Pan Konrad szkoli mnie w warszawskim biurze Grupy Finansowo-Inwestycyjnej - Ubezpieczenia. To jedna z większych spośród 300 kancelarii odszkodowawczych, które działają w kraju.
Kancelarie obiecują, że pomogą ofiarom wypadków drogowych wywalczyć godne odszkodowanie. Przekonują - nie bez przyczyny - że ubezpieczyciel zrobi wszystko, by zaniżyć jego wysokość.
Od wczoraj opisuję w "Gazecie" nieetyczne metody pracy niektórych kancelarii - ich agenci nagabują rannych w szpitalach oraz rodziny ofiar na cmentarzach. W umowach gwarantują sobie horrendalną i niezależną od nakładów prowizję, nawet 40 proc. odszkodowania.
Odpowiedziałam na ogłoszenia o pracy dwóch kancelarii, w tym GFI, by poznać metody ich działania.
- Liczy się prowizja - pan Konrad nie pozostawia złudzeń. - Nie bierzemy spraw drobnych - takich, w których odszkodowanie nie przekroczy 5 tys. zł. To zalecenie z centrali. Mamy wysokie koszty, a każda sprawa musi się firmie opłacać.
Co to oznacza w praktyce?
- Nie interesują nas ogólne potłuczenia. Bierzemy tylko złamania i poważniejsze urazy.
Pacjent sam się podpisuje
- Uwaga! My nie kupujemy danych osobowych, bo za to ściga prokurator - poucza mnie pan Konrad.
Mogę jednak zbudować sieć "punktów informacyjnych". Te punkty to tak naprawdę informatorzy zatrudnieni np. w szpitalach czy zakładach pogrzebowych.
Z każdym mam podpisać oficjalną umowę o dzieło, np. na prowadzenie akcji informacyjnej na temat odszkodowań albo badań marketingowych. - Taka pielęgniarka podtyka ankietę pacjentowi, ten sam się podpisuje i podaje wszystkie informacje. To takie obejście przepisów - wyjaśnia pan Konrad.
Chwali się, że sam ma kilkadziesiąt "punktów". Płaci im po 100 zł za każdy namiar.
100 zł za dane ofiary wypadku to standardowa stawka, o podobnej kwocie mówiła mi dyr. Edyta Kowalczyk na szkoleniu innej kancelarii - Europejskiego Centrum Odszkodowań. Rozmowę z nią opisałam wczoraj.
Pani Edyta jako przyszła szefowa uczyła mnie, jak korumpować policjantów, ratowników pogotowia, strażaków, pomoc drogową, pielęgniarki, rehabilitantów, lekarzy, a nawet jak przekonać pracowników ubezpieczalni, by pracowali na dwa fronty.
Walczymy o każdą złotówkę
Kilkanaście dni po rozmowie z dyr. Kowalczyk zostałam zaproszona na grupowe szkolenie z prokurentem EuCO Maciejem Skomorowskim.
Warszawski hotel Kyriad, w sali konferencyjnej 20 osób w różnym wieku. To kandydaci do pracy tak jak ja. EuCO każe sobie za obowiązkowe szkolenie płacić - 39 zł.
Maciej Skomorowski: - Jesteśmy liderem rynku. Mamy 8 tys. agentów, własną kancelarię prawną, własnych lekarzy orzeczników. Oferujemy najwyższą jakość usług i kierujemy się wyłącznie dobrem klienta. Nie zawieramy ugód. Walczymy o każdą złotówkę.
Podkreśla: - Kodeks etyczny oraz regulamin sprzedaży to najważniejsze dokumenty.
Ze zdumieniem słucham, że agenci EuCO nie mogą szukać klientów na oddziałach szpitalnych, kupować danych od służb ratowniczych i policji oraz pomocy drogowej.
Źródło: Gazeta Wyborcza