http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chińczycy czekają do skutku

Wojciech Tymowski, Julia Wizowska
2009-07-21, ostatnia aktualizacja 2009-07-20 20:28

Przed ambasadą Chin koczuje kilkudziesięciu chińskich robotników. - Nie ruszymy się stąd, dopóki nie dostaniemy pieniędzy - zapowiadają.

Przed ambasadą Chin wczoraj koczowało 46 mężczyzn. Jeden był w szpitalu,
bo w piątek podczas głośnego protestu przed bramą potrącił go samochód
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Przed ambasadą Chin wczoraj koczowało 46 mężczyzn. Jeden był w szpitalu, bo w...
Wzdłuż ogrodzenia wokół ambasady wyrosło miasteczko foliowych namiotów. Wokół zgrzewki z wodą, bułki w folii, słoiki i konserwy. Prowiant donoszą warszawiacy, wodę dał wojewoda. A ratusz ustawił toi-toia.

- Oszukała nas po połowie chińska i polska firma. Nie dostaliśmy pieniędzy za dwa miesiące na budowie. Nie mamy za co wrócić - skarżą się Chińczycy.

Wczoraj koczowało 46 mężczyzn. Jeden był w szpitalu, bo w piątek podczas głośnego protestu przed bramą ambasady potrącił go samochód.

Pochodzą ze wschodnich Chin. Zwerbowała ich firma z Szanghaju, która załatwiła im polskie wizy. Mieli pracować miesięcznie 250 godzin. Tak jak w Chinach, tyle że kusił zarobek - ok. 700 euro (przynajmniej cztery razy więcej, niż mogliby wyciągnąć w kraju) i roczny kontrakt z możliwością przedłużenia.

Mówią, że każdy wpłacił firmie za werbunek po kilkanaście tysięcy dolarów. Na ich wyjazd składała się rodzina. Przylecieli na początku marca. Z lotniska autokar zabrał ich do hotelu robotniczego w Ursusie, skąd byli dowożeni na budowę wielkiego dewelopera J.W. Construction. Zarządzała nimi wykonująca tam część prac warszawska firma V-Agra.

Robotnicy mówią, że dostali zapłatę za dwa pierwsze miesiące. Ale za maj i czerwiec już nie. Pod koniec czerwca rozpoczęli bunt - nie poszli do pracy. Na początku lipca dostali zawiadomienie podpisane przez prezes V-Agry Annę Chilkiewicz, że z powodu nielegalnego strajku do 12 lipca muszą opuścić hotel. 13 lipca zjawili się pod ambasadą.

- Chcemy po prawie 15 tysięcy juanów - mówią Chińczycy. W ich ojczyźnie to dwie trzecie ceny taniego auta krajowej marki albo pięć-sześć japońskich motocykli, np. honda albo yamaha.

Inaczej historię Chińczyków opisuje prezes V-Agry Anna Chilkiewicz: - Robotnicy są zatrudnieni przez chińską firmę, z którą V-Agra ma umowę na wspólny projekt budowlany i tyle - wyjaśnia prezes. - Oni dostają wynagrodzenia od Chińczyków, którym my płacimy. Były z nimi problemy - pracowali zbyt wolno, nieprofesjonalnie, niechlujnie. Prace są niedokończone, część nieodebrana przez nadzór. Dlatego przestałam zatrudniającej ich firmie płacić. Nadal jednak muszę płacić za ich hotel. I jeszcze obciążono mnie fakturą za kołdry i poduszki, które mieli wynieść z hotelu pod ambasadę.

Prezes Chilkiewicz przyznaje, że podpisała dokument nakazujący wyprowadzkę robotników z hotelu, ale później je anulowała. Większość Chińczyków zdecydowała się jednak odejść.

Jej zdaniem negocjacje z Chińczykami skończą się za dwa-trzy dni. - Myślę, że jakoś się porozumiemy - dodaje.

Ambasada Chin nie zamierza kupować koczującym biletów powrotnych. W jej biurze prasowym zapewniają, że jednak pomagali skłonić chińską firmę do negocjowania w Polsce z robotnikami i V-Agrą.

Radosław Pyffel, socjolog i znawca Chin z prywatnego Centrum Studiów Polska-Azja, podkreśla, że w relacjach z chińskimi pracownikami łatwo o nieporozumienie. - To ze względu na różnice kultury, stylu pracy, mentalności. Brakujących rąk do pracy lepiej chyba szukać na Ukrainie, wtedy jest mniej kłopotów - mówi.

Kłopoty z zatrudnieniem w Polsce dostrzegły ostatnio władze Chin. Po niedawnym napadzie na hotel chińskich robotników w Solcu Kujawskim w internecie ukazał się komunikat chińskiego rządu ostrzegający rodaków przed wyjazdami do pracy w m.in. naszym kraju.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

FBI prześwietliło Jobsa

W 1991 roku administracja prezydenta George'a Busha seniora rozważała zatrudnienie Steve'a Jobsa. FBI sprawdziło wtedy dokładnie Jobsa, a teraz upubliczniło tamte informacje

My, ateiści

Wiara jest być może ostatnią deską ratunku przed potwornością tego świata. Ale deską nabitą gwoździami - napisał w zeszłym tygodniu Krzysztof Varga. Wielu poruszyło to wyznanie niewiary

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy