http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ucywilizować łowców nieszczęść

Marcin Bojanowski
2009-07-23, ostatnia aktualizacja 2009-07-22 23:06

Kancelarie są potrzebne, by chronić interesy klientów firm ubezpieczeniowych. Ale nie tak, jak to robią dzisiaj


Rys. Jacek Gawłowski
ZOBACZ TAKŻE
Ojciec siedzi w szpitalu przy łóżku płaczącego z bólu syna. Kilkanaście minut wcześniej samochód, którym jechali, wypadł z drogi i uderzył w drzewo. Diagnoza: pęknięty w dwóch miejscach kręgosłup. Wieczorem chłopca czeka operacja.

Na korytarzu do ojca podchodzi mężczyzna. Przedstawia się jako agent kancelarii odszkodowawczej. - Pomożemy, trzeba tylko tu podpisać - podsuwa dokumenty.

Ojciec podpisuje. Bo potrzebuje pieniędzy na leczenie dziecka.

Potem okaże się, że 40 proc. odszkodowania będzie musiał oddać kancelarii. - Tak było w umowie - usłyszy, gdy będzie się stawiał. Poskarżyć się nikomu nie może. Dokumentacja jest poufna. Tak było w umowie.

Nikczemność? Podłość? To codzienna praktyka agentów kancelarii odszkodowawczych. "Gazeta Wyborcza" od poniedziałku opisuje, jak ich agenci, wykorzystując szok po wypadku, nagabują klientów w szpitalach i na cmentarzach. Żeby zdobyć informacje, korumpują lekarzy, pielęgniarki, laweciarzy, policjantów.

O procederze od miesięcy wiedzą instytucje państwowe: Komisja Nadzoru Finansowego, Rzecznik Ubezpieczonych, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Także Ministerstwo Finansów.

Wiedzą, ale umywają ręce.

KNF tłumaczy, że kancelarie nie podlegają jej kontroli. Rzecznik, że może tylko prosić, ale do niczego ich nie zmusi. UOKiK zakazał jednej z kancelarii stosowania niekorzystnych dla klientów zapisów w umowach. Co z tego, skoro pozostałe robią dokładnie to samo.

Najbardziej kuriozalnej odpowiedzi udzielił resort finansów. Usłyszeliśmy, że trwają konsultacje na szczeblu unijnym. Co i dlaczego tam jest konsultowane, nie chciano nam zdradzić. Przecież jak czegoś nie chce się zrobić, zawsze można zwalić na Unię. Najprostsza wymówka.

Lament podniosły towarzystwa ubezpieczeniowe. Biadolą teraz nad krzywdą swoich klientów, jak gdyby nie dostrzegały, że same popchnęły ich w ręce łowców nieszczęść. Nie dochodziłoby do opisanych przez "Gazetę" patologii, gdyby nie gehenna, jaką muszą przejść ofiary wypadków w walce o odszkodowanie. Towarzystwa ubezpieczeniowe robią wszystko, żeby nie wypłacić pieniędzy albo wypłacić jak najmniej.

W zderzeniu z ubezpieczeniowymi gigantami ludzie są bezradni. Skomplikowane zapisy umów stawiają ich na z góry przegranej pozycji i czynią łatwym łupem dla kancelarii odszkodowawczych. Zwłaszcza że te mają mocną kartę przetargową: doświadczonych w bojach o odszkodowania prawników znających kruczki stosowane przez ubezpieczycieli.

Dlatego towarzystwa najchętniej zakazałyby działania kancelarii. To najgorsze rozwiązanie. Kancelarie są potrzebne, by chronić interesy klientów firm ubezpieczeniowych. Tylko ich działalność trzeba jak najszybciej ucywilizować.

- Najważniejsze jest ograniczenie horrendalnie wysokich prowizji. Prawo już przecież reguluje zarobki radców prawnych, notariuszy, komorników. Dlaczego nie kancelarii odszkodowawczych?

- Druga rzecz, kto może pracować dla kancelarii. Żeby zostać akwizytorem funduszu emerytalnego, trzeba przejść specjalny kurs, wykazać się wiedzą i spełnić wiele innych warunków formalnych. Dlaczego podobnie nie miałoby być w przypadku agentów kancelarii?

- I na koniec - każdy klient kancelarii musi mieć prawo do odszkodowania za błędy przez nią popełnione. Tutaj akurat wystarczy wykupienie polisy ubezpieczeniowej odpowiedzialności cywilnej, takiej, jaką mają np. adwokaci. Konieczny jest też nadzór KNF nad działalnością kancelarii.

Nie może być tak, że kolejne instytucje państwowe umywają ręce, spychając odpowiedzialność na kogoś innego. Uregulować działalność kancelarii jak najszybciej musi rząd. Jeśli ministrowie nie mogę się porozumieć, kto ma to zrobić - niech rozstrzygnie premier. Najlepsze byłoby Ministerstwo Pracy, gdzie powstawały przepisy dotyczące m.in. akwizytorów funduszy emerytalnych czy agentów ubezpieczeniowych.

Kodeks etyczny, który zaproponowały same kancelarie, nie wystarczy. Pacjent sam się nie wyleczy. Tu potrzeba lekarza.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':