Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Tak orzekł w czwartek prawomocnie Sąd Apelacyjny w Warszawie. Według "Sąsiadów" Czesław Laudański był aktywnym uczestnikiem wydarzeń w Jedwabnem, gdzie w lipcu 1941 r. mieszkańcy wymordowali Żydów. Na dowód wskazywał cytaty z procesu uczestników pogromu w Łomży z 1949 r. Krytycy Grossa wskazywali, że Laudański mógł nie być na miejscu zbrodni, bo leżał chory po wypuszczeniu z sowieckiego więzienia. A w aktach procesu nie ma takich stwierdzeń, jakie pojawiły się w książce.
Tak orzekł w czwartek prawomocnie Sąd Apelacyjny w Warszawie. Według "Sąsiadów" Czesław Laudański był aktywnym uczestnikiem wydarzeń w Jedwabnem, gdzie w lipcu 1941 r. mieszkańcy wymordowali Żydów. Na dowód wskazywał cytaty z procesu uczestników pogromu w Łomży z 1949 r. Krytycy Grossa wskazywali, że Laudański mógł nie być na miejscu zbrodni, bo leżał chory po wypuszczeniu z sowieckiego więzienia. A w aktach procesu nie ma takich stwierdzeń, jakie pojawiły się w książce.
Gross po ujawnieniu tego przyznał się do błędu. Z kolejnego wydania "Sąsiadów" wycofał te informacje. Równocześnie stwierdził, że Laudański wychował synów na "zacietrzewionych nacjonalistów, morderców, zdrajców i kolaborantów".
Tymi słowami poczuł się urażony Kazimierz, syn Czesława Laudańskiego. Domagał się przeprosin na łamach "Rzeczpospolitej", "Los Angeles Times", "Times" i "The Washington Post". Po trwającym siedem lat procesie w 2008 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok. Uznał, że wprawdzie doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda i jego ojca, ale działanie Grossa nie było bezprawne.
Sędzia Jacek Tyszka uzasadniał, że "Sąsiedzi" to "prawda historyczna". - Powód podnosił, że jego ojciec został uniewinniony w 1949 r., ale strona pozwana słusznie podnosiła, że wyrok uniewinniający nie jest dowodem na to, że osoba nie popełniła danego czynu - mówił sędzia. Powołał się na zeznania świadków pogromu, którzy mówili m.in., że Czesław Laudański "stał wtedy z Niemcami" i że "pędził Żydów do stodoły". Dlatego sąd uznał, że Gross miał prawo w ramach wolności badań napisać o Laudańskim, iż uczestniczył w zbrodni.
Sąd uznał też, że Gross miał prawo napisać, że Laudański "wychował synów na zacietrzewionych nacjonalistów, morderców, zdrajców i kolaborantów" - choć sędzia podkreślił, że nie ocenia, czy tak ostre sformułowania przystoją historykowi. Sędzia powołał się na fakt, że dwaj synowie Czesława - Jerzy i Zygmunt - byli skazani w 1949 r. za udział w zbrodni w Jedwabnem. Sędzia zwrócił uwagę, że Jerzy służył podczas okupacji niemieckiej w hitlerowskiej żandarmerii, a Zygmunt podczas wcześniejszej okupacji sowieckiej był konfidentem NKWD.
W czwartek pełnomocnik Laudańskiego mec. Jerzy Naumann argumentował, że godność ludzka stoi w hierarchii wartości ponad wolnością słowa, czego jego zdaniem sąd okręgowy nie dostrzegł. Z kolei pełnomocnik Grossa mec. Ryszard Siciński przypominał słowa Kazimierza Laudańskiego, że pogrom Żydów w Jedwabnem był "świętym gniewem".
Ostatecznie sąd apelacyjny podtrzymał wyrok. W ustnym uzasadnieniu sędzia Katarzyna Polańska-Farion stwierdziła, że "cel jego publikacji zasługuje na aprobatę społeczną i uzasadnia działanie w obronie interesu społecznego" oraz że Gross miał prawo uznać Czesława Laudańskiego za aktywnego uczestnika pogromu. Zaś uwaga o wychowaniu synów, choć - jak zaznaczyła - wynikała z ostrego ataku na autora "Sąsiadów" i była formą obrony.
W "Sąsiadach" Gross opisał pogrom dokonany przez polskich mieszkańców Jedwabnego na miejscowych Żydach. Zdaniem Grossa zginęło 1600 Żydów, natomiast śledztwo
IPN stwierdziło śmierć "nie mniej niż 340 Żydów". Zdaniem IPN zbrodni dokonali Polacy, ale inspiratorami byli Niemcy.