http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rosyjska ruletka w koleinach

Andrzej Kublik
2009-07-16, ostatnia aktualizacja 2009-07-16 12:52

Poruszanie się po polskich drogach przypomina grę w rosyjską ruletkę - wiedzą o tym już na całym świecie. O grzechach głównych polskich kierowców i dróg pisze

Na wielu polskich drogach kierowcy pokonują muldy albo koleiny. Na zdjęciu: rozgrzany i rozjechany przez samochody asfalt na ul. Malczewskiego w Warszawie
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Na wielu polskich drogach kierowcy pokonują muldy albo koleiny. Na zdjęciu...
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Pod względem liczby śmiertelnych ofiar wypadków drogowych i najcięższych wypadków przodujemy nie tylko w UE, ale także w OECD, organizacji zrzeszającej najbardziej rozwinięte państwa świata.

W zeszłym roku w wypadkach drogowych zginęły u nas 143 osoby na 1 mln mieszkańców. Gorzej w Europie było tylko na Litwie - ogłosiła w czerwcu Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu. To międzynarodowa organizacja pozarządowa, która współpracuje z instytucjami UE. Ale powodów do wstydu mamy więcej.

UE postanowiła, że do końca obecnej dekady o połowę ograniczy liczbę śmiertelnych ofiar wypadków na europejskich drogach (w porównaniu z początkiem wieku). Cel jest ambitny. Ale realny, jak pokazało wiele państw UE - bogatszych i mniej zamożnych. W zeszłym roku liczba śmiertelnych ofiar wypadków na drogach zamożnego Luksemburga była o 49 proc. mniejsza niż w 2001 r. Podobnym wskaźnikiem poprawy bezpieczeństwa mogą się poszczycić bogata Francja i dużo mniej majętna Portugalia. Jednak dobrych przykładów nie trzeba szukać tylko na Zachodzie. Wystarczy spojrzeć na pobliską Łotwę, która wraz z nami weszła do UE i na pewno nie jest bogatsza. W tym nadbałtyckim państwie od początku dekady liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych zmniejszono o 43 proc.

My wleczemy się w ogonie. Od 2000 r. liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych zmniejszyła się o 3 proc., czyli w granicach błędu statystycznego.

Jeszcze gorszy obraz bezpieczeństwa na polskich drogach wyłania się z danych OECD, organizacji zrzeszającej najbardziej rozwinięte państwa świata. Wśród wszystkich państw tej organizacji mamy najwyższy wskaźnik zabitych w wypadkach drogowych w stosunku do liczby mieszkańców. Zyskaliśmy sobie również niechlubny tytuł "lidera" najcięższych wypadków w OECD. W 2007 r. na 100 wypadków drogowych w Polsce zginęło aż 11 osób. Na Węgrzech i w Czechach ten wskaźnik był dwa razy niższy. A w Niemczech i Wielkiej Brytanii na 100 wypadków przypadał "tylko" 1 zabity.

Tyle, że nie chodzi tylko o suche liczby i statystyki. Ale o życie ludzi.

Grzech pierwszy - brawura

Prawie co trzeci wypadek drogowy na polskich drogach w zeszłym roku był efektem "niedostosowania prędkości do warunków ruchu". Wypadki z tego powodu pochłonęły jedną czwartą śmiertelnych ofiar na naszych drogach - podaje Komenda Główna Policji.

W wielu państwach zachodniej Europy kierowcy też łamią ograniczenia prędkości, ale na drogach jest tam bezpieczniej. My mamy wielu kierowców, którzy zmieniają drogi w tor wyścigowy. Niedawno policjanci złapali 24-letniego mężczyznę, który na kiepskiej, zatłoczonej drodze gnał z prędkością ponad 220 km/h.

- Bywa, że i 25 km/h to za duża prędkość, niedostosowana do warunków jazdy - mówiono na kursie prawa jazdy. Prawda, ale to nie tłumaczy pełni grozy na naszych drogach. "Niedostosowanie prędkości do warunków ruchu" to przecież bardzo pojemna kategoria. Szersza niż wypadki spowodowane przekroczeniem prędkości, zbyt późnym hamowaniem lub utratą panowania nad rozpędzonym autem.

Na razie władze postanowiły wydać wojnę zbyt szybko jeżdżącym kierowcom. Dwa lata temu w czasie kampanii wyborczej premier Donald Tusk śmiał się, że poprzedni rząd stawia fotoradary zamiast budować drogi. To był chwyt wyborczy. Teraz z inicjatywy posłów PO Sejm uchwalił specjalną ustawę, aby za pieniądze z UE obstawić polskie drogi lasem centralnie zarządzanych automatycznych fotoradarów. Kiedy ten system powstanie, nikt nie przekona policjanta, że spieszył się do chorego krewnego albo miał zepsuty prędkościomierz - jechałeś za szybko, z automatu dostaniesz po kieszeni.

Ustawa nie weszła jeszcze w życie, bo prezydent Lech Kaczyński zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o sprawdzenie, czy kilka zapisów nowego prawa nie narusza ustawy zasadniczej. Wątpliwości prezydenta wywołały nieprecyzyjne zapisy o możliwościach odwołania się od kary z automatu za zbyt szybką jazdę i możliwość konfiskowania aut kierowcom uchylającym się od płacenia.

Postępowanie w Trybunale tylko nieco opóźni wprowadzenie systemu automatycznych fotoradarów promowanego w całej UE. I nie mam wątpliwości, że nowe, surowe przepisy o wysokich karach za zbyt szybką jazdę, uspokoją wielu piratów na drogach oraz - mam nadzieję - poprawią bezpieczeństwo jazdy.

Ale nie mam też wątpliwości: metoda policyjnej pałki nie zadziała jak magiczna różdżka, którą wystarczy machnąć, by od razu w wypadkach drogowych ginęło mniej ludzi.

Grzech drugi - fatalne drogi

Najwięcej wypadków w Polsce odnotowuje się na drodze krajowej nr 8, która przecina Polskę w poprzek - znad granicy z Litwą przez Warszawę i Wrocław do styku granic z Niemcami i Czechami. To główny szlak tranzytowy, o największym natężeniu ruchu. Wystarczy się przejechać ósemką z Warszawy do Białegostoku i Suwałk, by przekonać się, jak stan dróg wpływa na bezpieczeństwo jazdy.

Na krótkich odcinkach tej trasy, gdzie zbudowano już drogę ekspresową, kierowcy samochodów osobowych nie muszą się obawiać, że wyprzedzając rozpędzonego tira, wpadną pod najeżdżający z przeciwka samochód. Ale większość odcinków tej samej tranzytowej nitki to wąska, rozjechana przez tiry droga, na której farbą rozdzielono pasy do jazdy w przeciwne strony. Wieczorem, a nawet nocą, można się tam natknąć na kiepsko oświetlone maszyny rolnicze, które przez tak ruchliwą drogę przejeżdżają na sąsiednie pola. Część tej trasy prowadzi wprost przez wsie. Nawet mistrz kierownicy na tej drodze może stracić panowanie i wyrzucony z muldy wpaść wprost pod ciężarówkę. Zdarza się też, że kierowca wpadnie na drzewo, aby ominąć nieoświetlonego, poruszającego się wężykiem rowerzystę, który nagle wtargnął na jezdnię.

"W zeszłym roku prawie 90 proc. zabitych na naszych drogach (czyli ponad 4,8 tys. osób) zginęło w wypadkach na takich właśnie drogach jak większa część trasy z Warszawy do Białegostoku i Suwałk, gdzie na jednej jezdni obok siebie są dwa pasy do ruchu w przeciwnych kierunkach" - podaje policyjna statystyka.

Na autostradach i drogach ekspresowych zginęło po około 30 osób. Czy to tylko dlatego, że prawie nie ma u nas autostrad i dróg ekspresowych, czy dlatego, że jazda po takich drogach jest po prostu bezpieczniejsza?

Jestem pewien, że nie uda się poprawić bezpieczeństwa, dopóki na ruchliwych trasach nie zbudujemy obwodnic oraz sieci autostrad i dróg ekspresowych. Ludzie mają prawo jeździć szybko w ramach przepisów, a ciężarówki też potrzebują tras do sprawnego przewozu towarów.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':