http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Krzysztof Zanussi o Zapasiewiczu dla "Gazety"

not. jsz
2009-07-15, ostatnia aktualizacja 2009-07-15 14:23

Jestem wstrząśnięty. Dziesięć dni temu skończyłem zdjęcia do filmu "Rewizyta", gdzie Zbyszek znów gra postać docenta z "Barw ochronnych"

Krzysztof Zanussi
Fot. Andzrzej Iwanczuk / AG
Krzysztof Zanussi

Zobacz także:
Andrzej Wajda wspomina Zbigniewa Zapasiewicza



Pomysł tego skromnego dzieła jest taki, że bohater mojego "Serca na dłoni" rozmawia - w ramach terapii po swoich próbach samobójczych - z różnymi postaciami z innych moich filmów.

Zbyszek zamknął w ten sposób tamtą rolę, skomentował ją po latach. Obronił postać docenta, a teraz już profesora, pokazał, że nie jest tak do końca zła, tragicznie potępiona, jak się wydawała w finale "Barw ochronnych". Przy okazji rozmawialiśmy o nowej rzeczy, którą teraz piszę. Tam też miała być ważna rola dla Zbyszka. Był uosobieniem pewnej formacji inteligenckiej, z którą się identyfikuję. Był projekcją tego, z czym mnie najłatwiej się utożsamić - nawet gdy grał bohaterów negatywnych. Był postacią, która mi była ze wszystkich najbliższa. Czuję się pozbawiony alter ego.

Wziąłem go do "Za ścianą", bo znałem go z teatru, jeszcze z samych jego początków, gdy był aktorem trochę retorycznym. Potem dostrzegłem, jak zaczął się zmieniać na scenie. Poczułem tę jego mocną inteligenckość, która jest rzadka u aktorów. On wspaniale rozumiał wszystko, co jest poza tekstem. Był nieprzekonany do grania w filmie, nie lubił kamery, ale pociągało go w "Za ścianą" to, że będzie sporo improwizacji, że to będzie coś nowego.

On lubił swój warsztat, lubił go studiować. Lubił pokonywać trudności, których jeszcze nie pokonał. Łączył w sobie pozorne sprzeczności: miał wielką świadomość aktorską i ogromny temperament, impulsywność. Dlatego był całkowicie niepowtarzalny. Nikt nie jest do niego podobny. Gdy pokazywałem moje filmy na świecie, on zawsze budził największe zaciekawienie. Skąd wzięliście takiego aktora? - pytano.

Na planie mojego "Kontraktu" poznał Leslie Caron, która nim przejęta wskazała go Warrenowi Beatty'emu. Zbyszek miał zagrać w "Czerwonych" (1981) Beatty'ego według "Dziesięciu dni, które wstrząsnęły światem" Johna Reeda. Rozmowy były bardzo zaawansowane. Niestety, ponieważ Sergiej Bondarczuk w tym samym czasie ekranizował po socjalistycznemu tę samą książkę, Rosjanie zablokowali wyjazd Zapasiewicza. Zbyszek miał grać Zinowiewa, którego ostatecznie zagrał Jerzy Kosiński. Był już gotowy do roli po angielsku, oczywiście z akcentem. Po czymś takim mielibyśmy z niego światowego aktora.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':