Estemirowa została w ub. tygodniu porwana sprzed swego domu w Groznym, rozstrzelana i porzucona w sąsiedniej Inguszetii. Pracując dla oddziału Memoriału w stolicy Czeczenii, Estemirowa opisywała dziesiątki egzekucji dokonanych w podobny sposób na politycznych przeciwnikach prokremlowskiego prezydenta Ramzana Kadyrowa.
- Była jedną z nielicznych bohaterek, która informowała świat, co dzieje się w Czeczenii. Jej zamordowanie pokazało, że to śmiertelnie niebezpieczna praca. Nie możemy dalej ryzykować. Nie mamy prawa - tłumaczył przedwczoraj Aleksander Czerkasow, który w Memoriale odpowiada za sprawy Kaukazu.
Memoriał to najbardziej znany ośrodek obrony praw człowieka w Rosji i dlatego decyzja o czasowym zamknięciu jego biura w Groznym stała się w Moskwie sporym wydarzeniem politycznym. Zwłaszcza że organizacja publicznie obciążyła Ramzana Kadyrowa odpowiedzialnością za śmierć swej pracowniczki.
- Żałujemy, że Memoriał wycofuje się w Czeczenii. Ale jego pracownicy nie wyprowadzają się przecież z naszej republiki i mogą nadal pracować - ogłosił wczoraj rzecznik Kadyrowa. Część mediów odebrała to jako cyniczną pogróżkę wobec obrońców praw człowieka: "Świetnie wiemy, gdzie mieszkacie. Siedźcie cicho albo wyjeżdżajcie!".
Kadyrow zapowiedział, że wytoczy Olegowi Orłowowi, szefowi Memoriału, proces o zniesławienie. To byłby precedens, bo gdy redakcja "Nowej Gaziety" w pierwszych dniach po zamordowaniu swej dziennikarki Anny Politkowskiej w 2006 r. napisała o podejrzeniach wobec ludzi Kadyrowa, ten tylko odparł, że jako kaukaski mężczyzna nie podniósłby ręki na kobietę. - Ciekawa jestem, czy dojdzie do procesu. Władze Czeczenii już kilka razy groziły obrońcom praw człowieka sądami, ale potem tchórzyły. Bo my mówimy prawdę o Czeczenii, a Orłowa nie damy skrzywdzić - mówi Ludmiła Aleksiejewa, nestorka rosyjskich dysydentów.
O ile Kadyrow istotnie miałby problem z zamknięciem ust adwokatom Memoriału przed sądem w Moskwie, to jego panowanie nad Czeczenią jest coraz bardziej niepodzielne. Kreml daje mu wolną rękę w polityce wewnętrznej w zamian za lojalność wobec Moskwy. Ta wymyślona przez Władimira Putina strategia skutecznie wygasiła wojnę w Czeczenii, ale jednocześnie Kadyrow - zdaniem wielu rosyjskich ekspertów - stał się nieusuwalnym watażką, którego teraz nie potrafiłby pozbawić urzędu ani premier Putin, nie prezydent
Dmitrij Miedwiediew.
- Oskarżanie Kadyrowa o śmierć Natalii Estemirowej to prymitywna hipoteza - tak swego kłopotliwego wasala bronił Miedwiediew podczas niedawnej wizyty w Niemczech.