Dziwny jest ten świat - chciałoby się zawołać za Czesławem Niemenem. Mimo kryzysu Polacy są coraz bardziej zadowoleni z życia, o czym informuje najnowsza Diagnoza Społeczna 2009 opracowana przez prof. Janusza Czapińskiego. Piszą dziś o tym prawie wszystkie gazety. Mamy coraz mniej biedy (tylko 28 proc. gospodarstw z trudem wiąże koniec z końcem. 15 lat temu było ich 70 proc.). 47 proc. Polaków uważa, że żyje się im dobrze - wzrost o 2 proc. w ciągu ostatnich dwóch lat. Mimo to wciąż dla 41 proc. Polaków życie w PRL było łatwiejsze niż dziś, odwrotnie sądzi 27 proc., ale ta dysproporcja powoli się odwraca. Ciekawe, że gazety niechętne wobec rządu - "Rzeczpospolita" czy "Nasz Dziennik" - nie komentują tych danych.
Za to "Rz" wybija:
"Rząd rekordowo niepopularny. Prawie połowa badanych źle ocenia efekty pracy gabinetu Tuska. Maleje poparcie dla samego premiera". Wciąż jednak liczba zwolenników rządu jest większa niż przeciwników.
Pod względem materiałów na pierwszych stronach zdecydowania
najciekawiej wypada dziś "Gazeta Wyborcza". Przepraszam, że chwalę swój ogródek, ale taka jest prawda. "Wybitni politycy z Europy Środkowej przestrzegają prezydenta USA, by prowadził zdecydowaną i opartą na wartościach politykę wobec Rosji" oraz nie zapominał o naszym regionie. "Gdy administracja Obamy wyznacza priorytety polityki zagranicznej, nasz region jest jednym z tych, o który Amerykanie przestali się martwić" - piszą autorzy. Apel podpisali Aleksander Kwaśniewski, Vaclav Havel, byli prezydenci Rumunii, Litwy i Łotwy oraz wielu byłych premierów i ministrów. Pełny tekst listu w sobotniej "Gazecie Świątecznej".
"Rz" straszy na pierwszej stronie, że
inwestorzy zagraniczni uciekają z Polski. W rzeczywistości dotyczy to dwóch producentów przenoszących się do Rumunii, ale zawsze można postraszyć, jak jest źle w Polsce Donalda Tuska. Po prostu dzieci umierają z głodu na ulicach, a rząd nic nie robi. W tekście jest zresztą wyjaśnione, że w Rumunii są po prostu niższe koszty pracy i podatki, a kryzys zmusza inwestorów do cięcia kosztów.
"Polska" twierdzi, że dotarła do miejsca, gdzie
komuniści pogrzebali zwłoki skazanego na wyrok śmierci i straconego gen. Augusta Fieldorfa, słynnego "Nila". To kwatera Łączka na warszawskich Powązkach wojskowych. Ponieważ niegdyś mieściła się na tyłach cmentarza, potajemnie grzebano tam w zbiorowych mogiłach ofiary stalinowskich represji. Jesienią ma ruszyć ekshumacja w poszukiwaniu zwłok generała i będzie jasne, czy rzeczywiście hipoteza o jego miejscu pochówku potwierdziła się.
Ta sama "Polska" twierdzi, że
Ernest Hemingway był agentem sowieckiego wywiadu. Tytuł wiele obiecuje, ale jak często bywa w przypadku tanich sensacji, tekst nie potwierdza rewelacji wybitych tłustą czcionką. Publikacja opiera się na książce dwóch amerykańskich autorów "Spies. The Rise and Fall of KGB in America". Rozmawiał z nimi polski specjalista od lustracji Tomasz Pompowski, który kiedyś w "Dzienniku" przekonywał na podstawie ubeckich źródeł, że polscy opozycjoniści nie robili nic w PRL poza piciem, romansami, spółkowaniem na ławkach w parkach i podprowadzaniem sobie płyt. Tym razem Popmowski tropi agentów w USA i to ponad 60 lat temu.
Sowieckie służby - ale nie KGB jak pisze "Polska", bo w latach 40. istniało jeszcze NKWD, a nie KGB - próbowało zwerbować pisarza, odbyło się kilkanaście spotkań. Ale nic z nich nie wyniknęło, a w latach 50. Hemingway odmówił nawet spotkań. "Polska" nie pisze, jakie rewelacje przekazał Sowietom Hemingway. Prawdopodobnie żadne. "Istnieje informacja z lipca 1950, że KGB próbuje się dowiedzieć, gdzie mieszka Hemingway, by wysłać tam agenta. Także w tym dokumencie jest informacja, że Hemingway został zwerbowany w 1941 r. Z raportu KGB z 1950 r. wynika, że sowiecki wywiad wie, iż Hemingway przeprowadził się z przedmieść Hawany do Kalifornii". To rzeczywiście poważne dowody. Dzięki "Polsce" dowiedziałem się, że ludzie ogarnięci pasją lustracji to nie tylko rodzima specjalność, ale można ich także znaleźć w USA. Tacy amerykańscy Pompowscy Szkoda tylko, że materiał jest mocno napompowany .