http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak Piskorski ugryzł miliony SD

Renata Grochal, Wojciech Szacki
2009-07-21, ostatnia aktualizacja 2009-07-21 11:17

Mnożenie wiceprzewodniczących, obsadzanie władz partii i fundacji swoimi ludźmi - czyli Paweł Piskorski przejmuje kontrolę nad Stronnictwem Demokratycznym i jego wartym miliony majątkiem

Jest zachwyt, mówi o swojej działalności w SD Paweł Piskorski. Zdjęcie z konferencji pod koniec czerwca
Fot. Krzysztof Miller / AG
Jest zachwyt, mówi o swojej działalności w SD Paweł Piskorski. Zdjęcie z...
ZOBACZ TAKŻE
Poniemiecka willa w centrum Szczecina nie jest najbardziej okazałym z ośmiu budynków, które chce sprzedać Stronnictwo Demokratyczne. Piwnicę dwupiętrowego domu zajmuje pub Jama. Na górze jest szkoła nauki jazdy. A na parterze siedzibę ma zachodniopomorskie SD.

Wartość willi - 2 mln zł. Bez porównania mniej niż trzy najcenniejsze kamienice - w Warszawie, Wrocławiu i Krakowie. Tylko dwie pierwsze mogą być warte 60 mln zł. Pałacyk w Krakowie to kolejne 15-17 mln. Przynajmniej tak mówią wyceny sprzed dwóch lat, zanim przyszedł kryzys. Wszystkie osiem budynków SD chce sprzedać do końca roku.

Jeśli plan się powiedzie, Stronnictwo będzie mogło finansowo konkurować z PO i PiS w trzech najbliższych kampaniach - samorządowej i prezydenckiej (2010 r.) oraz parlamentarnej (2011 r.).

Ale hurtowa wyprzedaż ma w SD przeciwników. - Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, żeby sprzedawać te budynki dziś, gdy rynek nieruchomości dołuje. SD może na tym stracić kilkanaście milionów złotych - mówi "Gazecie" szef zachodniopomorskiego SD Krzysztof Góralczyk, przewodniczący Rady Naczelnej Stronnictwa. Podobnego zdania jest kilku innych naszych rozmówców we władzach partii.

Ale to Paweł Piskorski, były polityk PO, a od lutego szef Stronnictwa, ma decydujący głos w sprawie sprzedaży majątku.

Góralczyk, były p.o. przewodniczącego, który ściągnął Piskorskiego do SD, liczył, że jego umiejętności organizacyjne pomogą wprowadzić do politycznej pierwszej ligi partię, która dziś ma 1 proc. w sondażach. Góralczyk nie przypuszczał jednak, że dzięki zręcznym zagrywkom Piskorskiemu uda się zaledwie w ciągu pięciu miesięcy przejąć kontrolę nad wartym kilkadziesiąt milionów złotych majątkiem partii. I zmarginalizować "stare" SD.

Piskorski bierze fundację

Kluczem do majątku SD jest fundacja Samorządność i Demokracja. Partia założyła ją w 2001 r. Z akt w Krajowym Rejestrze Sądowym wynika, że miała ona "działać na rzecz rozwoju demokracji i popularyzować o niej wiedzę".

Jednak głównym powodem powołania fundacji było przejęcie majątku od SD - tak by Stronnictwo nie łamało ustawy o partiach politycznych. Zabrania ona partiom prowadzenia działalności gospodarczej, w tym zarabiania na wynajmie nieruchomości. A z tego SD żyło przez lata.

Umowy między partią a fundacją o sprzedaży nieruchomości zostały tak sformułowane, że transakcje ciągną się latami. - Przeniesienie prawa własności następuje po wpłacie ostatniej raty. A płatności są rozłożone na kilkanaście lat. Taki zapis w umowach to był błąd - przyznaje Góralczyk.

Skutki - SD nadal jest właścicielem nieruchomości, choć fundacja spłaciła już część rat. Jednak w umowach jest kruczek, który - zdaniem naszych rozmówców - pozwala SD odebrać fundacji budynki, jeśli spóźnia się ona z ratami. A Samorządność i Demokracja płaciła nieterminowo. - Bo nie miała pieniędzy - tłumaczy Góralczyk. Z sądowych akt wynika, że roczne przychody fundacji to niewiele ponad 2 mln zł, z czego część szła na remonty.

Do tej pory SD udało się sprzedać tylko pałacyk w Krakowie. Żeby go wykupić, fundacja musiała zaciągnąć kredyt w banku.

Czy Piskorski skorzysta z zapisu w umowach i zabierze fundacji nieruchomości? Szef SD unika odpowiedzi: - Niech sprawami formalnymi zajmują się prawnicy, a nie politycy.

Tak więc partia i fundacja są ściśle związane majątkiem i skomplikowanymi rozliczeniami. Ale nie tylko. W decydującej o losach majątku radzie fundacji zasiada szef SD (lub osoba, którą wyznaczy), wiceprzewodniczący partii i szefowie rad regionalnych.

Gdy Piskorski przyszedł do SD, zwiększył liczbę wiceprzewodniczących partii. - W ten sposób przejął radę fundacji i dziś to on decyduje, co będzie z majątkiem. "Stare" SD nie ma nic do gadania - twierdzi jeden z naszych rozmówców. - W zarządzie fundacji Piskorski też ma swojego człowieka - Jana Artymowskiego, swojego asystenta, który jest też w radzie naczelnej partii.

W radzie naczelnej SD są też inni "piskorczycy": Sławomir Potapowicz i Maciej Białecki. Partyjnym skarbnikiem Piskorski uczynił Roberta Smoktunowicza, prawnika z zacięciem do polityki.

Jan Klimek, wiceprzewodniczący SD: - No tak, było dwóch wiceprzewodniczących, a jest pięciu. Ale Piskorski skorzystał po prostu z prawa, które miał.

Góralczyk o marginalizacji "starego" SD: - Cel mamy wspólny, ale próbujemy do niego dojść innymi ścieżkami.

Piskorski: - Zaproponowałem zmiany w Radzie Fundacji, żeby lepiej związać ją z władzami SD. A będzie jeszcze więcej przewodniczących, bo niedługo zaproponuję na przewodniczącego Bogdana Lisa, który przyszedł do nas z Partii Demokratycznej.

Na czerwcowym posiedzeniu rady naczelnej wygrał wariant Piskorskiego - szybka sprzedaż majątku SD na rynku. Jeśli to się nie powiedzie, będzie realizowany scenariusz Góralczyka - sprzedaż majątku do fundacji i przeczekanie kryzysu. Na kampanię wystarczy pozbyć się tylko warszawskiej i wrocławskiej siedziby.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':