http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zarzuty dla łobuzów spod KDT

Grzegorz Lisicki
2009-07-24, ostatnia aktualizacja 2009-07-24 00:51

Naruszenie nietykalności cielesnej policjantów i dążenie do udaremnienia egzekucji komorniczej - takie przestępstwo zarzuca prokuratura aresztowanym we wtorkowych zamieszkach w Warszawie.


Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta
ZOBACZ TAKŻE
GALERIA ZDJĘĆ

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Policja wciąż wyłapuje biorących udział w burdzie. W środę wieczorem np. znalazła 14-latka, który rzucał kamieniami w funkcjonariuszy. - Takich osób będzie więcej - mówi Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji. Dotychczas prokuratura postawiła zarzuty 17 osobom zatrzymanym jeszcze we wtorek pod halą. - Sześć z nich przyznało się do winy - mówi Mateusz Martyniuk, rzecznik stołecznej prokuratury okręgowej.

Zarzuty postawiono na podstawie nagrań wideo i zeznań świadków. Spośród szóstki skruszonych chuliganów, czterech zgodziło się dobrowolnie poddać karze: pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata i tysiąc złotych grzywny.

W sprawie zatrzymanych osób głos zabrała spółka Kupieckie Domy Towarowe, były właściciel hali, do której wejście komornika wywołało we wtorek zamieszki. - Spośród 22 aresztowanych we wtorek osób tylko sześć miało coś wspólnego ze spółką. Zarzuty ma tylko jedna osoba, syn udziałowca - mówi Damian Grabiński, rzecznik KDT.

Wczoraj rozpoczęto wydawanie kupcom ich towaru i wyposażenia stoisk z zajętej przez komornika hali. W obawie o bezpieczeństwo warszawski ratusz zdecydował, że rzeczy będzie mogło odbierać tylko 10 osób dziennie. Wszystko przebiega spokojnie, dlatego prawnicy KDT wynegocjowali zwiększenie do 25 osób dziennie. Ci, którzy zostawili w hali drobne rzeczy osobiste (dokumenty, leki, kluczyki od samochodów), będą mogli odebrać je poza kolejnością.

Jako pierwsi towar odzyskają właściciele stoisk od strony Pałacu Kultury i Nauki, gdzie we wtorek w ciasnych alejkach toczyły się najostrzejsze walki. Część boksów jest zdemolowana, towar zalany wodą z hydrantów, których używali broniący hali. Kupcy zaczynają się też interesować lokalami użytkowymi oferowanymi przez stołeczny ratusz (jest ich ok. 200). - Kilka osób pytało o miejsca handlowe na stacji metra Młociny - mówi Tomasz Andryszczyk, rzecznik ratusza.

Jest tam największy w kraju węzeł komunikacyjny: metro, około 20 linii tramwajowych i autobusów miejskich, podmiejskich i nocnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':