http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dwóch ludzi z lasem

Katarzyna Bielas
2009-07-23, ostatnia aktualizacja 2009-07-22 15:54

Film "Las" i projekt "Walka, miłość i praca" do zobaczenia na festiwalu Era Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Rozmowa z Piotrem Dumałą

Piotr Dumała
Fot. Adam Kozak/AG
Piotr Dumała
Instalacja ''Walka, miłość i praca''
Instalacja ''Walka, miłość i praca''
Stanisław Brudny (z lewej) i Mariusz Bonaszewski w filmie ''Las''
Stanisław Brudny (z lewej) i Mariusz Bonaszewski w filmie ''Las''
Patrzę na okno, łóżko, na siedzącą postać w twoim pierwszym aktorskim filmie "Las" - są takie same jak w filmach animowanych. Tam, gdzie siedzi zgarbiony Bonaszewski, przed chwilą mógł siedzieć narysowany Raskolnikow. To nawiązanie do "Zbrodni i kary"?

- Nie, to jest myślenie plastyka, sam byłem przecież scenografem "Lasu".

Wszystko wywodzi się z głębi moich wspomnień. Pamiętam fantazję czy sen z dzieciństwa: leżałem w łóżeczku i wydawało mi się, że koło mnie siedzi zgarbiona kobieta w chustce, opuszczona głowa, nie widać twarzy. Nikogo nie było w mieszkaniu albo wszyscy spali. Zamknąłem oczy, po jakimś czasie otworzyłem, jej już nie było. Ale ta zgarbiona sylwetka przy łóżku została we mnie. To mój osobisty, wewnętrzny archetyp. Pojawiła się też np. w "Łagodnej".

W pewien sposób animowałem Bonaszewskiego. Ustawiałem go tak, jakbym go rysował.

Zawsze mówiłeś, że w pracy wykorzystujesz sny.

- Prawie nie mam już do nich dostępu. Dawniej bardzo mi pomagały. Śniły mi się gotowe historie, wstawałem i spisywałem. Tak jakbym miał dobrego duszka, krasnoludka, który coś za mnie robi, cichego wspólnika.

Motywy ze snów są w moich rysunkach, opowiadaniach, prawie wszystkich w zbiorze "Gra w żyletki". Także w filmach, np. w "Czarnym Kapturku" - wilk natrząsa się z Kapturka, a on otwiera paszczę i pożera go. Albo "Wolność nogi" - noga ucieka przez pusty plac, a gonią ją inwalidzi.

Gdzie ten duszek przepadł?

- Wypłoszyło go zmęczenie, które daje mi się we znaki, odkąd urodziła się moja córka. Przestałem pamiętać sny. Wydaje mi się, że dalej je mam, nawet ciekawe, ale kiedy się budzę, znikają. Często nie budzę się naturalnie - to dziecko mnie niechcący uderzy, kopnie w usta, zapłacze. Wydaje mi się, że rzeczywistość jest tak mocna, intensywna, że sny się chowają. Tylko kilka razy pod wpływem bardzo silnej pracy woli udało mi się do nich dokopać.

Brakuje ci ich?

- Tak. Po prostu chciałbym wiedzieć, co tam się dzieje. Teraz czuję się, jakby coś obok mnie się wydarzało, a ja nie mogę tam wejść, zobaczyć. Albo jakbym miał permanentny zanik pamięci. To męczące.

Rozmawiałem z psychologiem, uważa, że sny wrócą, jeśli porządnie odpocznę.

Skąd wzięli się ci dwaj mężczyźni idący przez las? Starszy - Stanisław Brudny i młodszy - Mariusz Bonaszewski, pewnie filmowi ojciec i syn.

- Jedną z inspiracji była XVI-wieczna historia alchemika Johna Dee i jego asystenta Edwarda Kelleya, którzy zagubili się w lesie. John Dee był wielkim magiem, nadwornym alchemikiem królowej Elżbiety, a jego asystent przez lata najważniejszym alchemikiem na dworze cesarza Rudolfa II w Pradze. Zanim nie odkryli, że jest oszustem, i nie wsadzili do wieży. Wydało mi się dowcipne, że ci dwaj cwani dorośli faceci, którzy przepowiadali królom przyszłość i rozmawiali z duchami w wymyślonym przez siebie języku enochiańskim, zgubili się i błąkali w puszczach polskich w czasach Stefana Batorego. Łowili ryby i zbierali grzybki. To postaci historyczne, opisane m.in. w książce "Praga magiczna".

Przyśniło mi się, że jeden z nich umarł w tym lesie. Potem, gdy konstruowałem scenariusz, doszły różne moje doświadczenia życiowe.

Z ojcem? Równoległa, druga część filmu dzieje się w domu, syn opiekuje się umierającym ojcem.

- Ten film to fikcja, ale ma oczywiście związek z życiem. Dopiero cztery lata po śmierci ojca odważyłem się coś na ten temat napisać. Film powstał kolejne dwa lata później.

Z jakiej potrzeby wynikło przejście od animacji do filmu aktorskiego, choć z animowanym prologiem?

- Ta potrzeba wykluwała się od dawna, a wydobyła się całkowicie na światło dzienne po "Zbrodni i karze", pełnometrażowej animacji, którą realizowałem samotnie przez 3,5 roku, a efekt mnie rozczarował.

"Las" w planach, z których zrezygnowałem, miał być w sposób niezauważalny przetykany animacją. To miały być szczegóły, chmurka, kwiatek, szklanka. Nie chciałem oczywiście podrysowywać aktorów - że nagle przechodzi rysunkowy Bonaszewski. To byłoby jak komiks Rosińskiego o mistrzostwach w piłce nożnej, gdzie gole strzela narysowany Kaziu Deyna. Kiedy jednak skończyłem i zmontowałem film, okazało się, że tak szczelnie się wszystko domyka, że nie ma gdzie tej animacji wcisnąć, trzeba zmienić koncepcję.

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':