.
Jeszcze przed wakacjami nie było mowy o takiej maturze. Obowiązywało rozporządzenie z września 2008 r. z zasadą, że jako dodatkowe można wybrać tylko trzy przedmioty (podobnie jak w roku szkolnym 2008/09).
Taka informacja widnieje nadal na stronie CKE, bo nowe rozporządzenie minister Hall podpisze przed początkiem roku szkolnego.
W dodatku uczniowie i nauczyciele pamiętają z ubiegłorocznych zapowiedzi MEN, że przedmioty dodatkowe będzie można zdawać tylko na jednym (rozszerzonym) poziomie. Jeszcze wczoraj 18-letni Kuba, maturzysta z Warszawy, tłumaczył mi, że tak będzie sprawiedliwiej. - Żeby uczniowie słabsi nie nabijali sobie wyższej punktacji łatwiejszym egzaminem - mówił. Nie wiedział, że poziomy będą do wyboru, a przedmiotów dodatkowych można zdawać nawet sześć, nie trzy.
Krzysztof Konarzewski, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, która przygotowuje testy na egzamin maturalny: Sam się w tych zmianach gubię
Mimo to zmiany wprowadzane przez MEN chwali. - Im więcej przedmiotów do wyboru, tym większe szanse w dostaniu się na różne
kierunki studiów - uważa Kuba.
Nie odstrasza go nawet to, że z powodu zmian niektóre przedmioty będzie musiał zadawać podwójnie: bo np. polski obowiązkowo będzie zdawał tylko na poziomie podstawowym. A gdyby chciał studiować polonistykę, potrzebowałby egzaminu rozszerzonego. Żeby go mieć, będzie musiał wybrać polski jako dodatkowy i zdawać drugi raz.
- Z wieloma dyrektorami liceów postulowaliśmy te zmiany - cieszy się również Anna Sobala-Zbroszczyk, dyrektor II SLO w Warszawie. Gani jednak MEN za wprowadzanie zmian naprędce: - Wpajamy uczniom, że powinni planować naukę i swoją dalszą karierę. A MEN od lat im udowadnia, że można zasady tak ważnego i obszernego egzaminu zmieniać w ostatniej chwili.
- Sam się w tych zmianach gubię - przyznał "Gazecie" Krzysztof Konarzewski, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, która przygotowuje testy na egzamin maturalny. Żeby opowiedzieć o maturze na 2010 r., musiał sprawdzać wszystko w dokumentach. Pomyłki nie uniknęło nawet biuro prasowe MEN. W odpowiedzi na nasze pytanie, dlaczego zmieniają kształt egzaminów w ostatniej chwili, podało: "Dzięki tej zmianie maturzyści będą mogli zdawać tyle samo dodatkowych egzaminów co do tej pory". Przypominamy: do tej pory uczeń mógł wybrać maksymalnie trzy egzaminy dodatkowe, a po zmianie będzie mógł zdawać aż sześć.
Konarzewski ze śmiechem: - Liczę, że w 2015 r., kiedy wreszcie do matury podejdzie rocznik uczący się według nowej podstawy programowej, skończą się te gwałtowne zmiany w przepisach, a egzamin się ustabilizuje.
Nie ma jednak takiej pewności. Bo tzw. nowa matura wprowadzona w 2005 r. zmienia się każdego roku i zazwyczaj w ostatniej chwili. Rekordzistą był pod tym względem Roman Giertych, minister edukacji z LPR - w 2006 r. wprowadził tzw. amnestię maturalną już po... ogłoszeniu wyników. Minister Hall na początku kadencji obiecywała, że nie będzie w edukacji zmian gwałtownych i w pośpiechu. Dlaczego więc majstruje przy maturze kilka miesięcy przed egzaminem? - Wprowadzamy te zmiany po sugestiach uczniów i uczelni - odpowiada rzecznik Żurawski. - To da uczniom lepsze szanse w rekrutacji.
Kto się połapie, czyli skrócona historia nowej matury 2002 - szkoły szykują się do nowej matury, zaplanował ją trzy lata wcześniej rząd AWS-UW. Ma być jednakowa w całym kraju, porównywalna, sprawdzana poza szkołą. Ale rząd zdążył się zmienić. Minister edukacji Krystyna Łybacka (
SLD) odsuwa wprowadzenie matury, mogą ją zdawać pilotażowo tylko chętni;
2005 - wchodzi nowa matura. Bez obowiązkowej matematyki, choć według założeń miała właśnie na maturę wrócić. Obowiązkowe są: język polski i obcy (ustnie i pisemnie) oraz wybrany przedmiot; wszyscy zdają poziom podstawowy (łatwiejszy), chętni mogą również rozszerzony (piszą drugi test tego samego dnia). Uczeń może jeszcze wybrać do trzech przedmiotów dodatkowych tylko na poziomie rozszerzonym. To się liczy do rekrutacji na studia;
2006 - nowy minister edukacji w rządzie PiS-LPR-
Samoobrona Roman Giertych chce mieć sukces. A matura nie poszła najlepiej. Już po ogłoszeniu wyników MEN wprowadza amnestię. Zalicza maturę tym, którzy nie zdali tylko jednego przedmiotu. Prawo ma obowiązywać również w następnych latach;
2007 - matura kosztuje za dużo. Minister Giertych zmienia zasady: uczniowie mają wybierać - zdają albo egzamin na poziomie podstawowym, albo na poziomie rozszerzonym. Uczelnie nie zdążyły wprowadzić zmian w rekrutacji, wiec minister stosuje przelicznik: nie zdawałeś matury podstawowej? MEN przeliczy ci punkty i wpisze "fikcyjny" wynik na świadectwie;
2007- Trybunał Konstytucyjny uchyla amnestię maturalną i przelicznik punktów;
2008/09 - nadal trzy egzaminy obowiązkowe - uczeń wybiera, czy zdaje podstawowy czy rozszerzony (uczelnie dostosowały rekrutację, nie ma przelicznika) i do trzech dodatkowych tylko na poziomie rozszerzonym;
2010 - trzy egzaminy obowiązkowe: język polski i obcy, ale zamiast jednego przedmiotu do wyboru, wchodzi obowiązkowa
matematyka. Wszystkie na poziomie podstawowym. I do sześciu przedmiotów dodatkowych, na poziomie podstawowym albo rozszerzonym.