Nowa ekipa z Białego Domu nie udzieliła jednak podobnego poparcia gruzińskiemu prezydentowi Micheilowi Saakaszwilemu, ulubieńcowi Busha.
Biden, wysłany przez Obamę w podróż na Ukrainę i do Gruzji, oświadczył w czwartek w Tbilisi, że
USA nie tylko nie uznają niepodległości zbuntowanych gruzińskich prowincji Abchazji i Osetii Południowej, ale będą przekonywać inne państwa, aby także bojkotowały separatystów. Na razie niepodległość Abchazji i Osetii Płd., oderwanych od Gruzji po ubiegłorocznej wojnie, uznała ich protektorka
Rosja oraz Nikaragua.
Amerykański wiceprezydent zapewniał gruzińskich gospodarzy, że nie muszą się obawiać, iż zabiegając o względy Rosji, Obama zapomni o sojusznikach w byłym ZSRR i Europie Środkowej. Inaczej jednak niż Bush i jego ministrowie, Biden podkreślił w Tbilisi, że amerykańskie wsparcie dla Gruzji nie jest tożsame z bezkrytycznym popieraniem tutejszego prezydenta.
W środę Biden spotkał się z przywódcami gruzińskiej opozycji żądającymi dymisji i głowy Saakaszwilego za wplątanie Gruzji w zeszłoroczną wojnę i za jego autorytarne - ich zdaniem - ciągotki. W czwartek zaś, przemawiając w parlamencie, wiceprezydent USA oznajmił, że "Gruzję czeka jeszcze wiele pracy, aby umocnić demokrację". Bush stawiał Saakaszwilego za wzór demokraty, w podzięce gruziński prezydent nazwał imieniem Busha ulicę i plac w stolicy.
Według amerykańskich dyplomatów Biden zignorował też prośby Saakaszwilego o uzbrojenie gruzińskiej armii w nowoczesną broń przeciwlotniczą i przeciwpancerną, a także o przysłanie obserwatorów, którzy rozmieszczeni na granicach z Abchazją i Osetią powstrzymywaliby Rosję przed nową napaścią na Gruzję.
Biden niczego nie obiecał, za to powiedział Saakaszwilemu wprost, że nie powinien nawet myśleć o odbiciu siłą zbuntowanych republik i że w ogóle powinien powstrzymać się od wszelkich działań, które mogłoby sprowokować Rosję do wojny. W czwartek rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Grigorij Karasin ponownie oskarżył Gruzję o szykowanie się do nowej wojny i przestrzegł niewymienione z nazwy państwa przed próbami uzbrajania gruzińskiego wojska.
Zdaniem dyplomatów o tym, że gruziński prezydent nie jest już takim ulubieńcem Waszyngtonu, świadczyć miało też to, że na spotkaniu z dziennikarzami Gruzin nazywał Bidena po imieniu, podczas gdy starszy od Saakaszwilego Amerykanin zwracał się do gospodarza "panie prezydencie".