http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Biden jedzie do Kijowa i Tbilisi

Mariusz Zawadzki
2009-07-21, ostatnia aktualizacja 2009-07-20 17:49

Zaczynająca się właśnie podróż wiceprezydenta USA na Ukrainę i do Gruzji ma przywrócić równowagę w polityce USA względem krajów byłego ZSRR. - Nowe otwarcie wobec Rosji nie odbędzie się kosztem żadnego innego państwa - zapewnia doradca Joe Bidena

Joe Biden
Fot. Efrem Lukatsky AP
Joe Biden
- Nowe otwarcie wobec Rosji nie odbędzie się kosztem żadnego innego państwa - mówił wczoraj przed wylotem Joe Bidena do Kijowa Tony Blinken, doradca wiceprezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego. - Odrzucamy koncepcję sfer wypływów i niezmiennie trzymamy się zasady, że każde państwo demokratyczne jest suwerenne i ma prawo samodzielnie wybierać sobie sojuszników i partnerów.

W Kijowie i Tbilisi rosną obawy, że nowa administracja USA zignoruje prozachodnie aspiracje Ukrainy i Gruzji, by poprawić relacje z Moskwą. W lutym to właśnie Biden zaproponował Rosji "nowe otwarcie", którego owocem była niedawna wizyta Baracka Obamy w Moskwie. Gruzinów nie uspokoiły nawet słowa, które wypowiedział tam prezydent USA: - Integralność terytorialna i niepodległość Gruzji muszą być respektowane.

Rok temu, jeszcze za rządów George'a Busha jr, sprawa byłych republik ZSRR stanęła na ostrzu noża, kiedy wybuchła wojna między Rosją a Gruzją. Rosjanie rozbili gruzińskie wojska, gdy te próbowały odzyskać kontrolę nad zbuntowaną Osetią Południową i potem gdy Moskwa - jako jedyna na świecie obok Nikaragui - uznała niepodległość rebelianckiej republiki.

Perspektywa przyjęcia Ukrainy i Gruzji do NATO, czemu Rosja się sprzeciwia, przesunęła się w bliżej nieokreśloną przyszłość. "Ukraina pozostaje walizką bez uchwytu. Jest zbyt cenna, żeby ją wyrzucić, ale zbyt niewygodna, żeby ją nosić" - tak obrazowo kijowski tygodnik "Zierkało Niedieli" opisuje geopolityczną sytuację kraju.

Podróż Bidena do Kijowa i Tbilisi ma być przeciwwagą dla moskiewskiej wizyty Obamy. Jeszcze miesiąc temu nie było wiadomo, kto stanie na czele tej amerykańskiej delegacji. W zakulisowych rozmowach Kijów nalegał, żeby był to właśnie Biden, który przed wyborami jako senator zajmował się krajami dawnego ZSRR w Kongresie USA.

Niektóre gazety przypominają, że wiceprezydent ma opinię "jastrzębia" w administracji Obamy, w dodatku zdaniem niektórych szybciej mówi, niż myśli. Media czekają więc teraz na jakieś ostrzejsze słowa pod adresem Rosji, która nieustannie szantażuje Ukrainę odcięciem dostaw gazu ziemnego.

Niektórzy liczą, że oprócz symbolicznych gestów owocem wizyty Bidena będą też konkrety, np. powołanie grupy roboczej zajmującej się sprawami bezpieczeństwa energetycznego. Wiceszef ukraińskiego MSZ Konstantin Jelisejew spodziewa się, iż w Kijowie z ust gościa padną wyraźne słowa o niezawisłości i nienaruszalności terytorium Ukrainy.

Gospodarze chcą również, by Biden potwierdził przywiązanie nowej administracji do paktu o partnerstwie strategicznym, który tuż przed ustąpieniem podpisał z Ukraińcami George Bush. Zapisano w nim, że euroatlantycka integracja Ukrainy jest priorytetem obu stron, a USA będą wspierać ukraińskie reformy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':