Poskarżyła się do niego polska dziennikarka Helena Wojtas-Kaleta. Od lat pracuje we wrocławskim oddziale
TVP, jest działaczką Syndykatu Dziennikarzy Polskich TVP SA. Dziesięć lat temu z kompozytorami i dziennikarzami piszącymi o muzyce krytykowała plany zdjęcia z ramówki TVP Wrocław trzech programów o kulturze (dwa były o muzyce). Jej szefowie tłumaczyli się koniecznością unowocześnienia programu. Twierdzili, że dotychczasowe audycje były robione "staromodnie".
Dziennikarze muzyczni krytykowali pomysł, m.in. we wrocławskim dodatku "Gazety Wyborczej". Helena Wojtas-Kaleta powiedziała wtedy: - Przyjęliśmy tę decyzję bardzo źle, tym bardziej że nowe propozycje programów są bardzo niekonkretne. Dyrektor Kabarowski stwierdził, że te zmiany nie miały na celu wyrzucenia muzyki, ale przeciwnie - stworzenie dla niej nowych możliwości. Biorę to za dobrą monetę, choć brak na razie działań potwierdzających dobre intencje.
Podpisała też w tej sprawie list otwarty środowiska artystycznego i kulturalnego do zarządu TVP SA. Zmiany, które miały nadejść, nazwano w nim "pseudomuzycznym kiczem", podkreślano wagę muzyki klasycznej dla kultury narodowej.
Kierownictwo TVP Wrocław uznało, że to "naruszenie obowiązku troski o dobre imię pracodawcy", i ukarało ją naganą. Wojtas-Kaleta odwołała się do dyrektora regionalnego oddziału TVP, a potem do sądu pracy. Przegrała. Sąd uznał, że pracownika obowiązuje lojalność wobec pracodawcy.
Do Trybunału Praw Człowieka Wojtas-Kaleta złożyła skargę na naruszenie wolności słowa. W sprawę włączyła się Helsińska Fundacja Praw Człowieka, składając tzw. opinię przyjaciela sądu. - To szczególna sytuacja: dotyczy mediów publicznych, które powinny realizować misję i które utrzymywane są z publicznych pieniędzy - mówi dr Adam Bodnar, członek zarządu Fundacji. - W tych okolicznościach ochrona interesu pracodawcy powinna ustąpić przed interesem publicznym - swobodą krytyki i debatą nad kształtem publicznych mediów. To zresztą nabrało aktualności wobec protestu pracowników w obronie Programu 2 Polskiego Radia, nadającego m.in. właśnie muzykę poważną - dodaje dr Bodnar.
TVP rutynowo zakazuje pracownikom publicznych wypowiedzi na tematy firmy. Najczęściej jest to zakaz nieformalny: aby udzielić jakiejkolwiek wypowiedzi, muszą mieć zgodę kierownictwa. W Polskim Radiu w maju br. wicedyrektor pionu korporacyjnego Szymon Michalewicz wydał zarządzenie zakazujące wypowiedzi dla mediów. Kiedy zrobiło się o tym głośno - wycofał się.
Hanna Lis do niedawna prowadząca "Wiadomości" miała zakaz wypowiedzi zapisany w kontrakcie. Złamanie go groziło m.in. utratą prawa do wysokiej odprawy w razie zerwania kontraktu przez TVP. Nie mogła skomentować zawieszenia jej w obowiązkach, do którego doszło w czasie ostatniej eurokampanii, kiedy odmówiła odczytania wiadomości, której podanie uznała za sprzeczne z zasadami rzetelności dziennikarskiej. Chodziło o informację, że niekorzystny dla partii Libertas raport przygotował Instytutu Spraw Publicznych, którym kieruje startująca z listy PO Lena Kolarska-Bobińska. A Kolarska-Bobińska już nie szefowała ISP, a w raport nie była zaangażowana.
Dzisiejsze rozstrzygnięcie Trybunału może mieć znaczenie dla oceny, czy tego typu zakazy są legalne. I czy wypowiedzi, które wprawdzie stawiają pracodawcę w złym świetle, ale służą obronie interesu publicznego, mogą być podstawą do ukarania pracownika.