- Poczekaj, muszę skontaktować się z naszym człowiekiem w Groznym - odpowiadał mi wielokrotnie Aleksander Czerkasow z moskiewskiego Memoriału, gdy prosiłem go o potwierdzenie jakiejś informacji z Czeczenii. Czerkasow zajmuje się Kaukazem w biurze Memoriału w Moskwie. W ostatnich latach firmował większość raportów tej organizacji o Czeczenii i sytuacji na północnym Kaukazie. Ale głównym źródłem informacji - w pewnym sensie ich faktyczną autorką - była porwana i zastrzelona przedwczoraj przez nieznanych sprawców Natalia Estemirowa.
Przez lata - gdy byłem korespondentem "Gazety" w Moskwie - próbowałem wydusić od Saszy namiary na "ich człowieka w Groznym" albo chociaż ustalić jego nazwisko, nie mówiąc już o telefonie komórkowym. Czerkasow odmawiał, zasłaniając się bezpieczeństwem swojego współpracownika. Wiedziałem tylko, że to kobieta. Czasem Sasza mówił mi, że akurat "jego człowiek" jest w Groznym, innym razem w Inguszetii, a kiedy indziej, że właśnie spotyka się z jakąś międzynarodową delegacją obrońców praw człowieka. Czasem zapowiadał, że "jego człowiek" ma coś bardzo ciekawego i wkrótce mi o tym opowie albo Memoriał ogłosi to w formie kolejnego raportu.
Gdy wojna w Czeczenii była jeszcze gorąca, a republika była terenem "operacji antyterrorystycznej" - jak wojnę w Czeczenii nazywał oficjalnie Kreml - to ostrożność Estemirowej była w pełni uzasadniona. Pozostawała w cieniu takich osób jak zamordowana kilka lat temu w Moskwie dziennikarka "Nowej Gaziety" Anna Politkowska, znana obrończyni praw człowieka Ludmiła Aleksiejewa czy były rosyjski rzecznik praw człowieka Siergiej Kowaliow. To oni byli znani w świecie, udzielali wywiadów, wyjeżdżali na Zachód, byli zapraszani do zachodnich ambasad, a Estemirowa była zwykłą czeczeńską kobietą, która sama musiała dbać o swoje bezpieczeństwo.
Estemirowa - podobnie zresztą jak Politkowska - nie była zwolenniczką niepodległości Czeczenii. Była przeciwna fanatykom rządzącym Czeczenią w bezładnych latach 90., którzy próbowali wprowadzić tam szariat, a w rzeczywistości chodziło im o pieniądze i niepodzielne sprawowanie władzy, by czerpać zyski ze sprzedaży ropy, przemytu, porwań dla okupu.
Estemirowej chodziło o to, by
Czeczenia miała realną autonomię w ramach Rosji, ale przede wszystkim, by nie dochodziło tam do gwałtów i bezprawia, niezależnie kto rządzi w republice.
Takich ludzi jak Estemirowa jest zresztą w Czeczenii więcej. Najczęściej to inteligenci mający dziś po 40-50 lat. Spotkałem ich w redakcji pisma "Groznienskij Raboczij", z którym Estemirowa stale współpracowała. Można powiedzieć, że to dzieci pierestrojki, bo wchodzili w dorosłość w latach 80. Islamski fanatyzm i ślepy czeczeński nacjonalizm niektórych lokalnych przywódców z lat 90. był im tak samo obcy jak rosyjski imperializm i pogarda dla praw człowieka manifestowana podczas ostatniej wojny.
Prodemokratyczni, wrażliwi na prawa człowieka niezależnie od koniunktury inteligenci byli największymi wrogami każdej władzy w Czeczenii w ciągu ostatnich 15 lat. Bo każdej - czy to rosyjskiej, czy czeczeńskiej - wytykali niegodziwości.
W końcu spotkaliśmy się z Natalią cztery lata temu w redakcji "Groznienskiego Raboczego". Nie wiedziałem wtedy, że to ona jest człowiekiem Memoriału w Groznym, o którym mi tyle mówił Aleksander Czerkasow. Przedstawiono mi ją jako dziennikarkę, współpracowniczkę redakcji, samym imieniem, bez nazwiska.
Z jednej strony to wspaniale, że takich ludzi jak Estemirowa można znaleźć w każdym zakątku Rosji. Z drugiej strony to tragiczne, że są zawsze na pierwszej linii strzału i nic nie wskazuje, by to się miało wkrótce zmienić.