Inwestorzy na całym świecie nazywają obligacje rządowe "spokojną przystanią", do której uciekają z kapitałem za każdym razem, gdy w gospodarce dzieje się coś niepokojącego.
- Dwuletnia bessa na polskiej giełdzie i na rynkach światowych skłoniła inwestorów do poszukiwania bezpiecznych lokat kapitału. Wielu uświadomiło sobie, że bezpieczne ulokowanie pieniędzy jest równie ważne jak ich zarabianie - mówi Małgorzata Jabłońska z Domu Maklerskiego PKO BP.
W pierwszym półroczu tego roku Polacy wydali na rządowe obligacje 2,1 mld zł, z czego w czerwcu 340 mln zł. Widać, że oszczędzający nie działają już tak emocjonalnie jak chociażby w październiku zeszłego roku, kiedy temat kryzysu finansowego nie schodził z pierwszych stron gazet - wtedy na obligacje wydali ponad miliard złotych. Od kwietnia miesięczny popyt ustabilizował się na poziomie 300-350 mln zł.
Obligacje konkurują teraz już nie tylko (tradycyjnie) z lokatami bankowymi, ale również z wracającymi do łask ryzykowniejszymi akcjami i funduszami inwestycyjnymi. Giełda na wiosnę odbiła się od dna bessy i indeksy wzrosły o kilkadziesiąt procent, kusząc inwestorów do podejmowania większego ryzyka.
Zakład z Rostowskim o inflację O oprocentowaniu obligacji detalicznych decyduje
Ministerstwo Finansów, które pożycza pieniądze w wielu miejscach i stara się robić to jak najtaniej. Klientom indywidualnym sprzedaje detaliczne papiery skarbowe, a instytucjom finansowym oferuje obligacje na tzw. rynku hurtowym papierów dłużnych.
Dla nas detalistów istotny jest moment podjęcia decyzji o zakupie, bo trzy rodzaje obligacji (dwuletnie o symbolu DOS, czteroletnie - COI i dziesięcioletnie - EDO) wypuszczane są co miesiąc, a jedynie trzyletnie (TZ) raz na trzy miesiące. Za każdym razem ministerstwo może ustalać inne oprocentowanie. Jeśli zrozumiemy, czym się kieruje, możemy na tym sporo zarobić.
Przykład: kto się pospieszył i kupił obligacje w czerwcu, ma powody do zadowolenia, bo w lipcu resort finansów płaci nieco mniej - dwuletnie papiery na stały procent zaszyfrowane pod nazwą DOS0711 dają w skali roku tylko 5 proc. (poprzednio 5,50 proc.), a czteroletnie na zmienny COI0713 - 6 proc. (poprzednio 6,50 proc.).
- Obniżenie oprocentowania obligacji wynikało m.in. z cięcia stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej. Cięcie wpłynęło bowiem na oprocentowanie lokat bankowych - mówi Anna Suszyńska, zastępca dyrektora departamentu długu publicznego w Ministerstwie Finansów.
Jedynie dziesięcioletnie EDO0719 utrzymały w lipcu 7-proc. odsetki. Ten miesiąc jest ostatnim, w którym można jeszcze kupić serię trzyletnich papierów na zmienny procent TZ0512 dających w pierwszym półrocznym okresie odsetkowym 4,31 proc. w skali roku. To jedyne obligacje, którymi można handlować na warszawskiej giełdzie. Oprocentowanie mają zmienne, aktualizowane co sześć miesięcy, w zależności od ceny pieniądza na rynku międzybankowym mierzonej przez wskaźnik WIBOR6M (po tyle właśnie banki pożyczają sobie pieniądze na rynku międzybankowym na sześć miesięcy).
Wszystkie oferowane obecnie papiery spełniają podstawowy warunek: oprocentowanie jest wyższe od inflacji, która wynosi 3,5 proc. W ten sposób można policzyć też realny zysk z obligacji, czyli to, co zostanie po odjęciu inflacji. Jeśli odsetki przyniosą 5 proc. w skali roku, a inflacja utrzyma się na poziomie 3,5 proc., to realny zysk sięgnie 1,5 proc. Oznaczałoby to, że obligacje, choć nie przynoszą zawrotnych zysków, to mogą chronić kapitał przed spadkiem wartości. Dlatego obligacje powinny być żelazną częścią naszego portfela oszczędności, który zawsze warto podzielić na część bezpieczną (obligacje, lokaty bankowe) oraz ryzykowną (akcje, fundusze inwestycyjne).
Inwestując w obligacje nie ma co patrzeć, czy miesiąc wcześniej było korzystniejsze oprocentowanie, czy też nie, bo zakup obligacji to zakład o przyszłość, a nie o historię. Im niższa będzie inflacja w kolejnych latach, tym lepszym interesem będą zakupione już obligacje. Najbardziej widać to po papierach dwuletnich na stały procent. Lipcowa seria daje 5 proc. w skali roku, czyli nabywca umawia się z ministrem finansów, że po dwóch latach ten wypłaci mu dokładnie 110 zł 25 gr za jeden papier warty 100 zł. Im niższa będzie inflacja, czyli im wolniej pieniądz będzie tracić na wartości, tym korzystniejsza będzie to inwestycja.
DOS0711 to skrót od Dwuletnie Oszczędnościowe Stałoprocentowe, a liczby oznaczają w kolejności miesiąc (07 to lipiec) i rok wykupu przez budżet państwa (11 to 2011 r.). Odsetki po pierwszym roku są kapitalizowane, czyli procent w drugim roku jest naliczany od nominału (100 zł) powiększonego o odsetki.
Patrz na marżę, czyli realny zysk W obligacjach na zmienny procent - czteroletnich COI i dziesięcioletnich EDO - najważniejszym składnikiem odsetek obok stopy inflacji jest marża. Przykładowo lipcowa seria COI0713 w pierwszym roku daje 6 proc., a w kolejnych latach procent inflacji plus stałą marżę 2,5 proc. Oznacza, to że realny zysk, na jaki umawia się nabywca takiej obligacji w kolejnych latach wynosi 2,5 proc. Podobnie jest w przypadku dziesięciolatek EDO0719. Mają one najwyższe odsetki ze wszystkich papierów dostępnych w tym miesiącu, bo aż 7 proc. Na kolejne lata oszczędzający umawia się na stałą marżę 2,75 proc., czyli lepszą niż w wypadku czterolatek.
Prawdopodobnie właśnie wyższa marża papierów dziesięcioletnich przesądza o ich większej popularności niż czteroletnich. To, że okres życia EDO jest dłuższy niż COI nie ma w praktyce żadnego znaczenia, bo i tak mają takie same warunki przedterminowego wykupu przez budżet. Resort finansów potrąca jednakowo przy przedwczesnej wypłacie 1 zł od każdego papieru, co obniża w takim samym stopniu dochodowość obligacji.
Roluj, bo się opłaca W lipcu posiadacze wygasających serii obligacji mogą zamienić je też na papiery nowych serii w tzw. rolowaniu. Opłaca się to bardziej niż wypłata pieniędzy i ponowna inwestycja w obligacje, bo można zgarnąć niewielką premię "za wierność". Chodzi o to, że cena emisyjna przy zamianie dwuletnich DOS i czteroletnich COI jest niższa o 10 gr i wynosi 99,90 zł. Decydując się na rolowanie naszych obligacji, trzeba pamiętać o terminach - można to zrobić do trzeciego dnia roboczego poprzedzającego wykup papierów. Spóźnialscy muszą potem zaczekać na wykup obligacji przez ministerstwo i dopiero potem kupić nowe papiery w okienku bankowym, ale po 100 zł.
Dziś jest ostatnia możliwość zrolowania wygasających obligacji trzyletnich (oznaczonych TZ0809) na nową serię TZ0812, która w sprzedaży znajdzie się od 1 sierpnia. Cena zamiany jednej obligacji wynosi 99,80 zł.