http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sukces Polski? Tak, ale bez zawrotu głowy

Marcin Wojciechowski
2009-07-15, ostatnia aktualizacja 2009-07-15 00:50

To był historyczny dzień. Pierwszy Polak i pierwszy człowiek z dawnego bloku komunistycznego został wybrany na tak wysokie stanowisko w UE

Marcin Wojciechowski
.
Marcin Wojciechowski
Jerzy Buzek w budynku Parlamentu Europejskiego, 13 lipca 2009 r.
Fot. CHRISTIAN LUTZ AP
Jerzy Buzek w budynku Parlamentu Europejskiego, 13 lipca 2009 r.
Umniejszanie wagi tego wydarzenia byłoby nie na miejscu. Jest to sukces Polski, samego Jerzego Buzka, komplement dla całego regionu. Potwierdzenie, że pięć lat po poszerzeniu o kraje postkomunistyczne Europa ucieka od podziału na starą i nową.

Ale też nie ma co cieszyć się ponad miarę i puszyć, jaka to Polska silna, a rząd skuteczny. Lampka szampana wypita, teraz do roboty.

Buzek zaprezentował w wywiadach całą paletę spraw, którymi chce się zająć jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego. Od przyjęcia i wcielenia w życie traktatu lizbońskiego (to zdecydowanie zadanie nr 1), walki z ociepleniem klimatu, przez kryzys gospodarczy, problemy migracyjne, bezpieczeństwo energetyczne, otwarcie Europy na Wschód. Wszystkie sprawy są ważne, choć nie wszystkie - np. ograniczenie emisji CO2 czy problemy migrantów - stanowią priorytet dla Polski i państw naszego regionu.

Trze ba się więc po że gnać z wizją lansowaną przez niektórych, że Buzek będzie w PE człowiekiem Europy Wschodniej. Ma być szefem parlamentu całej zjednoczonej Europy. Godzić często sprzeczne, a czasem tylko rozbieżne interesy. Ci, którzy uważają, że Buzek coś nam w Brukseli załatwi, mogą się poczuć głęboko rozczarowani. A im mniejsze nadzieje, tym mniejsze rozczarowania.

Z drugiej strony nie jest tak, że ta funkcja nic Polsce prócz prestiżu nie da - jak przekonują niechętni rządowi politycy i publicyści. Szef PE bierze bowiem udział we wszystkich oficjalnych i nieoficjalnych spotkaniach wierchuszki UE - tych we własnym gronie oraz tych zewnętrznych. W pewien sposób patrzy na ręce szefowi Komisji Europejskiej (rządowi UE) i ma wpływ na jej pracę. Buzek będzie więc na wszystkich szczytach Unii z Rosją, Chinami, USA, krajami Ameryki Łacińskiej, Maghrebu i ważnymi partnerami Europy w świecie. A tak że na tych, w których nie biorą udziału szefowie państw, ale tylko tzw. unijna czwórka - szef KE, przedstawiciel ds. polityki zagranicznej, szef PE i przedstawiciel kraju będącego aktualnie u steru Unii. Dotychczas naszego człowieka tak blisko unijnego jądra nie było.

Być może nic na tym nie zyskamy wprost i od razu. Ale Jerzy Buzek będzie - jako pierwszy Polak - wiedział, jakie są unijne trendy i tendencje, co się święci w polityce zagranicznej UE, jakie interesy i projekty mogą zyskać przychylność Komisji Europejskiej oraz większości państw Wspólnoty. To niezwykły kapitał, który Polska zdoła zdyskontować jedynie dzięki bliskiej współpracy Buzka z premierem Tuskiem, szefem MSZ, ministrem ds. europejskich. A także z prezydentem, z którym być może jest dziś Buzkowi najmniej po drodze.

Ale prywatna niechęć i różnice polityczne powinny ustąpić interesowi kraju. Na barkach Buzka spoczywa pierwszy indywidualny test nie tylko polskiej zdolności kierowania UE, ale przede wszystkim wyznaczania jej kursu i wizji. To już nie jest, jak dotychczas, miejsce w bezpiecznej wieży kontrolnej na lotnisku. To raczej rola nawigatora w kabinie pilotów.

Kolejnym takim testem dla Polski będzie prezydencja w UE, do której już trwają przygotowania. Życząc Buzkowi realizacji planu maksimum, warto już dziś powiedzieć, że realizacja planu minimum też będzie sukcesem. A plan minimum można określić słowami: "byle czegoś nie zepsuć". Wbrew pozorom w tak skomplikowanym mechanizmie jak UE to wcale niełatwe zadanie. Jeśli Buzek mu sprosta, będzie dobrze. W końcu ma przed sobą zaledwie 2,5 roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':