http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zostań z nami, Ameryko

dokument
2009-07-20, ostatnia aktualizacja 2009-07-17 20:19

Nie zapominajcie o Europie Środkowej - piszą do administracji Baracka Obamy znani intelektualiści i byli politycy i z naszego regionu Europy


Fot. Herbert Knosowski AP
Piszemy ten list, bo jako środkowoeuropejskim intelektualistom i byłym politykom leży nam na sercu przyszłość stosunków transatlantyckich, a także jakość relacji między Stanami Zjednoczonymi i krajami naszego regionu. Piszemy we własnym imieniu, jako przyjaciele i sojusznicy USA oraz zdeklarowani Europejczycy.

Nasze narody dużo zawdzięczają Stanom Zjednoczonym. Wielu z nas pamięta, jak cenna dla naszej wolności i niepodległości była wasza pomoc w mrocznej epoce zimnej wojny. Kluczowe dla sukcesu naszej demokratycznej transformacji, kiedy 20 lat temu zniknęła żelazna kurtyna, okazało się zaangażowanie i wsparcie USA. Bez dalekowzrocznego przywództwa Waszyngtonu wątpliwe byłoby nasze dzisiejsze członkostwo w NATO, a nawet w Unii Europejskiej.

Staraliśmy się to odwzajemnić, nadać naszym relacjom charakter dwustronny. Jesteśmy atlantyckim głosem w NATO i UE. Nasze narody stały u boku Stanów Zjednoczonych na Bałkanach, w Iraku, a dziś stoją w Afganistanie. Nasz udział w porównaniu z waszym jest może skromny, jednak znaczący w proporcji do naszej ludności i PKB. Kiedyś wasze wsparcie dla liberalnej demokracji i liberalnych wartości przyniosło nam korzyści, więc dziś, kiedy trzeba wspierać demokrację i prawa człowieka w świecie, należymy do grona waszych najwierniejszych sojuszników.

(((

Jednak 20 lat po zakończeniu zimnej wojny kraje Europy Środkowo-Wschodniej przestały, jak widzimy, być w centrum zainteresowania amerykańskiej polityki zagranicznej. Kiedy administracja Baracka Obamy ustalała jej priorytety, nasz region był jednym z tych, o które większość Amerykanów przestała się martwić. Chwilami mamy wrażenie, że dzięki skuteczności działań USA wielu tamtejszych urzędników uznało nasze sprawy za załatwione raz na zawsze - że można je "odfajkować" i zająć się pilniejszymi strategicznymi problemami. Stosunki nasze były tak bliskie, że wielu po obu stronach Atlantyku doszło do wniosku, iż proatlantycka orientacja regionu, jego stabilizacja i dobrobyt są wieczne.

To przedwczesny optymizm. Nie jest najlepiej ani u nas, ani w relacjach transatlantyckich. Europa Środkowo-Wschodnia znalazła się na politycznym rozdrożu, narasta nerwowość. Światowy kryzys gospodarczy uderza w region i jak wszędzie grozi, że społeczeństwa zamkną się w sobie i odwrócą od świata zewnętrznego.

Jednocześnie na horyzoncie polityki zagranicznej gromadzą się czarne chmury. Czekamy jak wy na orzeczenie komisji śledczej Unii w sprawie przyczyn wojny rosyjsko-gruzińskiej. Jednak już dały się odczuć polityczne skutki tego konfliktu. Wiele krajów regionu przyjęło z głębokim niepokojem bierność, z jaką Sojusz Atlantycki patrzył na to, jak Rosja łamie podstawowe zasady Aktu Końcowego KBWE i Paryskiej Karty Nowej Europy, jak narusza integralność terytorialną kraju, który uczestniczył w Partnerstwie dla Pokoju i w Radzie Partnerstwa Euroatlantyckiego - a wszystko to w imię obrony przygranicznych stref interesów.

(((

Mimo wysiłków i istotnego wkładu nowych członków NATO wydaje się dziś słabsze niż wówczas, gdy do niego wstępowaliśmy. W wielu naszych krajach narasta przekonanie o jego słabnącej pozycji. Choć jesteśmy pełnoprawnymi członkami Sojuszu, słychać wątpliwości, czy w razie konfliktu zechce on i potrafi przyjść nam z pomocą. Powodem troski o jego spoistość jest też uzależnienie Europy od rosyjskiej energii.

Z zadowoleniem przyjąć trzeba słowa prezydenta Obamy wygłoszone na niedawnym szczycie NATO o potrzebie wiarygodnych planów obronnych dla wszystkich jego członków. Jednak nie rozwiało to wątpliwości co do gotowości obronnej Sojuszu. To, czy będziemy w stanie podtrzymywać poparcie społeczne dla naszego udziału w zagranicznych misjach NATO, zależy m.in. od umiejętności wykazania, że NATO w ścisłej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi dba także o nasze bezpieczeństwo.

Warto zauważyć, że spadek popularności Ameryki nie ominął naszych krajów. Badania opinii publicznej, m.in. sondaż trendów transatlantyckich przeprowadzony przez German Marshall Fund z USA, dowodzą, że także nasz region nie był odporny na falę antyamerykańskiej krytyki, która ogarnęła w ostatnich latach Europę i w epoce George'a W. Busha doprowadziła do załamania się sympatii i poparcia dla Stanów Zjednoczonych. Niektórzy przywódcy regionu zapłacili polityczną cenę za poparcie niepopularnej wojny w Iraku. W przyszłości mogą ostrożniej podejmować ryzyko związane z popieraniem USA. Wierzymy, że nowa administracja szykuje nowe otwarcie, które odwróci ten trend, ale odrobienie strat wymaga czasu i wysiłku obu stron.

Unia Europejska stała się pod wieloma względami ważnym instytucjonalnym elementem naszego życia. W oczach wielu ludzi jest dziś ważniejsza niż związki z USA. Jest to w jakiejś mierze logiczny efekt integracji regionu z UE. Nasi przywódcy i urzędnicy poświęcają znacznie więcej czasu unijnym naradom niż konsultacjom z Waszyngtonem, gdzie muszą niejednokrotnie walczyć o uwagę i słyszalność. Silniejsze związanie regionu z Unią jest oczywiście pożądane i nie musi osłabiać relacji transatlantyckich. Nie brakło też opinii, że integracja Europy Środkowo-Wschodniej z UE wzmocni strategiczną europejsko-amerykańską współpracę.

Istnieje jednak niebezpieczeństwo, że zamiast być proatlantyckim głosem w Unii, nasz region zacznie wycofywać poparcie dla globalnego partnerstwa z Waszyngtonem. Europa Środkowo-Wschodnia nie wykształciła tradycji podejmowania globalnych ról. Niektóre wątki transatlantyckiej debaty, jak zmiana klimatu, mają w regionie słabszy rezonans publiczny niż na zachodzie kontynentu.

(((

W Europie Środkowo-Wschodniej szykuje się pokoleniowa zmiana warty. Odchodzą przywódcy, którzy wyrośli w czasie rewolucji 1989 r. i pamiętają kluczową rolę Waszyngtonu w demokratycznej transformacji i integracji naszych krajów z NATO i UE. Nowi liderzy nie mają tych doświadczeń i skłonni są do bardziej "realistycznej" polityki. Jednocześnie odchodzą ze sceny dawne komunistyczne elity, których upodobanie do polityczno-ekonomicznej władzy przyczyniło się w dużym stopniu do kryzysu w wielu krajach regionu. Obecne wstrząsy polityczno-ekonomiczne i skutki globalnego kryzysu gospodarczego są na całym kontynencie - także w niektórych naszych krajach - pożywką dla sił nacjonalizmu, ekstremizmu, populizmu i antysemityzmu.

Ameryka straci więc w regionie wielu tradycyjnych rozmówców. Nowe elity nie muszą dziedziczyć idealizmu pokolenia, które przewodziło demokratycznej transformacji, ani naśladować jego relacji z USA. W stosunkach tych następcy mogą być bardziej wyrachowani, zarazem bardziej zaściankowi. Podobne procesy zachodzą w Waszyngtonie, gdzie odchodzi z polityki wielu przywódców i mężów stanu, z którymi współpracowaliśmy i na których mogliśmy polegać.

Kolejnym problemem jest polityka wobec Rosji. Nie spełniły się nadzieje na poprawę stosunków z tym krajem i na ostateczne zaakceptowanie przez Moskwę naszej pełnej suwerenności i niepodległości przypieczętowanej akcesem do NATO i UE. Powraca Rosja jako mocarstwo "rewizjonistyczne", realizujące XIX-wieczne priorytety za pomocą metod i taktyk XXI w.

Na szczeblu globalnym strzeże ono w większości kwestii status quo. Jednak na szczeblu regionalnym, w relacjach z naszymi krajami, dąży coraz wyraźniej do rewizji historii. Kwestionuje naszą wersję naszych historycznych doświadczeń. Chce mieć uprzywilejowany głos w kwestii naszego bezpieczeństwa. Metodami otwartej i skrytej wojny gospodarczej - od blokad energetycznych i politycznych inwestycji po przekupstwo i manipulowanie mediami - promuje własne interesy i zwalcza transatlantycką orientację Europy Środkowo-Wschodniej.

Cieszy nas "reset" relacji amerykańsko-rosyjskich. Jako najbliżsi sąsiedzi Rosji jesteśmy bardziej niż ktokolwiek zainteresowani rozwojem demokracji w tym kraju i poprawą jego stosunków z Zachodem. Jednak w naszych stolicach narasta nerwowość. Chcemy być pewni, że wąsko rozumiane interesy Zachodu nie zaowocują szkodliwymi ustępstwami wobec Rosji. Obawiamy się np., że USA i mocarstwa europejskie mogą przystać na plan Miedwiediewa, by zastąpić obecną, opartą na wartościach strukturę bezpieczeństwa europejskiego "koncertem mocarstw". Prowadzona przez Moskwę polityka cichego zastraszania i rozszerzania wpływów w regionie może doprowadzić z czasem do jego faktycznej neutralizacji. W kwestii nowej polityki Moskwy nasze poglądy są podzielone, jednak panuje zgoda co do tego, że niezbędne jest pełne zaangażowanie USA.

Wielu patrzy tu z nadzieją na administrację Obamy, licząc, że odbuduje ona relacje atlantyckie będące moralną busolą naszej polityki wewnętrznej i zagranicznej. Zaangażowanie na rzecz wspólnych liberalno-demokratycznych wartości ma zasadnicze znaczenie dla naszych krajów. Dzięki historycznym doświadczeniom znamy doskonale różnicę między czasem, kiedy Ameryka stawała w obronie liberalno-demokratycznych wartości, i czasem, kiedy z tego rezygnowała. Nasz region ucierpiał, gdy w Jałcie uległa pokusie "realizmu". Skorzystał, gdy użyła swej potęgi w obronie zasad. Miało to kluczowe znaczenie w epoce zimnej wojny i przy otwarciu nam drogi do NATO. Gdyby na początku lat 90. zwyciężyli "realiści", nie bylibyśmy dzisiaj w NATO, a idea wspólnej, wolnej i pokojowej Europy pozostałaby odległą mrzonką.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':