http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto zabił w Malborku

Sławomir Sowula
2009-07-19, ostatnia aktualizacja 2009-07-14 13:43

"Süddeutsche Zeitung": za część zbrodni odpowiedzialne były polskie bandy

Biegli policzyli szczątki - 2120 osób. Większość to kobiety (1001) i dzieci (377), a tylko 381 mężczyzn. 
Reszty nie udało się zidentyfikować. Malbork, 14 stycznia 2009 r.
Fot. Damian Kramski
Biegli policzyli szczątki - 2120 osób. Większość to kobiety (1001) i dzieci...
Alfred Ruther z Bernkastel-Kues leży już w łóżku. Od kilku tygodni ma kłopoty z okiem. Chodzi spać wcześnie, unika telewizji. Telefon w salonie wyrywa go z półsnu.

- Alfred, widziałeś? To nasz dom! - brat Alfreda jest wyraźnie podekscytowany.

- Jak to dom?! Gdzie?!

- No w telewizji. Włącz szybko telewizor.

Kończy się reportaż. Lektor opowiada o mogile odkrytej w Malborku. Sto metrów od bramy zamku znaleziono już ponad 1500 ludzkich szczątków. Miejscowy prokurator mówi, że najprawdopodobniej należą do mieszkańców Malborka pochowanych tam na początku 1945 roku, kiedy to niemieckie miasto zostało zdobyte przez Armię Radziecką. Zbliżenia kości poupychanych w czarnych foliowych workach przeplatane są ujęciami okolicy.

- To przecież w naszym domu. Ta mogiła. Na podwórku naszego domu! - krzyczy brat.

To zrobili Polacy

Alfred przeprasza, że nie przystrzygł trawnika. Rozmawiamy kilka miesięcy później na tarasie domu z malowniczym widokiem na winnice w dolinie Mozy. W styczniu 1945 roku, kiedy Armia Radziecka zbliżała się do Malborka, Alfred miał 12 lat. Był jednym z czternaściorga dzieci urzędnika pocztowego. Czterej starsi bracia zginęli na wojnie.

Reportaż w telewizji nie był jedyną relacją niemieckich mediów z Malborka, którą zna Alfred. Kilka dni wcześniej "Bild" opublikował listę 1840 zaginionych po wojnie mieszkańców miasta. Emocje podkręcił "Süddeutsche Zeitung", pisząc: "Eksperci nie wykluczają też, że za część zbrodni odpowiedzialne były polskie bandy, które wiosną 1945 roku grasowały pod ochroną Armii Czerwonej na wschodnich terenach Niemiec".

Redakcja niemieckojęzycznego portalu internetowego www.polskaweb.eu (z siedzibą w Polsce) piszącego dla Niemców o Polsce pyta w tytule: "Malbork polskim Katyniem?". I odpowiada: "Nie możemy wyłączać polskiej winy w imię polsko-niemieckich stosunków w nowej Europie. Czy myślą państwo, że w tamtym czasie wszyscy Polacy byli święci? W to nikt już dziś nie wierzy. Mamy bardzo dużo poszlak i wskazań dowodzących możliwą winę polskiej milicji, jednak teraz tego nie opublikujemy. Wątpliwe jest, że mordercami byli Rosjanie, lub też, że ludzie ci zginęli z powodu zamarznięcia, w dodatku z kulą w głowie".

- Mogiła jest dokładnie w tym miejscu, gdzie było podwórko naszego przedwojennego domu - Alfred wstaje i na ścianie swojego domu rysuje palcem plan rodzinnej posesji. - Byliśmy tam do samego końca. Dzień po naszym wyjeździe do miasta zaczęli wchodzić Rosjanie. To był 23-24 stycznia 1945 roku. Mogiły wtedy jeszcze nie było. Dlatego jestem pewien, że nie jest dziełem Niemców.

- To może potem wykopali ją Rosjanie? Wiadomo przecież, że palili niemieckie miasta, gwałcili niemieckie kobiety. Chociażby w Gdańsku. Mieli co ukrywać - pytam.

- Nie, oni nie mieli w tym interesu. Jak zdobyli miasto, to potrzebowali Niemców do usuwania trupów z ulic.

- To kto?

- (śmiech) Polacy. To proste. Rewanż. Historia się powtarza. Tam rządziła polska milicja. Tak samo mordowała na tych terenach jak SS wcześniej. Ale niech pan nie myśli, że czuję jakąś nienawiść do Polaków. Rozumiem, że malborskich Niemców spotkał ten sam los co innych.

To zrobili Niemcy

Bruno Fuhrmann z Kolonii chciał walczyć w obronie Malborka. Był żołnierzem Wehrmachtu. W styczniu 1945 roku przyjechał do rodzinnej wsi pod Malborkiem z wielomiesięcznej rekonwalescencji po ranie odniesionej na froncie wschodnim. Zgłosił się do dowództwa obrony miasta. Obrońcom brakowało ludzi, najlepsze niemieckie jednostki walczyły na Pomorzu Zachodnim. A ofensywa Armii Radzieckiej odcięła niemieckie wojska w Prusach Wschodnich. Niemcy chcieli za wszelką cenę utrzymać Malbork, bo most na Nogacie pozwalał na ewakuację wojsk, ludności cywilnej do portów w Gdańsku i Gdyni, skąd odpływały statki do Szczecina i dalej.

Bruno nie wziął jednak udziału w obronie. Chodził jeszcze o kulach i uznano, że nie przyda się. Zamiast niego do Volkssturmu został powołany jego 50-letni ojciec.

- Miał dość wojny i Hitlera. Kiedy słyszał go w radiu, wyłączał odbiornik. Nie lubił faszystów - opowiada Bruno, a w ręku ściska fotografię ojca oprawioną w drewniane ramki. - Bałem się o niego.

23 stycznia 1945 roku Bruno odprowadzał ojca do Malborka, do jednostki. Rosjanie byli już 20 kilometrów dalej - w Elblągu. Słychać było ich artylerię. - Wtedy widziałem go ostatni raz. Kiedy stanęliśmy w Malborku przed koszarami, powiedział: "To ostatni raz, kiedy się widzimy. Naziści mnie rozstrzelają". Rozpłakaliśmy się. Wiele miesięcy później dowiedziałem się o jego śmierci od matki. Ojciec został rozstrzelany za odmowę walki.

Źródło: Duży Format
  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':