Poglądy działaczy Platformy zbadali naukowcy z Centrum Badania Życia Politycznego "Cevipol" Wolnego Uniwersytetu w Brukseli i Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Rok temu przyjrzeli się
SLD i wyniki były zaskakujące. Okazało się, że dwie trzecie członków lewicowego Sojuszu uważa homoseksualizm za niezgodny z naturą człowieka oraz że państwo nie powinno interweniować w gospodarkę.
Liberalizm, ale konserwatywny - Badając Platformę, inaczej niż w przypadku SLD, skoncentrowaliśmy się na osobach decyzyjnych - mówi dr Anna Pacześniak, adiunkt w Zakładzie Europeistyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Ankiety wypełniło ponad 500 uczestników 16 rad regionalnych Platformy, w których udział brali m.in. premier, ministrowie i szefowie partii w regionach.
Statystyczny działacz PO wierzy w Boga (93 proc.), ma wyższe wykształcenie (91 proc.), mieszka w mieście (82 proc.). Przed 1989 r., jeśli już gdzieś należał, to raczej do "Solidarności" (32 proc.) niż PZPR (7 proc.).
Kobiet było wśród ankietowanych tylko 14 proc. A działacze są przeciw parytetowi płci na listach wyborczych - za jest tylko 22 proc.
Platformersi są gospodarczymi liberałami - nie dziwi więc 100-procentowe poparcie dla mniejszego interwencjonizmu państwowego oraz podobne dla wprowadzenia podatku liniowego i aż 96-procentowy sprzeciw wobec zwiększenia roli związków zawodowych.
Dr Anna Pacześniak: - Członkowie PO są zdecydowanie liberalni pod względem ekonomicznym. I równie zdecydowanie konserwatywni w kwestiach społeczno-obyczajowych. Pomimo wysokiego poziomu deklarowanej religijności przejawiają ambiwalentne podejście do relacji państwo -
Kościół.
Według 61 procent badanych Kościół ma w Polsce zbyt duże wpływy. Ale już ponad połowie nie przeszkadzają krzyże wiszące w publicznych instytucjach.
46 proc. uważa, że chęć posiadania dzieci wiąże się z koniecznością zawarcia małżeństwa. A jeśli małżeństwo - to tylko mężczyzny i kobiety. Ponad połowa badanych uważa bowiem homoseksualizm za niezgodny z naturą człowieka, a legalizacji małżeństw osób tej samej płci chce tylko 12 proc.
Za to aż trzech na czterech członków PO chce, by zabiegi in vitro były finansowane z budżetu. Zalegalizowania eutanazji chce ponad 30 proc.
Aborcja na życzenie? 38 proc. - "tak", 56 proc. - "nie".
Zwolenników w PO wciąż ma kara śmierci, której przywrócenia chce 37 proc. Legalizacja miękkich narkotyków? 16 proc. za, aż 81 proc. przeciwko.
- W Platformie, tak jak w całym społeczeństwie pomimo dużej otwartości w poglądach jesteśmy konserwatywni - komentuje europoseł Sławomir Nitras.
- Wartości wyznawane przez członków PO bliskie są przekrojowi poglądów większości Polaków. Jesteśmy religijni, ale część uważa, że Kościół ma zbyt duże wpływy. Poparcie dla finansowania in vitro pokazuje, że głównym problemem nie jest dla nas, czy takie zabiegi powinny być wykonywane, tylko kto powinien za nie płacić. To również przykład na to, że jesteśmy liberalni - mówi Rafał Grupiński, minister w kancelarii premiera.
Może potrzebny nowy program? W anonimowych ankietach badani oceniali też własną partię. Tu spore rozbieżności: 95 proc. uważa, że Tusk jest dobrym szefem, ale zdaniem 27 proc. styl kierowania partią jest nieodpowiedni, według połowy zawodzi wewnętrzna komunikacja, a szeregowi członkowie nie mają wpływu na to, co się dzieje w partii. Niemal po połowie rozkładają się głosy przy pytaniu, czy PO potrzebuje nowego programu: 49 proc. uważa, że tak, 46 proc. - nie.
Głosy krytyczne nie dziwią Pawła Piskorskiego, niegdyś sekretarza generalnego PO, dziś szefa Stronnictwa Demokratycznego i głównego krytyka byłej partii.
- Istnieje duży rozdźwięk pomiędzy anonimową i szczerą oceną sytuacji w PO, a publicznie głoszonymi tezami o tym, jak jest wspaniale - uważa Piskorski. Jego zdaniem wysokie notowania PO powodują, że część działaczy boi się krytykować szefostwo.
- To sytuacja ze szczytowych okresów AWS i SLD. Notowania nie spadają, ale w partii pojawiają się głosy krytyczne, które na razie są wyciszane. Ta bańka jednak pęknie - dodaje Piskorski.
Grupiński broni PO: - To generalny zarzut, szczególnie wobec partii dużych i tych sprawujących władzę. Na dole zawsze panuje w pewien sposób uzasadnione poczucie, że nie wie się wszystkiego.
Po SLD i Platformie badacze z Brukseli i Wrocławia wezmą się do
PSL. Po cichu liczą, że po przebadaniu tych trzech partii uda im się w końcu namówić do badania
PiS. To jedyna partia, która dotąd nie odpowiedziała na ich zaproszenie.