http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biden u Saakaszwilego i gruzińskiej opozycji

wj, mk
2009-07-23, ostatnia aktualizacja 2009-07-22 21:41

- Przyjechałem przekazać wam prostą wiadomość: Ameryka wspiera Gruzję. Ameryka jest i będzie z Gruzją - mówił wczoraj w Tbilisi wiceprezydent USA Joe Biden

Prezydent Saakaszwili (z prawej) i wiceprezydent Biden wczoraj w Tbilisi
Fot. DAVID MDZINARISHVILI REUTERS
Prezydent Saakaszwili (z prawej) i wiceprezydent Biden wczoraj w Tbilisi
Głównym zadaniem Bidena w czasie tej wizyty jest zapewnienie władz w Tbilisi, że Ameryka nie zapomni o Gruzji, nawet zabiegając o przyjaźń Rosji.

Gruzini zgotowali Amerykaninowi królewskie przyjęcie. W drodze z lotniska do centrum miasta Amerykanina witały tłumy, ludzie przynieśli amerykańskie i gruzińskie flagi, a niektórzy transparenty z napisami: "Nie zapomnijcie o nas" i "Stop okupacji". Te ostatnie nawiązywały do obecności rosyjskich oddziałów w Osetii Południowej i Abchazji - zbuntowanych prowincjach gruzińskich.

- Joe, mój drogi przyjacielu - zwraca się do Bidena prezydent Micheil Saakaszwili i dziękował mu za amerykańskie poparcie dla "gruzińskiej sprawy". Biden nie omieszkał jednak upomnieć Saakaszwilego w sprawie ograniczeń nakładanych na media i niechęci do dzielenia się władzą z opozycją. - Mówiłeś coś o protestach? Witaj w demokracji - zażartował.

Gruzja pod rządami Saakaszwilego stała się jednym z najwierniejszych sprzymierzeńców USA na obszarze byłego ZSRR. Razem z innymi państwami postsowieckimi, a także postkomunistycznymi z Europy Wschodniej niepokoi się, że dążąc do "ułożenia na nowo" stosunków z Kremlem, administracja prezydenta Baracka Obamy będzie okazywać się zdecydowanie bardziej ustępliwa wobec Kremla.

Podróż Bidena najpierw na Ukrainę, a teraz do Gruzji ma podkreślić, że zmiana przywódcy w Waszyngtonie w niczym im nie zagraża. Wczoraj rano w Kijowie Biden podkreślał, że USA "nie uznają niczyjego prawa do posiadania stref wpływów, które ograniczałyby prawo państw do dokonywania niezależnych wyborów". To replika na deklarację Dmitrija Miedwiediewa po wygranej w ubiegłorocznej wojnie z Gruzją. Prezydent Rosji obwieścił wtedy, że "Moskwa ma uprzywilejowaną strefę interesów na obszarze byłych republik ZSRR, a także wschodnioeuropejskich państw podległych Kremlowi w epoce komunizmu".

Podczas dwudniowej wizyty w Tbilisi Biden spotka się też z politycznymi wrogami Saakaszwilego. Od kwietnia demonstrują oni na ulicach gruzińskiej stolicy, domagając się jego dymisji. Przed wizytą wiceprezydenta USA, aby wytrącić swoim przeciwnikom argumenty z rąk, Saakaszwili obiecał opozycji przedterminowe wybory samorządowe, zmiany w ordynacji wyborczej gwarantujące więcej praw emigrantom, głównie z Rosji, a także odpolitycznienie telewizji publicznej.

Opozycja, która domaga się ustąpienia prezydenta i nowych wyborów głowy państwa, jeszcze przed wizytą opublikowała otwarty list do gościa, w którym wezwała go, by "wysłuchał uważnie głosu narodu gruzińskiego".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':