Pacjenci z chorobami układu krążenia i cukrzycą od zawsze leczyli się u specjalistów - kardiologa lub diabetologa. Do lekarzy rodzinnych chorzy z obydwu grup chodzili tylko po to, żeby dostać receptę zapewniającą leki na kolejne miesiące. Wizyty były finansowane w ramach płaconej przez Fundusz stawki kapitacyjnej, czyli 98 złotych rocznie za każdego zapisanego do danego lekarza pacjenta. W tym roku to się zmieniło: - Spełniając postulaty lekarzy, wprowadziliśmy dodatkowe finansowanie. Teraz jeśli pacjent z chorobą przewlekłą systematycznie leczony jest przez lekarza rodzinnego, Fundusz płaci za niego trzy razy wyższą stawkę - wyjaśnia Edyta Grabowska, rzecznik prasowy
NFZ.
Czyli zamiast 98 złotych rocznie - prawie 300. Po wprowadzeniu tego przepisu tylko w Małopolsce liczba deklarowanych przez lekarzy rodzinnych pacjentów z cukrzycą i chorobami układu krążenia wzrosła ze 164 tys. do 400 tys. - Aby za nich zapłacić, potrzebujemy w tym roku ok. 119 mln zł więcej w stosunku do pierwotnego planu - mówi Jolanta Pulchna z małopolskiego oddziału Funduszu. Gwałtowny wzrost wydatków zanotowano w całej Polsce.
W Krakowie analitycy Funduszu sprawdzali, czy pacjenci z cukrzycą i chorobami układu krążenia wykupują recepty wypisywane przez lekarzy rodzinnych. Okazało się, że 10 proc. chorych na cukrzycę i 15 proc. chorych na serce nie idzie z nimi do aptek. Gdy Fundusz poprosił wystawiających recepty lekarzy o wyjaśnienia, usłyszał, że chorzy nie wykupują leków, bo nie słuchają zaleceń medycznych.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że Fundusz chciałby wycofać się z płacenia specjalnej stawki, ale zdaniem wiceministra zdrowia Marka Twardowskiego zapis o wyższym finansowaniu powinien być utrzymany m.in. dlatego, że lekarze rodzinni w Polsce mało zarabiają w porównaniu z kolegami z zagranicy.